Skip to main content

Poprzez wieki – Cywilizacyjna mikrogra

Każdy dzień ciągnie się przez całe wieki, co jest dziw­ne, po­nieważ dni – w liczbie mno­giej – mi­jają w pędzie. 
Terry Pratchett

Poprzez wieki to gra, o której znienacka poinformował Portal Games. Nie była zapowiedziana na PortalConie, nic nie zwiastowało, że ta gra powstaje, aż nagle na Facebooku jebs! Nowa gra, mały format, 18 kart, 10 minut gry i powstał nagle wielki hałas na temat tej pozycji.

Wznoś nowe budynki…

W cy­tatach uwie­czniono mądrość mędrców i doświad­cze­nia wieków. 
Wiesław Myśliwski

Portal Games chwalił się przede wszystkim epickim wyglądem grafik, ponoć szata graficzna na ten tytuł miała budżet większy niż każda inna gra Portalu. I widać, że poszło na to sporo kasy: wielkie, zapierające dech w piersiach monumenty przedstawiane na rysunkach mogą budzić respekt. Ma się poczucie tej wielkości, tej epickości, czegoś wielkiego. Karty poza – niesamowitą oprawą graficzną – są bardzo duże (rozmiar chyba taki jak w Dixicie), a dodatkowo wyglądają również ładnie. Pudełko to “mały” portalowy rozmiar znany z takich pozycji jak Avalon, Zombiaki czy Waleczne Piksele. W środku? 18 kart gry, karta pomocy, 4 znaczniki, notesik i ołówek. Jak pewno się domyślacie, opakowanie jest zdecydowanie za duże i w środku hula wiatr. A za ile tę przyjemność? SCD wynosi 45zł. Nie, nie żartuję. Tak, List Miłosny ma tyle samo kart. Tak, kosztuje 15-20 zł. Niestety, cena to największy ból tej pozycji. Jeszcze małe uwagi odnośnie wykonania: wystarczyłby 2 żetony reliktu, ale spoko, nadmiarowe nie przeszkadzają. Jednak skoro wydawca pozwolił sobie na nadwyżkę żetonów, to co by zmieniła druga karta pomocy dla drugiego gracza?

OK, a jak się gra? Poprzez wieki to dwuosobowa gra oparta na drafcie. Tasujemy karty i każdy dostaje po pięć. Tura polega na wybraniu jednej karty i przekazaniu aktualnej ręki przeciwnikowi. W momencie kiedy wszyscy wybrali monument, jest on odsłaniany, zatem już w drugiej rundzie znamy karty i możemy przewidywać co przeciwnik będzie oczekiwał. Karta informuje za co daje punkty – np. za jakiś symbol, za ich większość, za najbardziej punktowaną kartę, itp – oraz może posiadać jeden z pięciu symboli. W momencie kiedy wszystkie karty zostały przekazane sprawdzamy jakie karty nam punktują, zapisujemy wynik obecnej rundy. W drugiej i trzeciej rundzie następuje mała innowacja: zbieramy wszystkie wyłożone przed nami karty, jedną z nich usuwamy na stałe gry, a drugą wybieramy jako relikt przeszłości, czyli coś, co będziemy mieli do końca gry. Zatem zostawimy coś, co będzie nam dawać sporą liczbę punktów, a wywalimy co może spodobać się rywalowi lub mało opłacalną kartę. Każdy dobiera dwie dodatkowe karty i zabawa się zaczyna od nowa. Osoba mająca najwięcej punktów na koniec gry  – czyli sumę wyników z trzech rund – wygrywa.

… lecz nie zapominaj o dokonaniach przodków…

Dla mnie to nic. No­we mil­le­nium, no­wy wiek czy no­wy rok. Dla mnie to jeszcze ko­lej­ny dzień, ko­lej­na noc. Słońce, księżyc, gwiaz­dy po­zos­taną te same. 
Dalajlama

Mój znajomy określił tę grę dość ciekawie, ale według mnie trafnie: takie 7 Cudów Świata z samymi niebieskimi kartami, które łączą się z innymi niebieskimi kartami. Jak wcześniej wspomniałem, główną cechą tej pozycji jest pamiętanie co przeciwnik miał na ręce. I tutaj jak w typowym drafcie będziemy zastanawiali się co jest opłacalne dla nas, co chcemy przekazać rywalowi, na co liczymy, aby uzyskać spowrotem. Nasze karty będą się łączyć z innymi, więc będziemy chcieli uzyskać jak najlepsze kombo, które da nam mnóstwo punktów. Uwielbiam Labirynt Potępionych, który daje 13 punktów za zestaw składający się z każdego symbolu, jeżeli przeciwnik pozwoli nam na zgarnięcie dodatkowo Przedsionka, Cytadeli Przodków, Wiecznego Pałacu oraz Więzienie Dżinnów, jesteśmy w stanie uzyskać w jednej rundzie 25 punktów. 13 za Labirynt, i 12 za pozostałe budynki dające nam każdy symbol. To dużo? No cóż, byłem świadkiem rozgrywek, gdzie i więcej było zdobywane, ale to i tak imponujący wynik.

