Skip to main content

Potwory w Tokio: Power up! Doładowanie! – Ewolucja ważna jest…

Świat to potwór zębaty, gotów gryźć, gdy tylko zechce.
Stephen King, Pokochała Toma Gordona

Dodatek do Potworów w Tokio wreszcie pojawił się w Polsce. Wydawnictwo Egmont zdecydowało się na wydanie tej pozycji po dwóch latach od premiery podstawki. Czy warto było czekać? O tym dalej w tekście.

Kung-Fu Panda

Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory. Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart.
Rick Riordan, Złodziej pioruna

Na okładce widzimy wielką pandę ubraną w wielkie szorty, dzierżąca wielki bambus, a na głowie ma typowy chiński kapelusz. Pandakaï – nowy stwór, którym będziemy mieli okazję zagrać. W środku poza figurki potwora mamy 56 kart, kilka żetonów i – rzecz jasna – instrukcję. Małe pudełko z niewielką zawartością. A co to za karty? Każdy potwór ma zestaw 8 kart ewolucji, 4 tymczasowe i 4 permanentne. Dodatek dodaje tak naprawdę jedną zasadę, ale za to dość ciekawą.

002

Poza potworem i jego planszetką dostajemy 8 kart ewolucji. Tasujemy karty i układamy w zakryty stos. Za każdym razem, kiedy wyrzucimy 3 serca, możemy dobrać jedną ewolucję (poza tym normalnie się leczymy), kiedy zdecydujemy się jej użyć – odkrywamy ją (permanentną praktycznie można od razu). Dla osób uważających, że ta zasada zwiększa i tak dużą losowość przygotowano dodatkowe warianty gry. W pierwszym to na starcie otrzymujemy jedną losową ewolucję, w drugim dociągamy 2 i wybieramy jedną (nie wybrana idzie na spód talii). Trzecia opcja, najlepsza moim zdaniem, to draft ewolucji: mieszamy wszystkie karty, każdy dostaje po 8, wybieramy jedną i przekazujemy dalej, aż będziemy mieli odłożonych 8 kart. Jak ktoś jest na tyle szalony (jak ja) może wymieszać wszystkie warianty, zupełnie nowe wrażenia z rozgrywki tego tytułu.

003

Pamiętacie co zawiera podstawka? 6 figurek potworów, 6 planszetek, 8 customizowanych kości, planszę Tokio, znaczniki energii i mnóstwo kart. Cena? Według i-szopa najdrożej jest za 120zł. Dodatek to małe pudełeczko z figurką, kartami i żetonami. Cena? Znów z tego samego źródła i takie same warunki: 70zł. Jestem trochę zawiedziony stosunkiem ceny do zawartości. Rozumiem, że dodatek jest wydawany zazwyczaj w mniejszym nakładzie, więc cena jest nieco droższa, ale nie do końca chce mi się wierzyć, że koszta przy tej zawartości są na tyle duże, aby stanowiły ok. 60% ceny podstawki. Inną sprawą jest wydanie tej gry. Angielska wersja wyszła w 2011, zaś dodatek do niej rok później. Też myślałem, że polski dodatek pojawi się nie dalej niż rok. Kiedy straciłem nadzieję na pojawienie się na polskim rynku rozszerzenie, nagle w necie pojawiła się informacja – bach – pojawi się Doładowanie. Zastanawia mnie czy naprawdę ta gra ma taką liczbę fanów (przecież tytuł Gry Roku zobowiązuje), że musiało minąć blisko dwa lata, aby pojawił się ten niewielki dodatek…

Tajniki ewolucji

Shifu: No ale kto? Kto jest godzien poznać tajemnicę? Kto ma posiąść tę moc? Kto stanie się smoczym wojownikiem?
Oogway: A bo ja wiem?
Kung Fu Panda

Odsuwając te pesymistyczne myśli na bok przejdę do elementów tej gry, które mnie zauroczyły. Przede wszystkim poprzez karty ewolucji każdy potwór jest teraz indywidualny. Wcześniej nie miało znaczenia co za potworem walczyliśmy, chyba jedynie kierowały nami względy estetyczne. A teraz? 8 nowych kart definiujących naszego stwora. Część z nich pozwala na kontrolę kostek, wykorzystuje lepiej kosteczki energii, czy pozwala na zdobycie dodatkowych punktów. Nasza taktyka będzie właśnie kreowana pod posiadane ewolucje, a najlepiej by było jakby w ciekawy sposób łączyły się z kartami kupowanymi za energię.

