Skip to main content

W warsztacie – Małe epickie królestwa

Będąc w Toruniu na Coperniconie udało mi się wreszcie spotkać z JAskrem i zagrać w grę wydawnictwa Fullcap Games. Małe epickie królestwa to gra typu 4X, czyli będziemy rozbudowywać imperium, eksplorować tereny oraz podbijać wroga. Z czego co mi wiadomo, to owa gra miała spory sukces na Kickstarterze.

 Dostajemy losowo jakąś rasę oraz teren. Mamy dostępnych 13 ras oraz 8 kart terenów, przy czym tereny są dwustronne (należy wybrać, którą stroną gramy). Zaczynamy z dwoma pionkami na brzegu naszej planszetki. Pierwszy gracz wybiera jedną z 6 akcji. Pozostali gracze mogą uznać, że chcą też ją wykonać albo zebrać surowce. Następnie znacznik aktywnego gracza jest przekazywany następnej osobie, który wybiera już z pośród 5 dostępnych akcji. Gdy 5 z 6 akcji zostały zaznaczone, resetuje się wybór i znów wszystkie możliwości są dostępne.
A co to za akcje? Patrol to po prostu przemieszczenie jednego pionka na sąsiednie pole. Misja to podoba akcja, ale z brzegu planszy dostajemy się na brzeg planszy przeciwnika. Budowa pozwala nam wznosić wieżę obronną, zależności od poziomu wieży do jej budowy potrzeba odpowiedniej liczby cegieł. Im wyższy poziom, tym więcej punktów na koniec gry. Badania to akcja analogiczna do budowy, ale zwiększamy poziom magii i wykorzystujemy do tego manę. Dzięki temu dostajemy jakieś rasowe bonusy. Rozwój wprowadza nowe pionki do gry. W żadnym regionie nie może być więcej niż 2 pionki, więc rozwój można wykonać tam, gdzie stoi jeden pionek. Dostawiamy tam meeple’a i płacimy tyle żywności ile mamy aktualnie pionków. Handel pozwala na wymianę 1:1 każdego surowca na każdy. Jeżeli zamiast wykonania akcji wybranej przez gracza chcemy zebrać surowce, to dostajemy surowiec za każdy nasz pionek, w zależności na jakim terytorium on stoi. Gdy zajdzie warunek końca gry podliczamy punkty i wygrywa osoba mająca ich najwięcej.

Gry typu 4X kojarzą mi się z takimi tytułami jak Eclipse czy Twilight Imperium oraz podobnymi grami cywilizacyjnymi. Takie tytuły gra się niezwykle długo (swoją drogą, na początku myślałem, że 4X to pozycje, w które się gra minimum 4h :D). A Małe epickie królestwa? 20 minut i po sprawie. Proste zasady, nieco kombinowania, szczypta negatywnej interakcji (gdy dwa pionki dwóch przeciwnych frakcji są na jednym polu, wywoływana jest bitwa. Jej opis pozwolę sobie pominąć). Ja czułem się zadowolony grając w tę grę. Czuć było rozwój imperium. Najpierw mamy dwóch ludzi i nieliczne zasoby, a na koniec? Epickie królestwo :).
Lubię gry, w których powoli się dąży do władzy, ale jeszcze spodobało mi się kombinowanie, jakie daje na pozór prosta gra. Gra się kończy na jeden z trzech sposobów, więc widząc, że ktoś dąży do zakończenia, musimy się śpieszyć, by wprowadzić nasze plany w życie. Jeżeli wróg wybierze jakąś akcję, która nam nie pasuje możemy po prostu zebrać surowce. A czy zbierzemy pasujące nam, zależy od wcześniejszego rozstawienia naszych pionków. Jak wspomniałem: odrobina taktyki.
Szata graficzna jest ładna i czytelna, widać co przynosi za surowiec konkretny teren, reprezentant na karcie rasy również wygląda interesująco, czasem humorystycznie. A mały, kieszonkowy format pudełka pozwoli nam zabrać owe królestwo wszędzie. Ot, wkładam do kieszeni i idę podbijać świat. Gra dostaje ode mnie batlike’a i czekam na wydanie. Przypomnę jeszcze cechy, które urzekły mnie w tej grze: proste zasady, szczypta negatywnej interakcji, wiele dróg do wygranej i nieco możliwości kombinacyjnych.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.