Skip to main content

Splendor – Pasjans handlarzy klejnotów

Aż dech zapiera, gdy się niedźwiedź zbiera wziąć pod łapkę suczkę, by dać jej nauczkę.
Vladimir Nabokov, Splendor

Po moim komentarzu odnośnie wyników Golden Geek Awards być może część z was mogła mnie posądzić, że nie darzę sympatią Splendora. Jest to nieprawda, lubię tę grę, po prostu nie wydaje mi się, że to gra geekowa. Mimo wszystko uznałbym za plamę na honorze, jeżeli nie pojawiłaby się recenzja tej pozycji w moim wykonaniu.

Niepozorne pudełko

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że niektóre gwiazdy przypominają te, które widać na niebie, choć dawno przestały świecić. Wciąż widzimy ich blask, lecz one są martwe.
Michel Schneider, Marilyn, ostatnie seanse

Bardzo często pojawiały się opinie w Internecie, że gra ma niesamowite wykonanie. Pewno do dzisiaj podchodziłbym do tego stwierdzenia z rezerwą, gdyby nie fakt, że mam własny egzemplarz – a to daje możliwość dokładnego przejrzenia elementów. Owszem, na pierwszy rzut oka widzimy eleganckie żetony klejnotów, czujemy ich ciężar podczas partii, ale ja nigdy nie skupiałem się na szacie graficznej. No, może poza stylową okładką przedstawiającego jubilera skrupulatnie mierzącego jakiś diament, jest ona bardzo ładna i przykuwa uwagę. Karty magnatów to portrety znanych postaci historycznych. Nie są one podpisane, ale na BGG można bez problemu znaleźć wątek przypisujący obrazek do postaci. Karty przedstawiają kopalnie, statki, witryny sklepów jubilerskich, itp. Wygląda to bajkowo, jedyny szkopuł to zbyt mała różnorodność ilustracji. Znów przekonałem się, że dobre przyjrzenie się szczegółom ujawnia piękno planszówki, więc całkowicie mnie nie dziwią te nagrody za oprawę graficzną. Jakby tego było mało, to w pudełku znajdziemy specjalnie przygotowaną wypraskę z tworzywa sztucznego, która posiada miejsce na wszystkie elementy.

IMG_6738

Idea gry jest bardzo prosta. Jesteśmy kupcami, którzy chcą się wzbogacić na handlu szlachetnymi kamieniami. Tasujemy karty każdego poziomu i wykładamy cztery z każdej talii. Płytki magnatów również tasujemy i rozstawiamy o jedną więcej niż jest graczy. W zależności od wariantu osobowego potrzebna nam będzie inna liczba żetonów, na który jest prosty wzór: liczba graczy x 2 – 1. W czasie swojej tury wykonuje się jedną z trzech czynności: dobieranie kamieni, zakup karty lub rezerwacja. Dobierać możemy na dwa sposoby. Pierwszy to 3 kamienie różnego koloru, a drugi to 2 tego samego. Nie można skorzystać z drugiej opcji jeżeli przed wzięciem jest mniej niż 4 żetony. Nie możemy mieć więcej niż 10 żetonów (włącznie jokerami), więc po tej akcji musimy pozbyć się ich, tak by mieć 10. Na kartach jest podana cena (np. 3 czerwone żetony), zakup polega na uściśleniu kosztów, przez co zdobywamy podaną kartę. Karta zawsze jest koloru któregoś z kamieni – traktuje się, że ta karta automatycznie generuje co turę dany kamień, dzięki czemu możemy kupować za mniejszą liczbę żetonów (w pewnym momencie gry zdarzać się będzie, że nawet za darmo). Po kupieniu karty się uzupełnia stos. Rezerwacja polega na wzięciu dowolnej karty, w zamian dostajemy jokera. Ta karta nie jest traktowana jak kupiona, ale później możemy za nią zapłacić. Nie możemy mieć więcej niż 3 zarezerwowane karty.

Niektóre karty na górze mają punkty zwycięstwa. W momencie kiedy ktoś zdobędzie 15, każdy rozgrywa jeszcze jedną rundę. Wygrywa osoba mająca najwięcej na koniec.

Jubilerskie zagrywki

Ani nieśmiertelne imię artysty, ani splendor korony nie czynią człowieka szczęśliwym
Hans Christian Andersen, Autobiografia. Baśń mojego życia

A zatem co jest takiego w Splendorze, że został nominowany do nagrody Spiel des Jahres (Gra roku, najbardziej prestiżowy tytuł dla planszówki)? Na pewno prostota zasad i rozgrywki. Zasady wyłożyć można w kilka minut i wszystko staje się jasne. W mechanice nie jakiś ukrytych smaczków, mikrozasad czy też wyjątków od reguł. Wszystko czarno na białym, wiemy ewidentnie wszystko na temat gry od początku. Weźcie dowolną grę euro, Marc André wyciągnął z niej esencję wywalając skomplikowane elementy  i zostawił najważniejsze, pakując w prostą mechanikę.

IMG_6737

Wiele moich znajomych zarzuca temu tytułowi, że jej tematyka nie ma najmniejszego znaczenia. Swoje zdanie na temat takiego podejścia wyraziłem w jednym z felietonów, więc ten argument do mnie nie przemawia. Jednak sygnowanie gry opisem na pudełku “wciągająca gra o budowaniu silniczka do generowania punktów zwycięstwa” (czy jakoś tak) to mega słaby pomysł. “Gra o zdobywaniu prestiżu w handlu klejnotami” i tym podobne to pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi na myśl na temat Splendoru. W mojej opinii,jest to zdecydowanie lepszy opis niż ten suchy tekst z okładki. Takie stwierdzenie potęguje tylko uczucie, że gra jest o niczym. Na szczęście, z czego co zauważyłem, w dodruku zrezygnowano z tego miernego opisu.

