Skip to main content

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę…

Przyznam się, że jak tak teraz przeczytałem te słowa pożegnania to nieco żal mnie ogarnął. Napisałem je zbyt melancholijnie, nostalgicznie i dramatycznie. Dlatego jest mi żal, że was nieco oszukałem. Przecież wiedziałem co się będzie działo, przecież The Fellowship of The Board to moje dziecko, pracuję nad nim z pół roku.

 W sumie nie do końca moje. Jestem pomysłodawcą, ale wykonanie jest nie tylko moje. Nie wymyśliłem nazwy, to nie mój pomysł na logo. Teraz poza mną działa 5 znajomych. Łącznie 6 redaktorów. 6 spojrzeń na planszówki.  Tak, wiem, nie wszystko jest dograne. Znów zrobiłem fals start, nawet gorszy niż przypadku startu z blogiem. Jestem niecierpliwy. Pewno za 2, maksymalnie 3 miesiące strona będzie wyglądać jak sobie wymarzyłem. Czy musiałem zamykać bloga? Musiałem. Wszystkie moje teksty będą tam się ukazywać, recenzje już tam są, niedługo inne rzeczy, które popełniłem będą na stronie. Mój blog nazywa się “Planszówki okiem PowerMilka”. Strona to www.powermilk.pl. Wszystko wskazuje na mnie, a nie chcę, aby The Fellowship of The Board był kojarzony tylko ze mną. Nie mniej nie rozczarowujcie się słabym startem, ale zajrzyjcie na stronę. A czym zaczynamy? Relacją z PORTALkonu. A wieczorem? Recenzja. I to nie moja.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.