Skip to main content

Krwiopijca – Trudy właściciela kamienicy

Właściciel kamienicy to jednak nie ma lekko. Lokatorzy wiecznie nie płacą czynszu albo robią raban. Niestety, nikt się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Jeżeli nie posiadamy swojej kamienicy możemy takie coś zasymulować w grze Krwiopijca, gdzie będziemy wyzyskiwać swoich lokatorów, aby dostać od nich ostatnie grosze.

Niech żyje nam gospodarz domu

Okładka przedstawia wrednie uśmiechniętą dziewczynkę, która narysowała graffiti będące tytułem gry. Akurat w polskiej wersji rysowanie po ścianie ma sens, brzmi to jak obelga na właściciela, co się komponuje z wyrazem twarzy tej osoby. Gdybym nie wiedział, że tę grę zrobił Friese Friedemann, to i tak bym się domyślił po wszędobylskim zielonym kolorze. Ilustracje posiadają przyjemną, nieco komiksową kreskę oraz posiadają humorystyczny wydźwięk. Przedstawiają przejaskrawione typy lokatorów oraz sytuacje z jakimi się zmierzą. Nawet jedna karta przedstawia autora gry i jego wydawnictwo.


Pudełko nie jest zbyt duże, najpewniej w wielkości Piętaszka. Zatem opakowanie jest poręczne i łatwe do transportu. W środku znajdziemy karty nietypowego formatu, to bodajże też taki sam rozmiar jak w Piętaszku. Jeżeli ktoś jest maniakiem koszulkowania, to niestety nie zabezpieczy tych kart. Jednak wydają się one porządnie wykonane. Poza kartami znajdziemy monety. Wykonane są one z plastiku, a nominał odróżnić można także po kolorze, a nie tylko po wartości wpisanej na niej. To jest dobry pomysł, bowiem plastikowa moneta nie ma nadruku, więc wygrawerowana wartość nie zawsze jest widoczna, a monety są jawne, zatem do kolory do szybkiej kalkulacji się przydadzą.

W zasadzie na temat wykonania to wszystko. No to czas na prezentację zasad. Na początku z talii wyławiamy karty specjalnie: więzienie, potwory i dachy. Wszystkie pieniądze wykładamy obok kart specjalnych, będą one tworzyć bank. Tasujemy karty mieszkań i dajemy każdemu graczowi po 5 kart oraz 3 monety. Losowo wybiera się gracza rozpoczynającego.


Gra składa się z tur, a te z faz. Pierwszy gracz rozpatruje całą swoją fazę, potem następny, itp. Faza „Sprawdź kamienice” polega na sprawdzeniu, czy nie zaszły pewne warunki, jako że na początku gry nie mamy żadnych kamienic i lokatorów, pomija się ją w pierwszej turze. Jeżeli w którejś z naszych kamienic znajdują się skłotersi, to lokator płacący największy czynsz wprowadza się do innej, pasującej mu kamienicy bez skłotersów (w ten sposób może przejść do kamienicy przeciwnika). Możemy również posiadać dzikiego lokatora, wtedy jeżeli chcemy się go pozbyć możemy zapłacić 2 monety. Gdy wynajmujemy mieszkanie naukowcowi, tworzy on potwora, który wprowadza się do odpowiadającego mu mieszkania. W normalnych sytuacjach gdy nie ma mieszkania, do którego może przeprowadzić się nasz lokator, odrzuca się kartę. W przypadku potwora, po prostu nie jest tworzony przez naukowca.

Kolejna faza to tworzenie i rozbudowa kamienic. Możemy użyć co najmniej jednej karty mieszkania, ale nie więcej niż pięć, aby postawić nową kamienicę. Nowy budynek musimy zwieńczyć dachem. Jeżeli posiadamy na ręce poddasze lub płaski dach możemy wystawić tę kartę. Gdy nie chcemy lub nie możemy tego zrobić powinniśmy użyć zwykłego dachu, a to już kosztuje. Musimy poświęcić monety równe w liczbie naszych gotowych kamienic (czyli wszystkie jakie posiadamy, nie licząc aktualnie posiadaną. Zatem pierwszy dach jest darmowy, drugi za 1, trzeci za 2, itp). Rozbudowa polega na tym, że dach przysłaniamy kartą „Zaadoptowany strych” lub dokładamy na samym dole kamienicy kartę „Zaadoptowana piwnica”. Jeżeli uznajemy to za słuszne możemy budować i rozbudowywać kamienicę u przeciwnika.


Następna fazą jest wprowadzenie lokatorów. Na odwrocie karty najczęściej znajduje się lokator. Nieco wcześniej używałem wyrażenia “gdy lokatorowi odpowiada kamienica”, a bowiem nasz mieszkaniec nie może mieszkać gdzie popadnie. Na jego karcie wypisane są wymagania, głównie jest to minimalna wysokość kamienicy, ale niektórzy lokatorzy muszą mieszkać w określonym miejscu, np. Naukowiec na poddaszu. Niektórzy mieszkańcy mają jakieś właściwości, np. Matkę z dzieckiem w dowolnym momencie eksmitować. Najbardziej wrednymi lokatorowi są skłotersi, którzy powodują wyprowadzenie się najbogatszego mieszkańca. Jeżeli uznamy to za słuszne, możemy wprowadzić lokatora do kamienicy przeciwnika.

Jeżeli wykonaliśmy wprowadzenia lokatorów, możemy zagrywać akcje. Niektóre karty nie mają lokatorów, ale efekt natychmiastowy jakichś wydarzeń. Dzięki temu możemy posłać do więzienia przeciwnika, wyburzyć kamienicę, zabrać lokatora przeciwnikowi, itp. Niektóre karty można zakrywać poza swoją turą jako kontratak.


