Skip to main content
fluxx

W warsztacie – Cthulhu Fluxx i Zombie Fluxx

Ta gra została wyróżniona znakiem „PowerMilk poleca!”


Pierwsza wersja Fluxxa pojawiła się w 1997. Została stworzona przez małżeństwo – Kristin i Andrew Looney. Mając takie nazwisko, wiadomo, że nie zrobi się nic normalnego. Wspomniana para założyła własne wydawnictwo (Looney Labs) i wypuściła właśnie wspomnianą grę. Po tradycyjnej wersji powstało wiele edycji, w tym Adventure Time, Batman, Pirate, Monty Python oraz tytułowe Cthulhu i Zombie.

Wydawnictwo Black Monk wprowadza na rynek polski tradycyjną wersję, Cthulhu i Zombie. Na Coperniconie zostały mi zaprezentowane dwie ostatnie edycje. Warto wspomnieć, że wygląd gry jest zależny od kraju wydania, więc design pudełka i kart został zrobiony od nowa. Głównie będziemy zwracać uwagę na tekst, bowiem to jest najważniejsza informacja na karcie, ale ciekawie wygląda ramka z mackami dla wersji Cthulhu i łapami dla Zombie. Widząc tę kartę czułem już jak Cthulhu sięga swoimi obślizgłymi kończynami do głębi mojego umysłu wywołując u mnie zaczątki szaleństwa, a w przypadku zombie niemalże czułem jak horda wyciąga po mnie ręce.

Każda ta wersja różni się jakimiś niuansami w mechanice pasującymi do tematu. Ogólnie: na początku każdy posiada 3 kart na ręce, mamy podstawową zasadę: dobierz 1 kartę oraz zagraj 1 kartę. Wyniku zagrywania lub dobierania kart przed nami będą się pojawiać zonki, fanty i akcje, a na środku celu zasady i cele. Zasady mogą dodawać nowe reguły (zaskakujące, prawda?) lub modyfikować stare, cel zaś określa warunek końca gry. Tak, na początku nie ma żadnego celu, więc nie wiemy, w którym momencie kończy się gra. Fant najczęściej jest to wymagany przedmiot do spełnienia celu, akcja wprowadza jakiś jednorazowy efekt, zaś zonk to coś, co uprzykrza nam życie. Zonk nie liczy się do limitu dobranych kart, zawsze musimy wystawić go przed sobą (chyba, że jakaś zasada mówi inaczej).

A czym się różni Cthulhu i Zombie od podstawowych zasad? Oczywiście przede wszystkim tematyką, dodatkowo są wprowadzone drobne różnice mechaniczne. W przypadku Cthulhu niektóre karty mają znaczniki zagłady – czyli czarne lub białe klepsydry, które się niwelują. Niektóre akcje, cele, zonki, itp działają jak mamy ileś tych znaczników zagłady. Przykład? Cel „Zew Cthulhu” aktywuje się, jeżeli na stole jest łącznie 6 znaczników zagłady i Cthulhu jest w grze – wtedy nie wygrywa żaden z graczy, ale Cthulhu. W przypadku wersji Zombie wprowadzeni do gry są – jak sama nazwa mówi – zombie. W zależności od zasady, akcji i innych zagranych kart, zombie będą przechodzić pomiędzy graczami, bruździć i wykonywać dziwne czynności.

A co sądzę o grach? Nie można odmówić im klimatu. W Cthullhu Fluxx mamy do czynienia z zakazaną wiedzą (jest Necronomicon!), na kartach widnieją znane postacie z opowiadań takie jak: Richard Upton Pickman, Erich Zann czy Zadok Allen, są też stwory wyjęte wprost z prozy Lovecrafta, a nade wszystko czuć zbliżające się szaleństwo. W Zombie horda daje o sobie znać, czasem jest ich naprawdę sporo, a wśród fantów możemy znaleźć takie przedmioty, które ułatwiają nam przeżycie zombie-apokalipsę, w tym miotacz ognia, strzelbę, czy… kanapkę.

FLUXX_zombie_render

Fluxx to seria posiadającą ogromną dozę negatywnej interakcji, fani Munchkina powinni czuć się zadowoleni, szczególnie wtedy jeżeli szukali czegoś w podobnych klimatach i niebędące Munchkinem. Również można wykonywać świetne kombosy, jak ktoś zagramy w odpowiedniej kolejności swoje karty. Lindal zaimponował mi w czasie rozgrywki Zombie Fluxx, kiedy wprowadził sporo zasad wykorzystał je, potem je usunął za pomocą kart akcji wyprowadzając się na pozycję lidera. Skoro porównałem do Munchkina, to może być logiczne, że gra ma spory poziom losowości. Sytuacja zmienia się co rundę gracza, mogą dojść nowe zasady, jakiś cel wypada z gry, mamy ciągły ruch. Kiedy mając jedną kartę cieszyłem się, że ktoś wystawił zasadę, że trzeba dobrać 4 karty, została zagrana akcja resetująca stan zasad… Nie ma nic pewnego, nawet koniec gry. O ile Cthulhu skończyliśmy w miarę prędko, to Zombie ciągnął się i ciągnął, aż okazało się, że Black Monk musi się już pakować. Szkoda, że nie udało mi się dokończyć partii, ale w sumie to może lepiej, bo nie wiem czy i kiedy by się ona skończyła. To trochę uciążliwe, że rozgrywka może trwać 5 minut albo 5 godzin.

004Źródło: http://boardtobewild.pl/

Podsumowując: Fluxx przypadł mi do gustu. Gra nie ma trudnych zasad, zmusza trochę do główkowania, pozwala na podkopywanie znajomych, a inne wersje gry wprowadzają ciekawą różnorodność. Co ciekawe, Daria wspomniała, że można łączyć tytuły. Widzicie rozgrywkę w klimatach zombie-Cthulhu-Python? Najpewniej wtedy nic już nie będzie takie samo. Zdecydowanie nie będzie. I jak tu nie porównywać tej pozycji z Munchkinem? Losowość, negatywna interakcja, tematyka dziejąca się w różnych uniwersach i możliwość mieszana ich. Podejrzewam, że to będzie kolejny flagowy produkt, po którym Black Monk będzie rozpoznawalny.