Skip to main content
szczescboze1

Szczęść Boże – Wungiel potrzebny od zaraz

Z mroku i głodu, z trudu i nędzy
pierwszy komin wybiegał ku chmurom (…).
Na robotach Stanoszek. Bluzga ziemia posoką
i do szybu przelewa się miękko.
Wieczór nietoperzami przypływa gdzieś z boku,
z szybu smród bucha jak z szynku.

Wilhelm Szewczyk, Poemat górniczy

 

Górnik nie ma łatwego żywota. Ciągle pod ziemią, wiecznie pod presją, groźba zawalenia się chodnika również wisi, a w dodatku może się okazać, że wydobywanie złóż jest utrudnione. I jak w takich sytuacjach zdać na Opatrzność? Nic więc dziwnego, że przed rozpoczęciem pracy górnicy wołają do siebie „Szczęść Boże”. Te pozdrowienie stało się tytułem gry wydanej niedawno przez wydawnictwo Lacerta. A zatem… Szczęść Boże.

Winda w dół
W śpiew syren przytuleni
wracamy. W nasze przyjście
żony wychodzą do sieni
na pocałunek po szychcie.
I znowu Odpływamy
od żon i pól i światła,
jak przystań dom mijany
powroty nam ułatwia.
Aleksander Baumgardten, Górnicy
Gra ponosi nas na Śląsk, w schyłek XIX wieku. Zdążyłem się dowiedzieć, że oryginalnie gra jest umiejscowiona w Niemczech. Już się bałem, że niemieccy autorzy gry zrobili grę o Śląsku. Jednak gra jest tak skonstruowana, że może odbywać się w dowolnej kopalni. Uważam to za bardzo fajną zmianę.
Ładna szata graficzna też nie daje nam żadnych wątpliwości, szyby, wózki górnicze, kopalnia. Tak, będziemy górnikami. Interesujący jest też żeton gracza rozpoczynającego – przedstawia świętą Barbarę, patronkę górników. Na tle wszystkich elementów najmniej zachęcająco wyszły pieniądze. Są to banknoty, które przypominają jakby wyjęto je z Eurobiznesu. Nie rozumiem dlaczego nie zdecydowano się na tradycyjne żetony monet zamiast tych banknotów. Praktycznie każdy z graczy chwalił jakość i szatę graficzną, a wykonanie pieniędzy uznawał za żart z mojej strony.
W moim egzemplarzu było wszystko w porządku, ale widziałem taki, w który jedna z kostek węgla była mniejsza o połowę. Swoją drogą zastanawiam się dlaczego jest żółty, brązowy, szary i czarny węgiel. Nie wiem czy nie lepiej by było jakby kostki inne niż czarny były po prostu kolejnym surowcem? Rozumiem, że są też różne rodzaje węgla kopalnego, np. brunatny czy kamienny, ale nigdy nie spotkałem się by on był żółty.
Jeszcze z zgrzytów wydawniczych to muszę wspomnieć o wskazówce. Informuje ona w której rundzie jesteśmy i jak należy w niej punktować. Nie jest w żaden sposób przymocowana do planszy. Miejsce, na którym ona leży jest akurat na zgięciem planszy. Można było przemieścić tę część na krótszy bok i trochę reorganizować planszę, wtedy można byłoby ją mocować. 
Plansza jest bardzo interesująco przedstawiona. Większość pól akcji jest przedstawione „płynnie”, czyli nie widać wyraźnego podziału pomiędzy planszą a jej polami. Przez co obrazek wydaje się spójny, a nie przeszkadza to w wyborze akcji. 
Na szczególną uwagę zasługują planszetki gracza, które przedstawiają szyb kopalni. Właściwie nie byłoby nic w tym szczególnego, gdyby nie fakt, że winda jest ruchoma. Każdy przez chwilę pobawił się jeżdżąc nią w dół i górę. To chyba najciekawszy element gry. Jednak i tutaj nie obyło się bez pewnych wad. Dopiero po trzeciej partii zauważyłem, że każdy kolor gracza ma swoją planszetkę. Nie ma to wpływu na grę, jednak skoro okazuje się, że każdy gracz ma swój kolor szybu, a ciężko to zauważyć, to jednak coś jest na rzeczy.
Węgiel na wózki
Cnota to kopalnia złota.
Jan Izydor Sztaudynger
W zależności od wariantu osobowego dostępna będzie różna liczba pól akcji. Te pola, których nie będziemy mogli skorzystać zaznacza się kłódką. Tasujemy żetony chodników i kładziemy po jednym na każde wolne pole w warsztacie. Wskazówkę i znacznik punktacji umieszczamy w odpowiednim miejscu. Każdy gracz dostaje swoją planszetkę oraz określoną liczbę górników i banknotów, zależnie od wariantu osobowego. Wybieramy gracza rozpoczynającego, który dostaje żeton Świętej Barbary. Wykładamy pewną liczbę kart zamówień, determinowaną przez liczbę graczy. Rozpoczynając od pierwszego gracza każdy wybiera po jednej karcie zamówień, tak długo aż będzie miał ich trzy. Pozostałe karty kładzie się na polach Miejsca Pracy i ewentualne braki się uzupełnia. Możemy przystąpić do rozgrywki.