Ostatnia faza polega na pobraniu czynszu. Lokator na swojej karcie, poza wymaganiami odnośnie kamienicy, posiada informację ile płaci za wynajem mieszkania. Dostajemy sumę monet za czynsz wszystkich lokatorów. Kiedy nasze kamienice nie przynoszą dochodu lub jesteśmy w więzieniu, wtedy dostajemy zapomogę w wysokości 2 monet. Na koniec każdy może kupić karty, pierwsze 5 kosztują po 1 monetę, a każda następna po 2. Po tym jak wyczerpie się talii do dobierania każdy z graczy ma po jednej turze. Po tym kończy się gra, a wygrywa osoba z największą liczbą monet.

Trudy dewelopera

Najpierw zacznę od tytułu. Każda osoba, której mówiłem, że będziemy grali w Krwiopijcę myślała, że to jakiś tytuł o wampirach. Kiedy zdementowałem tę wiadomość, to ktoś zapytał się: „To o czym? O komarach”. Deweloper, najemca, nawet wydrwigrosz to lepsze pomysły na tytuł. Po opublikowaniu polskiej nazwy gry powstała wielka wrzawa na forum i się wcale nie dziwię, zwłaszcza, że sporo propozycji podanych tuż po ogłoszeniu informacji o wydawaniu przez Lacertę tej gry, było godnych rozważenia. Z kolei nie widzę dlaczego wtedy by ktoś miał rysować na ścianę obelgę w postaci “Deweloper”, itp.


Losowość, losowość i przede wszystkim losowość. Tak prosto opisać tę grę. Niestety, ale wpływ przypadku jest mega duży. Pierwsza rozgrywka była w moim przypadku dwuosobowa. Mając na ręce skłotersów i dzikiego lokatora po początkowej rundzie, gdy wykupiłem kilka kart od razu przekazałem przeciwnikowi. A mój rywal się wkurzał, że nic nie może uzyskać, bo ciągle go blokuje. W następnej partii role się odwróciły, a w grze dla 4 osób to już w ogóle był Sajgon. Nawet w jednej partii wszyscy gracze byli tak polokowani, że nikt nie miał żadnej korzyści. Zatem w tej grze się liczy szczęście. Jeżeli nikomu to nie przeszkadza, to może spróbować zagrać.

Tak naprawdę jest to lekka, prosta gierka z sporą dawką losowości. Te cechy czynią ją regrywalną. Głównym sednem gry jest zagrywanie kart na przeciwników, więc spora dawka negatywnej interakcji występuje w tym tytule. Psujemy plany, posyłamy do więzienia, odbijamy najlepszych lokatorów, maksymalizujemy zyski. Na regrywalność jeszcze ma wpływ wykorzystanie dwóch stron kart. Nie chcemy, aby jakiś lokator dostał się w łapska przeciwnika albo karta natychmiastowa teraz jest bezużyteczna to używamy jako mieszkanie.


Niektóre karty działają na inne, np. morderstwo na lokatora. Im więcej graczy tym więcej kombinowania i możliwości do wykorzystania. Na maksymalnym wariancie osobowym wyczuwałem lekki chaos, przez co nie za bardzo się orientowałem kto co ma, wiec interesowałem się tylko sąsiadami. Z kolei najlepiej grało mi się w czwórkę. Jest to optymalny skład, ponieważ mamy kontrolę nad sytuacją oraz sporo możliwości zagrywania kart. 

W zasadzie jeszcze tylko mała kwestia wspomnianego związku między kartami. Jest to świetny pomysł, że działanie kart się zazębia. Jednak w pierwszych partiach trochę ciężko połapać jakie są połączenia między nimi. Teoretycznie wyjaśnia to tekst zapisany na karcie, a gdy i on jest niezrozumiały, należy zajrzeć do instrukcji. W praktyce wygląda to tak, że każdą akcję próbowano zablokować policją. Gra jest przeznaczona od dwunastu lat. Zasady powinien pojąc spokojnie i ośmiolatek, ale rozumiem, że taki wysoki limit jest ze względu na „poziom agresji”. Możemy bez skrupułów wysadzać budynki pełne rodzin, mordować lokatora oraz podkładać sobie wszelkie świnie. Ta gra to czysta negatywna interakcja. Zatem niech dzieci się bawią w inne gry ;).

Sprzątanie po lokatorach

Krwiopijca to lekka, niezobowiązująca gierka, której zadaniem jest chwilowe rozluźnienie. Nie ma tutaj jakiejś wielkiej strategii, tak naprawdę nasze akcje zależeć będą wyłącznie od losu, kart na ręce oraz działań przeciwników. Pozycja całkiem miła i przyjemna, więc ja nie widzę innego zastosowania jak filler.

Plusy:

  • bardzo ładna szata graficzna
  • dobra jakość wykonania
  • humor bijący z kart
  • szybka i dynamiczna rozgrywka
  • zależności między kartami
  • duża regrywalność

Minusy:
  • nadmierna losowość
  • skalowalność gry nie jest dobra
Informacje o grze
Tytuł: Krwiopijca
Tytuł oryginalny: Friese’s Landlord
Projektant: Friedemann Friesie
Oprawa graficzna: Lars-Arne Kalusky
Wydawca: Lacerta
Wydawca pierwotny: 2F-Spiele
Rok wydania (w Polsce): 2014
Rok wydania (oryginalny): 2013
Liczba graczy: 2 – 6
Wiek graczy: 12+
Czas rozgrywki: ok. 40 minut

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.