Skip to main content

Argumenty nie do ogarnięcia #5 – Plus a może jednak minus?

Dzisiejszy argument jest zaliczany zarówno do plusów jak i minusów. Jest to też, jak na razie, ostatni artykuł z tego cyklu. Jeżeli znajdę inne ciekawe argumenty, których nie jestem w stanie pojąc, to może coś skrobnę :).

A czego się tyczy ten wpis? Błędu, który ja też popełniałem, a nie widziałem jakie to mało sensowne. Weźmy sobie moją recenzję, ot takie Uga Buga. Śmieszna, ciekawa gierka, przy której można się powygłupiać udając jaskiniowców. I w minusach co takiego napisałem? Że ten tytuł nie jest przeznaczony dla osób, które nie lubią robić z siebie pajaca. Jakiż to truizm. Przecież to jest logiczne, że do gry, w której należy można się powydurniać, nie usiądzie osoba, która tego nie lubi. Tak samo jak ktoś nie lubi klimaty Cthulhu, science-fiction, post-apo, czy gry abstrakcyjne to nie zagra z chęcią, bo najnormalniej świecie nie leży jemu ten klimat czy typ gry.
Odwróćmy nieco przykład. Weźmy sobie Grę o Tron. Dobry tytuł na to, co chcę ukazać teraz. Każdy fan twórczości George’a R. R. Martina od razu kupi tę grę. I jako plus w recenzjach pojawia się zdanie, że osoby, które lubią Sagę Pieśni Lodu i Ognia spodoba się ten tytuł. W minusach najpewniej będzie, że nie dla tych, co nie lubią negatywną interakcję.
OK, skąd to się bierze, że takie wiadome rzeczy pojawiają się w plusach i minusach? Na początku muszę wyjaśnić pewną rzecz. Uważam, że należy pisać o targecie danej pozycji, wystarczy wspomnieć w recenzji parę słów na dany temat. Potwory do szafy czy Smoczy skarb to bardzo dobre gry, ale tylko dla dzieci, dorosły nie ma czego tam szukać, bo te pozycje najlepiej chodzą w gronie maluchów. Takie proste zdanie i już załatwia nam sprawę targetu. A w plusach i minusach wypisuje się zalety i wady tytułu. Naprawdę wadą jest to, że jakaś gra nie spełnia wymagań grupy graczy, która nie jest docelową? Jeżeli nie, to po co pisać, że jakaś prosta gra nie zachwyci geeka? Czy zaletą jest to, że gra działa w targecie, do którego celowano? Raczej nie, bo przecież ten tytuł spełnia wymagania marketingowe, które narzucił mu wydawca. Gorzej jakby nie działało coś w grupie, w której powinno.
Zatem czy aby dobrze rozumiemy czym jest plus, a czym minus? Zawsze powtarzam: twoja recenzja, twoje klocki. Nie trzeba minusów i plusów pojmować jak wady i zalety, ale należy gdzieś to określić. Inną przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że recenzent stara się napisać tekst bezstronny lub uwzględniając każdą ze stron. Dlatego pojawia się zapis, że doświadczony gracz nie będzie grał w tę grę, albo może nie spodobać się osobom nielubiącym negatywnej interakcji. Teraz to widzę jakie to głupie. Wiecie jaki ze mnie dureń? Sporo moich recenzji, szczególnie te pierwsze, były pisane obiektywnie. A takie podejście doprowadziło do tego, że pewno  zawyżyłem ocenę. I teraz jestem na etapie przepisywania recenzji i zmiany oceny ;). Recenzja to twoja prywatna opinia na temat danej gry. No, chyba że jesteś Arturem Tojzą i piszesz recenzję na podstawie badań na różnych grupach (polecam recenzje przekrojowe Artura, pokazują jak tłum zmienia obraz danej gry). Zatem stwierdzenie, że jakiejś grupie ten tytuł może się spodobać lub nie warto zapisać w recenzji, aby potencjalny klient przeczytał/usłyszał i zastanowił się czy owa gra jest dla niego/jego znajomych. Jednak pisanie pod to recenzji? To słaba opcja, wierzcie mi…

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.