W każdej partii gramy wszystkimi kartami. Już opisując prototyp bałem się, że gra jest nieregrywalna. I wiecie co? Świadomość jakie są karty, nie ma większego znaczenia na grę. Operujemy i tak aktualnie dostępnymi kartami, które nawet niedoświadczony przeciwnik dopiero co poznaje. Jeżeli liczymy na jakąś kombinację, to możemy się nie raz przeliczyć skoro rywal może tę kartę zabrać, a w następnej rundzie odrzucić w kosmos. Nie ma jakiegoś większego planowania, jeżeli na podstawie tego, co mamy na ręce i tego, co daje nam przeciwnik chcemy tworzyć całą grę, to na pewno nam się nie uda. Ileż razy liczyłem na to, że wróci do mnie jakaś karta zamiast ją brać od razu. A to i tak nie daje żadnej gwarancji, że wszystko by poszło po mojej myśli. Zwróćcie uwagę na punktację w zdjęciu w galerii, doświadczeni gracze będą powoli budować swoje królestwo. A to, że przeciwnik wygrał w 1. czy 2. rundzie nie ma żadnego znaczenia. Dość niewielkie różnice bywają często, ale nieraz byłem miażdżony 20 czy 30-punktową różnicą. Niektórzy również potrafią wykręcić powyżej 100 punktów (widziałem, że się da), zaś osobiście 80 parę było dla mnie życiowym rekordem.

Pisałem wcześniej o epickości rysunków. I naprawdę, trzeba przyznać, że są genialne. Ale zaraz smutne jest to, że nikt na nie nie zwraca uwagi w czasie gry. Każdy, kto ze mną grał zwracał uwagę na symbol karty oraz jej działanie. Rysunek i nazwa? A po co?! Naprawdę było mi z tego powodu przykro, bo przecież mordercza cena gry jest między innymi spowodowana wysokim budżetem na oprawę graficzną.

Gra jest bardzo prosta, zasady nie są skomplikowane. Jednak nasza decyzyjność to całe sedno tej gry. Przy pierwszej rozgrywce ta gra może nie zachwycić, bo układamy coś sobie. Obserwacja poczynań przeciwnika jest bardzo ważna, a decyzja co chcemy mieć, a co mu oddać to kluczowe pytanie. Możemy specjalnie zostawić sobie jakąś kartę, którą na pewno upatrzył przeciwnik, a potem ją wywalić w następnej rundzie, by nie przeszkadzała w rozgrywce. Wbrew pozorom gra ma ogromny potencjał kombinacyjny, więc warto ją poznawać. I nawet jak poznamy dobre połączenia i najlepsze kombosy, to raczej nie znajdziemy strategii wygrywającej. I jeszcze czas gry, 10-15 minut móżdżenia i kombinowania. Zdecydowanie gra zasłużyła na miano mini-gierki.

… i strzeż się ataku przeciwnika

Wo­lałbym żyć krótko, ale w chwa­le, niż w mro­ku przez wieki. 
Aleksander Wielki

Poprzez wieki to jedna z lepszych mikrogier jaką miałem okazję zagrać. W 18 kartach jest zawarta spora istota kombinacyjna. Czy jest warta sugerowanej ceny? To już musicie sami sprawdzić, spróbujcie ją zagrać gdzie możecie i oceńcie. Ze swojej strony ją polecam.

Plusy:

  • epickie wydanie, niesamowita szata graficzna
  • proste zasady, które można pojąc w mig
  • dynamiczna rozgrywka i krótki czas gry
  • spory potencjał kombinacyjny
  • znajomość kart jest ważna, ale nie zabija regrywalności
  • wymusza obserwację ruchów przeciwnika

Minusy:

  • w pudełku jest nieco pustawo
  • cena za 18 kart dla większości jest nie do przełknięcia

Dziękuję wydawnictwu Portal Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Portal Games

Informacje o grze

[bgg id=176229]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.