Skip to main content

Pierwsza krew – Shadows over Camelot

Niedawno zrobiłem ranking kooperacyjnych gier planszowych. Gdybym przygotowywał go ponownie, podejrzewam, że ten tytuł znalazłby się na liście. Nawiązujący do legend arturiańskich Shadow over Camelot to popularna gra kooperacyjna z motywem zdrajcy. Ciągnęło mnie od dawna do tej pozycji i nie miałem okazji zagrać. Aż do czasu…

 Wykonanie tej gry jest bardzo dobre. Wypraska ma dla każdego elementu swoje miejsce, przez co setup ogranicza się do kilku minut. Szata graficzna jest naprawdę elegancka i przyciąga oko. W Epoce Kamienia podobało mi się, że plansza to jeden wielki rysunek z delikatnie nakreślonymi polami. Tutaj jest podobnie, w dodatku misje, z których możemy zdobyć artefakt posiadają osobną planszę.W grze wcielamy się w rycerzy Okrągłego Stołu. Na początku dostajemy kartę lojalności. W talii znajduje się 1 karta zdrajcy, ale losuje się zawsze wśród wszystkich kart lojalności. Pierwsza rozgrywka była czteroosobowa, a skoro losuje się swoją lojalność pośród 8 kart, to jest nikła szansa, aby ktoś okazał się zdrajcą. Następnie wybieramy swoją postać, która charakteryzuje się specjalną zdolnością. Ja grałem sir Galahadem, który za darmo mógł zagrać białą kartę specjalną. Ja jestem przy rycerzach, to muszę wspomnieć, że każdy z nich ma swoją figurkę, które są niesamowicie fantastyczne. Podobnie jest z naszymi wrogami oraz maszynami oblężniczymi. Każda postać ma swój arkusz, na którym przedstawiono jej wizerunek, a także umieszczono skrót zasad.

Choć zasady są bardzo proste, to plansze zawierają kilka elementów, które trzeba omówić, dlatego wyjaśnienie zasad może trwać dłużej. Nie mniej ja nie będę skupiał się na zasadach. Tura każdego gracza składa się z dwóch faz: postępu zła i heroicznych czynów. Aktywny gracz musi zdecydować się na jedną z trzech rzeczy: poświęcenie punktu życia (bazowo zaczynamy z 4), dostawienie maszyny oblężniczej przed Camelot (jeżeli jest ich 12, kończy się gra porażką dla lojalnych rycerzy) lub zagranie efektu karty z czarnej talii. Te karty wpływają negatywnie na nasze misje. Mogą zapełniać Graala goryczą, oddalać od nas Excalibur, zwiększać siłę Lancelota, przybliżać atak Czarnego Rycerza czy powodować, że Saksoni albo Piktowie zbliżają się do Camelotu. Następnie wykonujemy heroiczny czyn, czyli podjęcie się misji (poszukiwanie Graala, odzyskanie Excalibura, walka z Lancelotem, stanięcie w szranki z Czarnym Rycerzem, niszczenie maszyn oblężniczych, czy przegnanie piktów lub saksonów), wykonywanie akcji związanej z aktualnie wykonywaną misją, uleczyć się, zagrać specjalną białą kartę lub oskarżyć innego gracza o bycie zdrajcą. Jeżeli wykonamy misję, która jest powiązana z artefaktem, obracamy jej planszę, teraz jak pojawi się czarna karta mieszająca nam szyki w tej misji dostawiamy maszynę oblężniczą (w przypadku Lancelota, na drugiej stronie planszy jest smok, który nawiedził krainę). Czarny Rycerz jest na tyle butny, że zawsze będzie chciał wracać i stoczyć pojedynek, saksoni i piktowie nie giną, bo Artur jest zbyt miłościwy, więc nie tracą ludzi, a mimo strat maszyny nadal się pojawiają. Jeżeli udało nam się wykonać misję (nie chcę mówić o szczegółach), to otrzymujemy bonusy wynikające z niej – przede wszystkim na Okrągłym Stole pojawiają się białe mecze (gdy misja nam się nie uda, pojawią się czarne). Gdy na stole pojawi się 14 mieczy i większość z nich jest biała – rycerze wygrali. Zło może wygrać gdy na stole jest co najmniej 7 mieczy, wszyscy rycerze nie żyją lub przed Camelotem jest 12 maszyn oblężniczych.

Tak to wygląda w skrócie. Pamiętacie może grę Avalon, karciankę, w której ludzie wcielają się rycerzy Artura lub popleczników Mordreda? Strasznie dużo podobieństw. Też nasi rycerze idą na misję i też osadzona w legendach arturiańskich. Shadows over Camelot jednak pokazało jak nie znam tych podań, np. zupełnie nie pamiętałem, że Lancelot zdradził i skazany został na wieczną tułaczkę. Również określone zostało co jest tą tajemniczą misją, która nie miała w Avalonie większego znaczenia.

Niestety, wśród nas nie było zdrajcy, więc nie wiem jak to jest grać przeciwko niemu. W każdym razie jest trochę spiny z misjami. Na początku szło nam całkiem powoli, mozolnie, ale do przodu, natomiast mniej więcej w połowie gry już było ciężej. Na polu było 8 maszyn, Excalibur się oddalał, Saksoni i Piktowie  nacierali. W każdej talii jest 15 kart specjalnych. Logiczne jest, że czarna to gorszy efekt wspomnianego wydarzenia. Nie mniej udało nam się wygrać, nawet same białe miecze były.

Podsumowując: Shadows over Camelot to niezwykle ciekawa, ładnie wydana i emocjonująca gra kooperacyjna. Czuć presję czasu, czuć wpływ zła, czuć motyw współpracy i czuć legendy arturiańskie. Muszę wypróbować po raz kolejny!

Dziękuję Arturowi za to, że pokazał mi tę świetną grę!
A jak bardzo chcę znów zagrać:
5 – Chce zagrać już teraz!

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.