Skip to main content

Pierwsza krew – Pingwiny z Madagaskaru

Biorę na siebie całą odpowiedzialność. Powiedzmy, dziewięćdziesiąt procent.
Skipper, Pingwiny z Madagaskaru

Jestem fanem serialu Pingwiny z Madagaskaru, uwielbiam te absurdalne teksty, znam sporo gagów i zabawnych momentów. Nic dziwnego, że kiedy usłyszałem, że powstaje gra na motywach filmu, wiedziałem, że muszę w to zagrać. Na szczęście wydawnictwo Phalanx przybyło z egzemplarzem gry na XXV edycję Pionka i udało mi się przystąpić do rozgrywki.

001

Grałem tylko w wariant pełny, więc nie bardzo wiem jak się gra w rodzinny. Zatem opiszę mechanikę na podstawie rozegranej partii. Każdy prowadzi któregoś bohaterów kreskówki. W swojej turze mamy do dyspozycji 4 punkty akcji, które możemy wykorzystać na ruch do sąsiedniej lokacji (nie ma przechodzenia po skosie), wykonanie akcji z lokacji, dobranie żetonów z worka (o ile akcja jest dostępna), wykonanie efektu karty lub skorzystanie zdolności pingwina (te dwie ostatnie raz na całą grę). Wykonując czynności lokacji będziemy “teleportować się” do dowolnego innego miejsca, przetasowywać karty misji lub figurantów, zdobywać je, wymieniać lub zdobywać żetony. Nabywając kartę figuranta aktywujemy Oficera X rzucając kostką – jeżeli wynik na niej jest w zakresie wypisanym na zdobytej karcie zasłaniamy dowolną akcję szperania w worku na wybranej lokacji. Gra kończy się jeżeli wykupimy wszystkich figurantów albo Oficer X zamknie wszystkie lokacje. Każdy podlicza punkty za figurantów, ewentualne połączenia, wykonanie misje i cel indywidualny, od wyniku odejmujemy punkty karne za posiadane żetony (jeden za każdy). Wygrywa, rzecz jasna, osoba z największą liczbą punktów. Kończąc swój ruch można również postawić pingwina na jednym z wejść do lokacji, wtedy blokuje on przejście i każdy kto chce udać się do niej traci 2 punkty na ruch.

Tak w wielkim telegraficznym skrócie przedstawia się mechanika. Zacznę od kwestii wykonana. Figurki pingwinów wykonane są przez firmę Cobi, po przyjrzeniu się im rzeczywiście da się dostrzec podobieństwo do postaci z serialu, jakościowo są dobre i nie mam raczej zarzutów do nich. Grafiki w grze to sceny wyjęte z animacji, które doskonale komponują się w tematykę. Nazwy misji to tytuły odcinków serialu, poza tym każda karta jest opatrzona cytatem wziętym z serialu nawiązującym do tego, co przedstawia. Jak widać Phalanx starało zachować klimat animowanych Pingwinów i udało im się. A jak mechanicznie? Jest to dość prosta gra do pogrania rodzinnego, nie ma tam za dużo elementów dla geeka. W pełni świadomy takiego obrotu spraw i tak nabyłem tę grę. Teoretycznie jest to granie pod siebie, ale mamy parę elementów interakcji, które mają wydźwięk negatywny. Przede wszystkim blokowanie wejść, przez co gracz może mieć mniej akcji. Jeżeli zamykamy Oficerem X lokację, możemy specjalnie blokować taką, na której ktoś stoi, wtedy ten gracz traci jeden losowy żeton. Oczywistym jest też podbieranie innym kart, a najbardziej wredną akcją jest zmiana ich na nowe. Bym musiał rozegrać więcej partii, ale wydaje mi się, że reset kart będzie niszczył rozgrywkę, przez co każdy będzie nabywał losowe karty, aby w ogóle mieć jakieś punkty.

002

W skrócie: prosta mechanika, odrobina kombinacji, nieco negatywnej interakcji. Te elementy przypadły mi do gustu, choć szczerze się zdziwiłem, że to gra rywalizacyjna, a nie kooperacyjna (przecież pingwiny zawsze działały razem). Mam nadzieję szybko ograć tę grę i niedługo pojawi się pełnoprawna recenzja :).

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.