Skip to main content

Pojedynek Ninja – Pokaż mi swoje ninjutsu

Dlacze­go tak bar­dzo chcesz zos­tać Ho­kage? Bo marzysz o tym, żeby mie­szkańcy two­jej wios­ki, widzieli w to­bie wiel­kiego nin­ja? Tyl­ko dzięki spoj­rze­niom in­nych ludzi, nasze życie nap­rawdę na­biera sen­su. Jeśli nikt nie zwra­ca na ciebie uwa­gi, jest tak jakbyś w ogóle nie istniał.
Haku, postać z anime Naruto

Dwa zwaśnione klany podjęły decyzję: wyruszają na wojnę. Skończyła im się cierpliwość, a pertraktacje na nic się zdały. Stuletnie porozumienie wygasło. Nie ma szans na pojednanie, więc najlepsi wojownicy wyruszają na wioskę przeciwnika, aby ją przejąć. Właśnie rozpoczął się Pojedynek Ninja.

Przygotowania do bitwy

Może na to nie wyglądam, ale po mistrzowsku udaję, że jestem ninja.
Darynda Jones, Pierwszy grób po prawej

Zgodnie z dawną zapowiedzią Portal Games, wszystkie pudełka uległy standaryzacji, więc Pojedynek Ninja jest w opakowaniu tego samego rozmiaru co Avalon czy Waleczne Piksele. Okładka przedstawia wojownika wymierzającego cios. Cała oprawa graficzna wzorowana jest na japońskie ryciny. Nic dziwnego, przecież autor gry oraz grafik pochodzą z Japonii, a sama gra opowiada o tym kraju. Polecam przyjrzeć się rysunkom wojowników, bowiem na pozór zwykli ludzie są przedstawieni jako wyjątkowo niebezpieczni i zabójczy. Mały chłopiec steruje za pomocą sznurków wielką zbroję wyglądającą jak kamienny golem. Wokół niewinnie wyglądającej dziewczyny leży całe morze szkieletów. Uśmiechnięty dziadziunio trzyma w rękach nóż i katanę. Piękna niewiasta kontroluje za pomocą instrumentu pszczoły. To parę przykładów z kim mamy do czynienia. Każda jednostka ma swoją ilustrację, ma też swoje imię. Nie jest to anonimowy wojownik – to konkretna osoba, która oddaje się nam w służbę w naszej sprawie. Bardzo ciekawy jest tor walki, który po odpowiednim ułożeniu przedstawiać będzie jeden wielki krajobraz, zaintrygowało mnie dlaczego każda ze stron nie ma takiego samego pejzażu, lecz podobny, różniący się drobnymi szczegółami. Podejrzewam, że jest to związane z kulturą Japonii.

002

W środku znajdziemy dość niewiele elementów: 3 kości, 33 karty (każda z unikalną grafiką) i, rzecz jasna, instrukcja. Wszystko to za 50 zł. List Miłosny, czyli obecnie bodaj najpopularniejsza mikro gra, kosztuje 20 zł za 20 kart (16 kart gry, 4 pomocy, no i do tego również spis zasad). Tutaj mamy nieco więcej kart (i w moim mniemaniu lepszej jakości) i kostki. Czy za tę zawartość opłaca się wydać te pieniądze? Każdy rozsądzi w swoim sercu. Widać, że kości oraz pudełko są zmienione w stosunku do oryginału, z pewnością wymieniono te elementy na bardziej solidne. Dlatego ta cena do mnie przemawia, choć z chęcią kupiłbym za ciut mniej.

003

Każdy gracz kontroluje jeden z klanów. Tor 9 kart należy ułożyć tak, aby oddzielał przeciwników. Na krańcach należy położyć odpowiednią wioskę, a w niej znajduje się już mistrz (wojownik o sile 4). Tasujemy karty i układamy je w “pasjansa” (w wiosce powinno być 4, obok 3, dalej 2, a jeszcze dalej 1). Zaczyna osoba, która najlepiej opanowała sztukę bezszelestnego skradania. Na początku swojej tury gracz rzuca kośćmi. Co najmniej jedną trzeba wykorzystać na ruch. Liczba i jej kolor określa jaki wojownik o ile pól poruszy się w kierunku wioski przeciwnika. Wykonując ruch, przesuwamy wszystkie karty leżące na niej, ale nie możemy poruszyć wojownika na którym leży 3 i więcej kart. Mistrz walczy każdym stylem, więc poruszony zostanie za pomocą dowolnej kości, ale można to zrobić raz w swojej turze. Po wykonaniu akcji przekazujemy kości przeciwnikowi. Jeżeli spotkamy wrogi oddział po zakończeniu swojego ruchu, następuje walka. Nasi wojownicy walczą stylem papier, nożyce lub kamień. Jak łatwo się domyślić, jest to nawiązanie do popularnej gry z dzieciństwa. Rozpatrywanie walk zaczyna się od dolnych wojowników, nożyce pokonują papier, papier niszczy kamień, a kamień tępi nożyce. Jeżeli walczą między sobą wojownicy tego samego stylu, zwycięża wyższy numer, a w przypadku remisu przesuwają się w kierunku swojej wioski. Wygrywa osoba, która zniszczy wszystkich ninja rywala albo przejmie wioskę (czyli po wejściu do niej i ewentualnym rozpatrzeniu walk nie ma ninja przeciwnika).

