Skip to main content

Pierwsza krew – Shadows of Brimstone

Na tegorocznym Pyrkonie zakupiłem oba core sety Shadows of Brimstone praktycznie w ciemno. Wiedziałem o tej grze praktycznie tyle, że jest to połączenie Cthulhu z Dzikim Zachodem oraz widziałem parę zdjęć z rozgrywki. Dwa interesujące mnie tematy, do tego tylko piratów brakowało. Wolę sobie nie wyobrażać, co by było gdyby ta pozycja okazała się słaba lub nie przyjęła się w gronie znajomych…

Cała fabuła jest dość prosta. W kopalniach, niedaleko miasteczka Brimstone odkryto nowy surowiec – Mroczne Kamienie (Dark Stone) – który szybko stał się bardziej wartościowy niż złoto. Nikt się nie spodziewał, że te wydarzenie zbudzi pradawne zło. W korytarzach kopalni zaczęły czaić się potwory oraz inne okropieństwa. Gracze wcielają się w grupę poszukiwaczy przygód, którzy chcą uchronić wioskę przed atakiem stworów, a przy okazji trochę zarobić.

W grze występują typowe postacie z westernów: Indianin, szeryf, Meksykanin, dziewczyna z saloonu, kaznodzieja, czy rancher. Podobnie jak inne pozycje od Flying Frog Production, tak i ta jest swego rodzaju pastiszem. Wszystko jest przerysowane, zaczynając od archetypów postaci, poprzez spotykane potwory, a na nazwach przygód kończąc. Z tym ostatnim jest zabawnie, pierwszy scenariusz testowy zawarty w rulebooku nazywa się “Za garść mrocznych kamieni”, nawiązując tym samym do filmu Za garść dolarów. Druga część tego filmu zatytułowana jest Za kilka dolarów więcej, do czego odwołuje się pierwszy scenariusz z Adventure Booka, który zwie się “Za kilka mrocznych kamieni więcej”. Co odróżnia ten tytuł od innych pozycji tego wydawnictwa to bardzo ładna szata graficzna. Nie wiem czy pamiętacie jak marudziłem na nią w A Touch of Evil. Oprawa graficzna to tak naprawdę zdjęcia kiepsko ucharakteryzowanych ludzi, co ma potęgować efekt kiczu i brzydoty – i według mnie im się udało. W Shadows of Brimstone ilustracje są porządne, szczególnie kafelki mapy wpasowują się w klimat. Elementy gry ogółem wyglądają na wytrzymałe, ale karty są nieco cienkie i najpewniej ulegną niedługo procesowi “koszulkizacji”.

001

Będziemy przeżywać przygody, które łączą się w kampanię. W zależności od liczby graczy mamy inny poziom zagrożenia. Aby poznać grę zagraliśmy na zasadach podstawowych testowy scenariusz. Naszym zadaniem było znalezienie dwóch wskazówek. Na początku znamy tylko w fragment korytarza będącego wejściem do kopalni. Pierwszy jest Mrok, rzucamy dwoma kośćmi i w zależności od naszej pozycji ich suma musi być równa co najmniej 7, 8 lub 9. Niektóre pola wywołują jakiś efekt. Mamy dwie fazy: ruchu i aktywacji. Pierwsza polega na rzucie kością i poruszeniu figurki o liczbę pól nie większą niż wynik na kostce. Fazie aktywacji możemy szabrować pomieszczenie: rzucamy trzema kośćmi, jak wypadnie co najmniej raz 6 to bierzemy “scavenge”. Może to być artefakt, nowy przedmiot, złoto, dark stone albo kompletnie nic. Inną czynnością jest odkrywanie nowego pomieszczenia, jeżeli jesteśmy na skraju wyjścia dociągamy ze stosu mapy kartę określającą, który kafelek mapy i w jaki sposób przyłączamy go do reszty labiryntu. Jeżeli to nie jest przejście, dociągamy żeton eksploracji określający co napotkaliśmy. Może to być atak, zasadzka, spotkanie, czy wzrost przerażenia. Na żetonie też może się zdarzyć symbol informujący ile wejść jest dostępnych. Jeżeli mamy na znaczniku symbol wykrzyknika, to zdobyliśmy wskazówkę.

Nie będę szczegółowo opisywał zasad, głównie to albo łazimy i szabrujemy albo walczymy, po walce zdobywamy łup. Część akcji: walka, zdobywanie łupów, szabrowanie, itp. pozwalają na zdobycie punktów doświadczenia. Jeżeli nie ma walk, to eksploracja jest nudna jak rozgrywka w Pathfinderze, idziesz i niewiele się dzieje, może uda ci się coś znaleźć. Po zakończeniu przygody zdobywamy za nią nagrodę, głównie w postaci Mrocznych kamieni i XP. Idziemy do miasta, a tam się dzieje :). Myślicie, że w mieście możecie po prostu pójść do saloonu czy sklepu i zrobić akcję? Najpierw musicie zobaczyć, czy coś się stało w tym miejscu: nagle jest wyprzedaż, coś spłonęło, czy stało się kompletnie nic. :)

002

Shadows of Brimstone to bardzo ciekawa przygodówka. Czułem, że będzie dobra, ale nie spodziewałem się, że każdą osobę, która grała chwyci za serce. Klimat Dzikiego Zachodu urozmaiciliśmy przez puszczanie muzyki z westernów – o ile wcześniej muzyka do gry dla mnie była całkowicie czymś zbędnym, to przy tej planszówce jest dla mnie obowiązkowa. Flying Frog się śmieje też z wielu dungeon crawlerów nazywając tę pozycję “fast-paced, Cooperative, dungeon-crawl boardgame set in the Old West, and mixed with Unspeakable Horror”. Tak sądziłem, Cthulhu i Dziki Zachód – nie mogło się to nie udać!

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.