Skip to main content

Argumenty nie do ogarnięcia #1 – Dwie w cenie jednego

No to zaczynamy. Niedawno wśród minusów znalazłem taką informację: “Za tę cenę kupimy dwie mniejsze gry”. Argument z punktu widzenia logiki wydaje się w porządku, ale nie byłbym sobą, gdybym się nie zagłębił w niego. Mamy solidną grę, cena detaliczna to 180zł, pudło wypchane jest po brzegi elementami, jest ono ciężkie jak głaz. Wszystko fajnie dla autora tekstu, ale skazą pozycji jest cena. Absurd? Oczywiście, bo to praktycznie jedyny minus jaki został wypisany, a lista plusów jest całkiem spora, na dodatek gra otrzymuje maksymalną notę.
No to po kolei. Generalnie staram się nie skupiać na cenie, bo wydanie 100zł na grę dla kogoś, kto zarabia 1200zł na rękę to spory wydatek, a dla osoby zarabiającej 10x więcej już nie. Nie znam zarobków każdego czytelnika, więc dla mnie pisanie o cenie gry jest sensowne, gdy jakość elementów i ich liczebność jest niezwykle wysoka, a kwota jaką wydamy jest niska. Pisanie o cenie danej pozycji przydaje się również, gdy gra jest bardzo słaba, ale droga. Ale ja to ja, inny autor – jego artykuł – jego świat. Niech pisze o cenie jak chce.
Jednak dla tego autora mam informację: można kupić nawet 6 gier. Serio! Przecież sporo gier od G3 jest po 30zł. Albo nawet 12 Listów Miłosnych po 15zł (no dobra, cena detaliczna to 15,50zł), ale rozumiem, że chodzi o różne gry. No to jeszcze kolejny news: są droższe gry, chociażby Cashflow 101, jego cena waha się pd 370 do 400zł. Z bardziej realnych tytułów: Twilight Imperium za 250zł. I co z tego wynika, że mogę kupić jeszcze więcej gier za droższy tytuł? Całkowicie nic.
Porównywanie ceny gier ma sens jeżeli oba tytuły mają podobną złożoność, mechanikę i liczbę komponentów. Skoro skomplikowana gra za 180zł jest gorsza niż dwie inne pozycje za 90 zł, to będę szukał jakie tytuły są w tak dużym pudle, są ciężkim suchym euro i mają masę elementów. Ale znając tytuły za 100 zł, wychodzi, że muszę napisać do autora po radę. Zatem z tego porównywania może wyjść, że wydawca nas oszukał, bowiem za dwa razy większą cenę sprzedaje nam tani produkt albo to właśnie autor tekstu jest oszustem, bo sądzi, że można kupić dwie podobne gry za cenę tej jednej.
Jeszcze jedna uwaga na koniec. Załóżmy, że zbliża się karnawał, poszukuję na bal przebierańców kostiumu Batmana. I podczas kupna ktoś z klientów stwierdza, że za tę cenę kupię dwa inne kostiumy. A tak naprawdę co mnie one obchodzą? Chcę kostium Batmana i już. Widzicie analogię sytuacji? Osoba szukająca konkretnej recenzji określonego tytułu chce coś wiedzieć o tym tytule. Chce poznać jej cechy, aby wiedzieć czy przyjmie się w gronie jego znajomych czy rodziny. Nie interesuje go, że można kupić dwie inne gry, chyba, że są one podobne do opisywanej pozycji.
Moja konkluzja jest taka, że owy minus jest napisany na siłę, skoro autor tekstu wypunktował długą listę plusów i dał maksymalną ocenę. Pewno wyszedł on z założenia, że nie ma gier bez wad, zatem napisał cokolwiek, byle żeby był jakiś minus. Szkoda, że to wyszło komicznie.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.