Skip to main content

Jaipur – Walka o stanowisko ministra handlu

Jaipur, miasto w Indiach znane z charakterystycznego Pałacu Wiatrów o różowych murach. Właśnie tutaj Sébastien Pauchon postanowił osadzić sprytną dwuosobową grę o kupcach, którzy walczą o zaproszenie do pałacu maharadży.

Jesteś kupcem

Okładka przedstawia jakiegoś brodatego mężczyznę w turbanie, za nim mamy stragan z jakimiś przyprawami, złotymi naczyniami i tkaninami, a w tle zaś wspomniany Pałac Wiatrów. Kreska jest bardzo dobra, miła dla oka i nie drażni. W środku 55 kart i 60 żetonów. Pudełko ma charakterystyczną różową wypraskę, jest ono niezbyt wielkiego rozmiaru, ale wytłoczka jest tak zaprojektowana, aby elementy dobrze się w nią mieściły. Bez zbędnych ceregieli przejdźmy do zasad. Na środek wystawiamy 3 karty z wizerunkiem wielbłąda oraz losowe dwie (również mogą przedstawiać wielbłąda), każdy z graczy dostaje po 5 kart i wystawiają wszystkie z wielbłądem. Resztę talii kładzie się obok odsłoniętego rynku. Wszystkie dobra należy ułożyć w kolejności od najmniej do najbardziej wartościowej. W pobliżu powinny być też 3 pieczęcie doskonałości, żeton wielbłąda i 3 stosy żetonów bonusów.

W turze wybieramy jedną akcję: dobieranie kart albo ich sprzedaż. Przy czym dobieranie może odbyć się na kilka sposobów. Po pierwsze: możemy wymienić karty, czyli bierzemy dowolną liczbę jakichkolwiek kart towarów (nie wielbłądów) i odkładamy na rynek tyleż samo kart (możemy dołożyć wielbłądy ze stada). Po drugie: bierzemy jeden dowolny towar i uzupełniamy rynek kartą z wierzchu talii. Po trzecie: bierzemy z rynku wszystkie wielbłądy i dołączamy do stada. Sprzedaż nie ma alternatywnych dróg, ale obowiązuje przy niej kilka zasad. Odrzucamy dowolną liczbę kart towarów w jednym kolorze, dobieramy tyle samo żetonów danego koloru zaczynając od najbardziej wartościowych, jeżeli sprzedajmy towary luksusowe (złoto, srebro i diamenty) musimy odrzucić co najmniej dwie karty, następnie dobieramy ewentualny bonus za odrzucenie 3, 4 lub 5 kart za jednym zamachem. Runda kończy się w momencie kiedy 3 stosy towarów się wyczerpią lub skończy się talia rynku. Osoba mająca najwięcej wielbłądów w stadzie na koniec rundy otrzymuje żeton dający dodatkowe 5 punktów. Sumujemy punkty za towary i bonusy, osoba mająca ich więcej dostaje pieczęć. Jeżeli ktoś otrzymał drugą pieczęć wygrywa grę, jeżeli rozgrywa się nowa runda na tych samych zasadach, co opisałem wyżej.

Indyjski szlak handlowy

Małe wymiary pudełka pozwalają na łatwość przy transportowaniu. Wkładam do kieszeni kurtki, wrzucam do plecaka czy po prostu chwytam w łapę i już mam spokój. Instrukcja jest napisana w bardzo przystępny sposób, bez żadnych udziwnień. Zasady są rozpisane za pięciu stronach, z czego jedna to opis elementów i sposób przygotowania gry. Format tej książeczki oczywiściej jest niewielki, aby zmieściła się do pudełka, więc treści tam nie ma za dużo. I wystarczy, wszystko zostało dobrze wyłożone, tak że każdy zrozumie o co chodzi, a ilustrowane przykłady pozwolą lepiej przyswoić reguły.

Nigdy bym nie pomyślał ile sprytu może być zawarte w tak małej grze. W wyniku naszych działań nie możemy przekroczyć limitu siedmu kart na ręce, więc jasno powinniśmy zdefiniować sobie cel, aby wiedzieć co chcemy zbierać. Oczywiście chcemy mieć dużo kart przynoszących największy zysk, więc czasem warto przeczekać i uzbierać 4 czy 5 kart jednego koloru. Nie mniej wróg nie śpi, jeżeli będziemy zbyt długo zwlekać wykupi on nam na co się czailiśmy lub przez nierozwagę nie zauważymy, że runda została zakończona. Dynamizm rozgrywki to również zaleta tego tytułu, rzadko kiedy zdarzają się zastoje, po prostu gracz robi ruch, chwilę myślę i odpowiadam mu swoim ruchem. Mamy tylko dwie akcje, z czego jedną można zrobić na 3 sposoby, więc nie ma tutaj jakiegoś elementu mózgożernego blokującego przebieg partii.

