Skip to main content

Pierwsza krew – Świat dysku: Wiedźmy

Słyszałem wiele kontrowersji na temat Wiedźm. Przede wszystkim zarzuty, że po ciekawej grze z dawką negatywnej interakcji jaką jest Świat Dysku: Ankh-Morpork otrzymujemy bardzo prosty tytuł familijny. Sylwester, jak to Sylwester, jak jest po fajerwerkach to człowiek jest zmęczony. Po Small Worldzie już nie chciało się grać, więc Mateusz uznał, że Wiedzmy będą dobrą opcją.

Plansza przedstawia krainę Lancre i miejsca, które znane są w tej okolicy, np. Tam, Gdzie Słońce Nie Dochodzi czy Głupi Osioł. Szata graficzna bardzo mocno wiążę się z poprzednią grą wydaną w świecie Terry’ego Pretchetta, dla mnie jest dość specyficzna i niezbyt ładna, ale ludzie ją sobie chwalą. No cóż, inne gusta. Na niektórych polach jest oznaczone, aby umieścić żeton łatwych problemów – te leżą odsłonięte oraz trudnych – te już są zakryte. Gramy wiedźmami, które zaczynają z żetonem dającym nam jakąś właściwość.
Mamy dwie akcje, które składają się na dwie czynności: ruch do dwóch pól oraz pomoc. W świecie Pretchetta Wiedźmy są osobami pomagającymi w problemach zwykłego ludu. Jeżeli podczas ruchu natknęliśmy się na kafelek problemu musimy tutaj pomóc, chyba że użyliśmy niewidzialności (pozwala na pominięcie płytki) lub latania (karta, która pozwala na przemieszczenie się gdziekolwiek). Kafle problemów mają jakąś wartość punktową. Rzucamy dwoma kośćmi, jeżeli wynik jest co najmniej równy wartości problemu to rozwiązaliśmy go. Jeżeli nie, możemy wspomóc się kartą. Możemy skorzystać z górnej części. Jest tam symbol magii dodający dwa punkty do wyniku, ale w zamian dostajemy dodatkowy żeton rechotu albo okulary, które dodają 1 punkt. Dolna część karty to opis działania, jeżeli jest że możemy skorzystać podczas rozwiązania problemu to wykonujemy efekt. Niezależnie od naszej decyzji i tak musimy rzucić drugi raz kostkami, bo być może dostaniemy żeton rechotu (symbol wiedźmy na kostce, wart jest 0 punktów). Jeżeli udało nam rozwiązać problem, dostajemy ten żeton i stawiamy na planszetce. W przeciwnym razie usuwamy się na sąsiednie puste pole oraz dostajemy żeton rechotu. Następnie możemy dobrać karty, bazowo 3, a za każde 2 żetony łatwych problemów o 1 więcej (ale nie więcej niż 3). Za każde 2 trudne problemy dodajemy 1 do wyników kostką.
Kiedy zabraknie w puli żetonów rechotu, pobieramy od osoby mających ich najwięcej. Jeżeli okazuje się, że to my mamy najwięcej – dostajemy żeton, którym oznaczamy, że na koniec gry mamy 1 punkt mniej. W momencie, w którym weszliśmy na pole z inną wiedźmą możemy wykonać akcję “Spotkanie przy herbatce”, które pozwala każdej wiedźmie biorącej udział spotkaniu usunąć do 3 żetonów rechotu.
Na początku tury następnego gracza losuje się gdzie pojawia się nowy problem. Jeżeli wylosowaliśmy lokacje, która już posiada żeton – kładziemy znacznik na nim, który informuje, że ten problem jest trudniejszy o 2 punkty i ciągniemy kartę lokacji. Jeżeli zaś ten żeton już posiada taki znacznik, losujemy następną lokacje tak długo, aż nie wygenerujemy nowy problem. Gra się kończy w momencie, gdy położone zostaną wszystkie żetony. Wygrywa osoba, która ma najwięcej punktów za rozwiązanie problemy (wartość punktowa jest na żetonach).
Trochę rozumiem osoby, które po grze z olbrzymią dozą negatywnej interakcji spodziewali się czegoś więcej, ale cóż… Podobny los spotkał pewno Wiedźmina, po Ignacym Trzewiczku spodziewano się złożonej gry dla geeków, a otrzymali grę bez interakcji. W Wiedźmach (swoją drogą zbliżona nazwa gry, do tej którą przytoczyłem :P) też jedynie gdy pionki się spotkają mamy coś z interakcją związane, ale i tak jest ledwo namacalna.
Zagraliśmy tę grę coś koło 2:45, skończyliśmy nie dalej niż 3:20. 35 na grę, w tym kilka minut zasad. O tej godzinie nie chce się (zazwyczaj) grać w megatrudne i mózgożerne tytuły. Zatem Wiedźmy to był strzał w dziesiątkę. Ruszasz się, rzucasz kością i porównujesz wynik. Jednak nie wiem w jakich innych sytuacjach chciałbym zagrać w tę grę. Być może jakbym miał zły dzień lub byłbym po maratonie planszówkowym i chciałbym coś na rozluźnienie bez dozy negatywnej interakcji i bez myślenia. Całkowicie rozumiem, że dzieciakom może się gra spodobać, rozumiem też, że to gra familijna, a nie twór dla geeków. Jednak ten tytuł bym ruszył tylko w specyficznych warunkach.
Dziękuję Mateuszowi za pokazanie tytułu oraz Sylwii za udział w rozgrywkach
2 – Raczej nie…

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.