Skoro jest to gra dla casuali, to można mieć wrażenie, że doświadczony gracz będzie młócił nowicjuszy. W przypadku tej pozycji te stwierdzenie nie jest prawdą. Owszem, osoba mająca za sobą sporą liczbę zagranych partii pewno wygra z nieobeznanym graczem. Ale ten szybko podchwyci o co chodzi i w następnej partii może się zrewanżować. Jeżeli do gry po raz pierwszy zasiada geek z casualem to szanse są wyrównane, wbrew pozorom.

Z opisu mechaniki na pierwszy rzut oka może wynikać, że gra posiada mało interakcji. To pozycja pasjansowa, jak sugeruje podtytuł, zbieramy przecież karty generujące nam same z siebie kolejne “surowce”. Jednak nie znaczy to, że nie mamy wpływu na innego gracza. Szczególnie jest to widoczne w partii dwuosobowej. Co prawda interakcja objawia się tylko w tym co bierzemy lub rezerwujemy. Widzimy, że ktoś zbiera na drogą kartę? No to zwijamy mu ją sprzed nosa. To nic, że jej później nie kupimy, po prostu nie daliśmy szansy zarobienia sporej liczby punktów przeciwnikowi. A potem on musi się męczyć z tym co mu zostało. Już nas nie obchodzi czy wyda na inną kartę czy może zacznie wymieniać surowce, by stać go było na inną – wykonaliśmy swoje zadanie. Często też gracze będą kupować (nieraz całkiem nieświadomie) karty na które się czaimy. Inną formą przyblokowania rywala jest wzięcie klejnotów, które go interesują, ale jest to trudniejsze do wykonania niż trik z kartami.

IMG_6735

Czytając poprzedni akapit komuś mogło się zaświtać w głowie, że może istnieć pewna strategia wygrywająca. Słyszałem o paru, szczególnie jednej popularnej na turniejach. Na wstępie rezerwujemy karty z wysokimi punktami prestiżu (najlepiej dające 5) i kombinujemy, aby je wykupić. O tej metodzie słyszałem po raz pierwszy, kiedy kolega marudził, że pokonała go dwunastoletnia dziewczynka właśnie stosując tę sztuczkę. W wątku gry na gry-planszowe.pl sporo osób skarżyło się na tę strategięwygrywająca, prawie każdy w Mistrzostwach Polski ją stosował. Szczerze mówiąc, nie weryfikowałem tego faktu, sądziłem, że ciężko znaleźć sposób na wygraną ze względu na sporo czynników losowych w tej grze. Po pierwsze: ułożenie kart i magnatów. Po drugie: wpływ graczy. Po trzecie: karty, które będą wchodzić po zakupie. Oczywiście losowość ma wpływ na regrywalność, dzięki niej partie się różnią. Mimo różnic pomiędzy dwoma partiami, w momencie gdy zagramy je kilkanaście, warto na chwilę odstawić tę pozycję. Dlaczego? W Splendorze wykonujemy te same ruchy, zatem bez “odwyku” możemy uznać, że gra jest nudna i monotonna. Nasze podejście do gry również powinno być inne w zależności od wariantu osobowego. Inna liczba graczy wymaga zmiany podejścia w swojej mentalności. Na dwóch to zażarty wyścig, częste podkopywanie i blokowanie przeciwnika, a na większą liczbę graczy to już niemalże wojna. Więcej osób może zabrać kartę na którą zbieramy, kilka osób ustala swoją strategię, a wszyscy chcą osiągnąć jedno. Kiedy pojawia się karta z dużą liczbą punktów zwycięstwa, wiadome będzie, że wszyscy będą się o nią bili. Gdy arystokraci dają dużo punktów, logiczne jest, że każdy będzie starał się zebrać ich jak najwięcej. Inny wariant osobowy, inne podejście do gry, zatem skalowalność jest dobra.

Nie zostanie kamień na kamieniu

Splendor sine occasu (Wspaniałość bez umniejszania)
Dywizja Kolumbii Brytyjskiej, prowincji Kanady

Splendor jest bardzo przyjemną i prostą grą. Śmiało możemy kupić jako prezent dla “świeżaka” w grach planszowych. Niezależnie od stopnia znajomości planszówek, każdy z chęcią będzie grał w ten tytuł. Bardzo ładne wykonanie przykuwa uwagę (wszyscy zaczynają od podniesienia żetonów), dodatkowo spora regrywalność i dobra skalowalność.

Plusy:

  • bardzo ładne wykonanie objawiające się ciężkimi sztonami oraz wypraską mającą miejsce na każdy element gry
  • proste zasady, które można pojąć w mig
  • takie same szanse dla geeków i casuali
  • wbrew pozorom, całkiem spora (jak na pasjans) dawka interakcji
  • regrywalność na wysokim poziomie
  • dobra skalowalność

Minusy:

  • niska różnorodność ilustracji
  • na dłuższą metę gra staje się powtarzalna
  • potencjalne strategie wygrywające

Informacje o grze

[bgg id=148228]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.