Skip to main content

Pierwsza krew – Batman: Gotham City Strategy Game

Batman. Postać komiksowa, która stała się pewną częścią popkultury. To symbol prawdziwego bohaterstwa, ikona moralności, obraz wszelkich cnót. W końcu jest rycerzem, Mrocznym Rycerzem. WizKids wykorzystując swój system HeroClix zrobiło grę o tym bohaterze. Jakie są moje pierwsze wrażenia (tak, tak, od września zagrałem aż raz i to niedawno)?

Najpierw pewne słowa wyjaśnienia. Jestem fanatykiem Batmana, uwielbiam tę postać, zatem wszystko co batmanowe ma u mnie priorytet, a kiedy dodamy, że to jest pierwsza krew, nie należy się sugerować czy gra jest dobra czy nie. Jednak moja opinia może być pomocna szczególnie dla fanów Zakapturzonego Krzyżowca.

W unboxingu wspomniałem, że szata graficzna wzorowana na komiksach przypadła mi do gustu. Figurki HeroClixowe są bardzo ładne. Wypraska mogąca pomieścić wszystkie elementy to bardzo ładnie rozwiązanie, które nie zmusza nas to kombinowania z układaniem elementów. Czytelna i niezbyt wielka plansza przypominający plan z prostej mapy jest dobrym elementem. W zasadzie w jakości wykonania przyczepić można się do zasłonek, które, owszem są bardzo ładne i zawierają wszystkie informacje, ale również są za wysokie i się często przewracają.

Zasady w skrócie. Każdy wciela się w złoczyńcę znanego z uniwersum Batmana: Jokera, Dwie-Twarze, Killer Croca oraz Pingwina. Zaczyna osoba, która dostała największą liczbę mandatów w ciągu ostatniego roku. Każdy gracz ma początkowe zasoby (zagrożenie, pieniądze, informacje), bierze je za zasłonkę, a znaczniki zagrożenia rozkłada się na niezajętych polach planszy zgodnie z kolejnością. Zaczynamy z pięcioma kartami, w swojej turze zagrywamy jedną z nich. Górną część określa dochód dla osoby mającej najwięcej wpływów w określonej dzielnicy, to wykonujemy zawsze. Dolna część pozwala nam zazwyczaj zdobyć więcej zasobów za spełnienie określonego warunku, jeżeli nie możemy lub nie chcemy jej wykonać, dostajemy 2 żetony kasy. Niektóre karty wprowadzają do gry Batmana, wtedy ciągniemy pierwszą kartę ze stosu Batmana i sprawdzamy kogo Batman ściga. Jeżeli dochodzi do walki (czy to pomiędzy złoczyńcami czy złoczyńcą i Batmanem), rzuca się kostką – osoba, która ma wyższy wynik po uwzględnieniu modyfikatorów wygrywa. Jeszcze na planszę można wprowadzić figurki swoich złoczyńców oraz ich pomocników, ale nie będę tak szczegółowo omawiał zasad. Kiedy wygrywamy? Przed zagraniem karty sprawdzamy czy nie zwiększamy poziomu, zależnie od poziomu muszą zajść określone warunki (podane na zasłonce), jeżeli po awansowaniu znowu warunki, by zwiększyć poziom, znów obracamy podstawkę. Jeżeli będziemy mieli 10 poziom – wygrywamy.

Proste area control. Jeżeli mój złoczyńca jest w jakimś rejonie, to ja to kontroluje, w innym przypadku kto ma więcej henchmenów i znaczników zagrożenia. Postacie różnią się zagrywanymi kartami rozwoju, które wprowadzane są w zależności od poziomu. Są to zdolności pasywne, które zawsze wchodzą, gdy wykonujemy ustaloną akcję. Nie jest to jakaś wybitna gierka, ale prosta i przyjemna posiadówa przy Batmanie. Fani Mrocznego Rycerza raczej będą bardziej usatysfakcjonowani gierką. Pomysł, aby kierować poczynaniami największych wrogów Batmana jest dla mnie genialny. Z czego co pamiętam z założenia miała to być gra kooperacyjna. W sumie poza The Secret Society of Super Villains i pochodnymi nie byłoby powodu dla którego te postacie mieliby współpracować, więc rywalizacja o władzę nad Gotham jest również logicznym rozwiązaniem. Być może rzeczywiście postacie są niezbalansowane, ale może to kwestia czasu i poznania. Grając Pingwinem dostałem sporego łupnia od Killer Croca, więc postanowiłem nie wychodzić z kryjówki, przez co nie mogłem zając wielu dzielnic. Poza tym działanie kart jest losowe, więc nie zawsze ich efekt będzie dla nas przydatny, zwłaszcza w momencie, gdy przeciwnik otrzyma haracz przybliżający go do zwycięstwa. Jak wspomniałem, gra cudowna nie jest, bardziej dla fanów Nietoperza, ale grało mi się w nią bardzo przyjemnie.

Dziękuję Arturowi i Rafałowi za miłą partyjkę
A mój poziom chęci ponownego zagrania to:
3 – Przy okazji bym sobie pograł

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.