Skip to main content

Bitwa o Tortugę – Manewry morskie

Zaiste nie wie, co to rozkosz, kto nigdy nie oddychał słodkim powietrzem Tortugi.
Jack Sparrow, Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

Tortuga. Wyspa na Morzu Karaibskim o kształtach przypominających żółwia (stąd jej nazwa). W 1640 urzędujący w tym miejscu korsarze szybko zauważyli, że wyspa jest dobrze ulokowana, aby łupić przepływające nieopodal statki. I tak Tortuga stała się popularną piracką siedzibą, która również zawitała do popkultury. O tym miejscu dowiadujemy się z Piratów z Karaibów czy Assassin’s Creed IV: Black Flag, poza tym wiele popularnych filmów lub książek o piratach nawiązuje do tego miejsca. Oczywiście nic nie może trwać wiecznie, więc zjednoczone siły francusko-hiszpańskie przybyły do wybrzeża, aby ukrócić problem piratów. I właśnie o tym opowiada gra planszowa Bitwa o Tortugę.

Abordaż i po łupy!

No cóż. Przyznaję się. Jest moją intencją zarekwirować jeden z tych okrętów, nająć na Tortudze załogę, a potem grabić i łupić, aż padnę na mój piracki pysk!
Jack Sparrow, Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

Recenzowana pozycja jest ciekawą dwuosobową grą. Tradycyjnie opis zacznę od okładki i przeglądu elementów gry. Na ilustracji frontowej widzimy walkę dwóch statków. Według opisu piraci toczą bitwę z Hiszpańską Armadą, co trochę jest niezgodne z historią, ale kto by tam zwracał uwagę na takie szczegóły. W każdym razie ładna, miła i charakterystyczna kreska. Styl rysowania z kimś mi się kojarzył, szybkie spojrzenie na nazwisko: Maciej Szymanowicz. I potem wszystko stało się jasne, to ta sama osoba, która tworzyła oprawę graficzną do Budowy zamku oraz Piraci: Karaibska flota. Zatem za szatę odpowiedzialny jest ktoś mający doświadczenie w ilustrowaniu planszówki z piratami, a ponadto posiadająca ciekawy styl rysowania – dobry wybór.

Plansza teoretycznie imituje mapę, ale raczej wygląda jak fragment okolic wyspy widziany z lotu ptaka. Tył przedstawia tę samą ilustrację, ale utrzymaną w sepii, na środku mamy wielkie logo tytułu. Spoglądając na nią czuć karaibski klimat, niemalże słychać szum morza, bryza owiewa ogorzałą twarz, a serce się rwie by zaśpiewać jakąś szantę. W pudełku znajdziemy jeszcze 12 drewnianych klocków, dwa arkusze naklejek oraz instrukcję. Przed pierwszą rozgrywką należy odpowiednio nakleić ilustracje na klocki. Zastanawiam się czy lepszy efekt nie uzyskano nadrukowując ilustrację na drewno albo tworząc wyżłobienia. Możliwe, że tak, ale cena gry mogłaby być wyższa. W wykonaniu lekko kuje w oczy odstająca plansza, ale po paru rozgrywka się “wyprostuje”.

IMG_7676

Bitwę o Tortugę tworzyła dwójka projektantów: Madoka Kitao i Hiroki Kaneko. Pani Kitao jest znana również z Dōbutsu shōgi, a w jej karierze autora gier są głównie różne odmiany shōgi. Jeżeli skojarzyliście nazwiska, z Japonią, to u was z dedukcją jest wszystko w porządku. FoxGames posiada w swojej linii wydawniczej gry sygnowane znakiem “gry japońskie”, do której należy do tej pory jedynie seria Metropolia. Dlaczego recenzowana pozycja już nie jest w tej linii? Niestety, ale nie wiem.

IMG_7674

Oryginalnie ten tytuł opowiadał o roślinach i owadach. Potyczki piratów z hiszpańską flotą brzmią bardziej epicko i zachęcająco, prawda? Wydawnictwo trzyma się utartej drogi zmiany tematyki w polskiej edycji na ciekawszą. Co prawda nie wszystkie gry wydawane przez FoxGames zostały “przetematowione”, ale jak przyjrzymy się portfolio, to zauważymy, że jest to spora część.

Wielka morska bitwa

Co do mnie – mogę cię utopić, ale nie mogę sam poprowadzić statku na Tortugę.
Jack Sparrow, Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

No, ale jak się w to gra? Klocki ustawiamy stroną morza, mieszamy i losowo kładziemy na polach rewersem. Gracze ustalają, którym kolorem grają. Wykonują swoje tury na przemiennie wykonując jedną akcję: odwrócenie klocka ze strony morza na okręt, poruszenie okrętu, obrócenie go o 90° w dowolną stronę. Poruszać się można jedynie w kierunku wskazywanym przez kropki, które znajdują się zawsze na jednej krawędzi. Wykonując ruch możemy wpłynąć na puste pole, na klocek odwrócony stroną morza lub statek przeciwnika. W przypadku tego ostatniego, zbijamy pionek dostając wyrysowaną wartość punktową. Osoba, która jako pierwsza zdobyła co najmniej 7 punktów wygrywa. W wariancie zaawansowanym liczy się różnicę między wygranym, a przegranym i rozgrywa się tyle rund aż ktoś przekroczy 7 punktów.