009

Mordercze ruchy

 W tej budce może się kryć cała armia szalonych morderczyń ninja.
James Dashner, Próby Ognia

Wyjaśnienie zasad to maks. 5 minut, a partia trwa nie dłużej niż 10. Jako filler jest genialny. Choć ciężko nazwać fillerem tytuł, który cisnę kilka partii z rzędu. Zakochałem się w tej karciance od pierwszej rozgrywki. A skoro o niej mowa, to warto wspomnieć, że wyjaśniono mi źle zasady. Osoba, która je przedstawiała nie powiedziała, że mogę ruszyć co najwyżej 3 karty. Po zapoznaniu się z tą regułą, stwierdzam, że gra stała się bardziej kombinatorska. Nie mogę zrobić (jak to miałem w zwyczaju) wielkiego stosu z wszystkich kart i wbijam się nim na wioskę przeciwnika. Warto myśleć nad taktycznymi przerwami, odpowiednim ułożeniem i ruchem jednostek. Losowość? Oczywiście, że jest – przecież będziemy rzucać kośćmi. Rzadko kiedy bywa, że z powodu złego rzutu nie możemy kompletnie nic zrobić lub rzucić się w samobójczy atak. Musimy odpowiednio wykorzystać wyniki. Właściwie jest moment, w którym liczymy bardziej na szczęście niż taktykę. Zawsze dzieje się to w końcówce gry, jak minęliśmy większość wojowników i znajdujemy się przy wiosce wroga. Albo nam się uda i wejdziemy do wioski albo nie i prowadzimy wojnę “okopową”.

Dzięki metodzie startowego ułożenia kart możemy poruszyć naszych ninja na kilka sposobów, a każdy będzie inny niż przeciwnika. Oczywiście nie mamy wpływu na ruch przeciwnika, gdyż jest to odpowiedź na nasze zagrania. Jeżeli ustawiliśmy wojownika walczącego stylem nożyce, licząc że będąca w pobliżu jednostka z symbolem papieru wejdzie na nasze pole, to rywal zrobi nas w ciula omijając zastawioną pułapkę lub zmieni układ tak, że wejdzie kamień. Również w naszej rundzie odpowiedzmy na to, co zrobił przeciwnik.

004

Osobiście nie bardzo zastanawiałem się nad ustawieniem taktycznym. Kiedy wchodziłem na pole wywołując walkę było to z musu lub ciekawości. Najczęściej okazywało się, że poniosłem podobne straty, co mój konkurent. Raz było na tyle kiepsko, że straciłem połowę wojska w wyniku ruchu oponenta. Jeżeli ktoś skrupulatnie wylicza ruch i ułożenie – gratuluję. Ja nie mam do tego głowy. I właśnie w tym tytule to jest piękne, że przeznaczony jest dla gracza lubiącego kalkulować swoje akcje (chociaż wątpię, że partia wtedy zajmie te kilka minut), kombinującego krótkofalowo czy dla tego, któremu wszystko YOLO.

005

Regrywalność? Na dobrym poziomie, podobnie jak wspominany List Miłosny. Z racji, że rozgrywka jest zdecydowanie szybsza, gra generuje syndrom jeszcze jeden partii. I tak z 5 razy z rzędu. Mam już na koncie trochę tych rozgrywek i pewno będzie ich coraz więcej. Lubię zmieniać taktykę, lubię poznawać wroga, lubię bawić się i eksperymentować. Można próbować grać tą samą strategią, ale przeciwnik najpewniej będzie sprytniejszy i nie da się kilka razy wyrolować na te same zagrywki. Wspominana przeze mnie wcześniej ściana jest na początek dobrym zagraniem, ale ma jedną wadę: jak przeciwnik ją ominie, to zaczyna się wyścig z czasem. Każdy pewno znajdzie swój sposób na wygraną, ale musimy pamiętać, że rywal nie będzie czekał i też myśli jak nas pokonać. Sytuacja się zmienia, jest dynamiczna, bo sama rozgrywka jest dynamiczna.

006

Wspomniałem, że każda karta to indywidualna jednostka z konkretnym stylem walki i siłą. Do postaci przypisane jest imię, więc nie jest to anonimowy wojownik. Podczas rozgrywki może mieć miejsce podobna więź jaka bywa przy rozgrywaniu Bohaterów Wyklętych. Skoro jest to ktoś konkretny i drugiego takiego wojownika nie ma w talii, to przyzwyczajamy się do niego. Oczywiście nie jest to na tyle silne, co w Bohaterach Wyklętych, gdzie walczymy Polakami, a uśmiercenie postaci jest bardzo brutalne, ale zawsze…

007

Mistrz może być tylko jeden

– Jestem jak ninja – zapewnił go Jones.
Chris Kuzneski, Korona szaleńca

Pojedynek Ninja zrobił na mnie spore wrażenie. Jest to naprawdę udana mikro-gra, której partia trwa mniej niż przeczytanie tej recenzji. Więc co ty tu jeszcze robisz? Gnaj do sklepu i graj :)!

008

Plusy:

  • bardzo ładna oprawa graficzna stylizowana na japońskie ryciny
  • solidne wykonanie pudełka i kart
  • kilka minut i znamy wszystkie zasady
  • dodatkowe kilka minut i mamy rozegraną partię
  • a po niej kolejną, i kolejną, i kolejną, i jeszcze kolejną
  • wymaga odrobiny główkowania…
  • … ale niezależnie od tego możemy różnie podchodzić do rozgrywki

Minusy:

  • cena mogłaby być nieco mniejsza
  • bardziej liczymy na szczęście niż taktykę w końcówce gry

Informacje o grze

[bgg id=162041]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.