004

Innym ciekawym rozwiązaniem są warianty. Jeżeli ktoś ma pecha i przez całą grę nie wyrzucił kombinacji odpowiedzialnej za dobranie ewolucji, to może się umówić ze znajomymi na pierwszy wariant. Na starcie wszyscy mają ewolucję, więc może próbować nią ugrać dobranie kolejnej. Pech w dociągu karty? No to druga opcja, czyli wyciągnij dwie – wybierz jedną. Trzecia proponowana zasada alternatywna jest mega fajna. Lubię ją, bo dostaję ewolucje od potwora, którego nie znam. To jest też dobry sposób na poznanie silnych i słabszych stron postaci graczy. Wiem co potencjalnie inni mają na ręce, bo był draft, więc przeglądałem pulę kart.

005

Warianty też świadczą o modułowości tytułu. Możemy je dowolnie mieszać, jak wspomniałem wcześniej lubię jak są połączone wszystkie trzy . Ale nikt nie broni, aby połączyć 1 z 2 lub 3. Również możemy modyfikować te opcje. Może, aby zwiększyć wybór przy wariancie drugim dobieramy 3 kart i jedną zachowujemy? Albo po co draft? Tasujemy wszystkie karty ewolucji i dajemy każdemu po 8 kart. Podobne zasady możemy dowolnie wymyślać.

Ale właściwie dlaczego tak sobie upodobał ten trzeci wariant? Ponieważ moim zdaniem umiejętności potworów są nieco niezbalansowane. Pandakaï ma bardzo ciekawą zdolność polegająca na odwracaniu dowolnej liczby kostek na przeciwległą ściankę. Porównując ją do każdej zdolności Alienoida na moje na plus zawsze wypada panda. Jednak każdy z stworów jest mocny w jakiejś dziedzinie. Wspomniany Alienoid posiada ewolucje powiązane z energią, szczególne do gustu przypadło mi się “Wzywam statek matkę”, który pozwala się leczyć. Pandakaï manipuluje kostkami. Meka Dragon nastawiony jest na zadawanie obrażeń, szczególnie mocna jest ewolucja “Fatalny oddech”, który leje wszystkich, zawsze, nie tylko w Tokio. Gigazaur drażni przeciwnika różnymi sztuczkami jak odbieranie punktów zwycięstwa. Kraken nastawiony jest się na lecenie lub unikanie obrażeń. Ewolucje Kinga pozwalają na nabijanie punktów – czyli postać nie dla mnie, bo walczę na obrażenia, lecz nie zmienia to faktu, że połączenie “Samca Alfa” (za każdy razem gdy atakuje dostaje 1 punkt) z “Królem Tokio” (dodatkowy punkt za wejście i utrzymanie się w Tokio) jest bardzo dobre. Cyber Bunny jest miksem wymienionych wszystkich postaci, zadaje obrażenia, manipuluje kostkami, zdobywa energię, itp. Niestety, ale moim zdaniem są umiejętności są lepsze i gorsze. Niezależnie od postaci nie lubię kart tymczasowych, ale to tylko mój gust, bo również nie kupuję kart typu “Odrzuć”. Draft wyrównuje różnice między ewolucjami, jeżeli uważam inną za silną, to ją z chęcią wezmę. poza tym wtedy nie mam karty nastawione tylko na jeden typ działania, ale mam wymieszane interesujące mnie ewolucje. Dodatkowo mam na tyle wymieszane karty, że mam zarówno słabe, mocne czy średnie, więc talia jest już wtedy wyrównana.

006

Na koniec mała i ciekawa wzmianka. W moim gronie graczy nikt nie lubi Alienoida, no po prostu nikt nie chce nim gracz. Jako, że mimo nowej postaci w dodatku i tak można grać maksymalnie w 6 osób. Zatem dla maksymalnego wariantu osobowego nikt nie jest przymuszany do grania postacią, którą nie lubi.

Mały, prosty dodatek

W życiu wygrywają potwory
George R.R. Martin, Gra o tron

Potwory w Tokio: Power up! Doładowanie! to na moje dodatek obowiązkowy, który powinien być dołączony z podstawką. Teraz ma wielkie znaczenie jakiego potwora wybieramy, ponieważ ewolucja jest z nim powiązana. Liczę, że dzięki wydawnictwu Egmont pojawi się również dodatek halloweenowy, który jest mocno wyczekiwany przeze mnie.

Plusy:

  • nowy potwór – Pandakaï (sorry, Alienoid, odpadasz z gry)
  • karty ewolucji, które są indywidualne dla każdego stwora
  • karty ewolucji w połączeniu z technologią zwiększają regrywalność
  • warianty gry, które modyfikują każdą rozgrywkę
  • modułowość wariantów

Minusy:

  • cena nieco niewspółmierna do zawartości
  • niezbyt dobrze zbalansowane zdolności stworów

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie egzemplarza do recenzjiKraina PlanszówekInformacje o grze

[bgg id=127067]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.