IMG_7678

Jeżeli ktoś przejrzy moje recenzje na pewno zauważy, że nie przepadam za grami abstrakcyjnymi. Widząc, że FoxGames wydało grę w pirackich klimatach, poprosiłem o egzemplarz nie bardzo zapoznając się co to za tytuł. W dodatku później doczytałem, że to dwuosobówka, a takie pozycje też słabo się u mnie utrzymują. No ładnie… Bałem się, że egzemplarz będzie skazany na porażkę, nawet chciałem napisać do wydawnictwa, aby nie przesyłali gry do recenzji, ale nie zdążyłem i gra już została dostarczona.

IMG_7679

I co? Uważam Bitwę o Tortugę za największe zaskoczenie tego roku. Nie dość, że to najpewniej jedyny abstrakt, który spodobał mnie się po pierwszej partii, to pewno też jedna z nielicznych gier dwuosobowych, która oczarowała każdego znajomego. Ale po kolei. Z pozoru jest to prosta gierka o poruszaniu drewnianych klocków po tekturowej planszy, ale po pierwszej partii stwierdzimy, że to harda gra taktyczna.

Na początku drażnił mnie fakt, że bardzo często odkrywałem statek przeciwnika. Później zacząłem dostrzegać, że powinienem to wykorzystać do uzyskania przewagi. Następnie doszedłem do wniosku, że odwrócenie nowego statku to bardzo ryzykowny ruch. Należy maksymalnie skorzystać z aktualnej sytuacji, aby nie dawać przeciwnikowi nowych możliwości zbicia piona. Brzmi mądrze, a niestety nie umiem wykorzystać w praktyce. Dlaczego? Nie wygrałem ani jednej partii. Tak, grałem jakieś 10 razy w ten tytuł i nie udało mi się wygrać. Jestem słaby w tego typu gry, ale nie zmienia to faktu, że dawała ona mi ogromną frajdę.

IMG_7680

Skoro Bitwa o Tortugę to pewna mutacja shōgi, to najprościej ją porównać do szachów. Podobnie jak w grze królów i tutaj musimy bacznie obserwować poczynania przeciwnika. Powinniśmy mieć zaplanowane ruchy, scenariusz awaryjny i być przygotowani na każdą ewentualność. Często głupi ruch może być przyczyną naszej przegranej. Dla przykładu jeden manewr, który często bezmyślnie robię: odwracam statek tuż pod okrętem przeciwnika, który może mnie zaatakować po skosie. Nie wiem co mną kieruje, że w każdej rozgrywce wykonuje ten ruch.IMG_7677

Wspomniałem, że gra oferuje normalny i zaawansowany wariant rozgrywki. Kiedy spróbujemy tego drugiego, raczej nie wrócimy już do tradycyjnego sposobu punktowania. Podczas pewnej partii zacząłem wygrywać, nawet był cień szansy, że zakończę ją zwycięsko. Zakończyłem ją z wynikiem 3:0. Następna runda, już nie szło mi tak dobrze, przegrałem i już był wynik 1:0. Dalej przeciwnik zaczął odrabiać straty i wygrał. Zatem w dodatkowym wariancie nie jest tak, że jak pierwszy zdobyłem jakieś punkty, to wygram, zawsze przeciwnik może się odbić i nas przegonić. Właściwie mam tylko jeden zarzut do tego tytułu. Rzadko, bo rzadko ma taka sytuacja miejsce, ale może się zdarzyć. U mnie na wszystkie partie wystąpiła raz. Alternatywną metoda wygranej polega na tym, że na planszy są wszystkie statki jednego koloru, a nie ma żadnego wrogiego. W momencie kiedy na przemiennie z przeciwnikiem odkrywaliśmy nowe statki, to zawsze pojawiały się jego.

Salwa z armat prosto w wrogi okręt

Nawet piraci zanim zaatakują inny statek podnoszą czarną flagę.
Bela Kiraly

Podsumowując: Mimo, że nie jestem fanem gier abstrakcyjnych, to Bitwa o Tortugę mnie oczarowała. Proste zasady, bardzo miła rozgrywka, przyjemna dla oka szata graficzna to jej silne atuty. Dla osób lubiących logiczne gry, pozycja najpewniej obowiązkowa. Dobra pozycja do pogrania z dzieckiem (ćwiczy pamięć, rozwija logiczne myślenie, kreuje wyobraźnię, itp) oraz rówieśnikiem (już możemy walczyć jak równy z równym, stosując podłe sztuczki).

Plusy:

  • przyjemna karaibska oprawa graficzna
  • porządne wykonane elementy
  • rozgrywka nastawiona na taktykę
  • spory potencjał kombinacyjny
  • duża regrywalność
  • pozycja skierowana zarówno do młodszych, jak i do starszych

Minusy:

  • plansza nie przylega dobrze do stołu
  • możemy mieć takiego pecha, że wyciągamy statki przeciwnika, zwiększając jego szansę na wygraną

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo FoxGames

Informacje o grze

[bgg id=142980]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.