Wielbłądy są sprytnym mechanizmem, prawie zawsze na początek biorę je z rynku. Dzięki nim możemy odpowiednio manipulować rynkiem i go zapychać. Przykładowo, interesują mnie 2 towary, a tych, które mam na ręce nie chcę się pozbywać, więc wysyłam po nie wielbłądy. Teraz 2 miejsca zapychane są przez wielbłądy, a jeżeli przeciwnikowi pozostałe 3 towary się nie podobają, będzie musiał wziąć te wielbłądy, ale to spowoduje odblokowanie rynku dla mnie. Również wielbłądy mogę “dawkować” tak, aby nie tracić ich za dużo, by na koniec rundy mieć dodatkowy bonus za ich największą liczbę.

A co do bonusów, premia za liczbę sprzedanych kart jest losowa i do końca rundy nie powinnyśmy znać jej wartości, jednak z góry wiemy, że jak sprzedamy trzy karty mamy szansę na 1-3 rupii, za cztery 4-6, a za pięć to 8-10. Opłaca się sprzedawać więcej kart, bo szybciej wyczerpujemy stos prowadzając do zakończenia rundy, dostajemy więcej punktów oraz mamy szansę na naprawdę spory bonus. I to ma też drugą stronę medalu, gra polega na kalkulacji, przewidywaniu ruchów przeciwnika, manipulowaniu rynkiem oraz szybkim pozbywaniu się kart. Wszystko zależy od naszych decyzji, on naszych kalkulacji, a też trochę od tego co wejdzie na rynek. Jednak te bonusy to zbyt spora dawka losowości, dość często szala zwycięstwa została przechylona z powodu paru punktów losowo zdobytych za premię.

Niezbyt długi czas jednej rozgrywki zachęca do rozegrania kilku partii po sobie. Osobiście nie mam sił, aby zagrać więcej niż 3 gry z rzędu, bowiem to jest kombinacyjna gierka, choć nie jest jakoś mózgożerna, to i tak potrafi zmęczyć. Dwuosobówki powinna cechować regrywalność, no bo skoro gram z tą samą osobą, a czas partii nie jest długi, to będę grał często w tę pozycję. I sprawdza się ona wyśmienicie. Grając pierwszy raz w ten tytuł osiągnąłem jakieś 50 parę punktów, kiedy mój przeciwnik miał ich blisko 90. Z czasem nabierałem wprawy i widziałem ten potencjał kombinacyjny, wykorzystywałem lepiej wielbłądy, zbierałem lepsze towary, itp. Każda kolejna rozgrywka to rozwijanie się w rozgrywaniu tego tytułu. Z kolei kiedy zagrałem z nowicjuszem, z osobą, która zagrała wcześniej kilka gatewayów, widziałem, że na początku miała problemy (raczej wynikały one chęci przyjęcia na logikę tej mechaniki, bo skoro biorę coś z rynku, a potem sprzedaje, to według tej osoby wcześniej trzeba za to zapłacić), ale pod koniec wyrobiła się nieźle. Zatem tytuł jest lekko za trudny dla nieobeznanych osób w planszówkach.

Karawana przez Radżastan

Naprawdę jestem mega zachwycony Jaipurem. Prosta, dynamiczna, kombinacyjna gra dla dwóch osób. Mechanizmy w tej grze może już gdzieś rzeczywiście były, ale zastosowanie wielbłądów to bardzo ciekawy element. Jeżeli brak w kolekcji ci niezbyt trudnych gier na dwie osoby to poluj na ten tytuł. Obecnie nie jest on nigdzie dostępny w polskiej wersji językowej, bowiem REBEL wydał go w małym nakładzie, ale może zdecyduje się na dodruk.

Plusy:

  • prostota i dynamika rozgrywki
  • ciekawy mechanizm wielbłądów
  • mocno kombinacyjny charakter gry
  • czasem lepiej przeczekać i zdobyć więcej kart
  • mechanika zachęca do zagrania kilku partii po sobie
  • dobra regrywalność
  • charakterystyczna różowa wypraska

Minusy:

  • Spora losowość wynikająca z bonusów

Informacje o grze

[bgg id=54043]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.