Gra trwa przez trzy szychty (rundy), które składają się z szeregu rund. W swojej turze gracz wybiera jedno pole akcji i dostosowuje się do jego działania. Jeżeli chcemy skorzystać z pola, które zajął inny gracz, musimy wysłać do pracy o jednego górnika więcej niż poprzednik, a znajdujące się wcześniej znaczniki odstawiamy do Stołówki. Jeżeli decydujemy się wysłać kogoś do warsztatu, musimy zapłacić za kupowany chodnik oraz dostawić go do naszej kopalni. Podobnie jak w Gwiezdnych Wojnach mamy tutaj ciemną i jasną stronę. Oświetlone chodniki musimy kłaść po jasnej stronie, w innym przypadku po ciemnej. Następnie dostawiamy na chodnik odpowiedni rodzaj węgla.

Jeżeli uznamy to za słuszne, możemy pozyskiwać nowe zamówienia, z kolei inne pole pozwala nam na uzyskanie większej ilości pieniędzy. Pole „Wydobycie” pozwala na ruch szolą (windą). Na wybranym polu akcji jest określona liczba ruchów jaką możemy wykonać. Za ruch uznaje się zatrzymanie na poziomie, przeniesienie znacznika węgla na szolę (ich może być maksymalnie 5) oraz przeniesienie znacznika węgla z szoli na kartę zamówienia. 
Zamówienia dzielą się na cztery rodzaje: wózek, furmanka, samochód, parowóz. Wybierając pole „Załadunek” decydujemy się, który rodzaj zamówienia zakończyć. Możemy wykonać zamówienie tylko jeżeli umieszczono na nim wymagane rodzaje węgla w odpowiedniej liczbie. Jeżeli mamy ciąg zamówień tego samego rodzaju i spełnia warunki ukończenia, to możemy zakończyć wszystkie. Węgiel wraca wtedy do puli, a za wypełnienie zamówienia dostajemy odpowiednią liczbę punktów.

Runda kończy się w momencie gdy wszyscy gracze wykorzystają swoich górników. Przystępujemy do punktowania. Dostajemy punkty za wypełnienie kategorii przed wskazówką, zatem w II szychcie powtórzy się punktowanie z I, zaś w III znów dostaniemy punkty za kategorie z I i II. Następnie ustalamy nowego gracza rozpoczynającego, jest to osoba mająca największą liczbę górników w warsztatach (w przypadku remisu dostaje osoba siedząca bliżej poprzedniego pierwszego gracza). Zbieramy wszystkich górników i możemy przystąpić do nowej rundy.

Jeżeli zakończyła się III runda przystępujemy do punktowania końcowego. Dostajemy punkt za każde pięć marek, które nam zostały oraz za każde trzy znaczniki węgla, które zostały nam w kopalni. Natomiast tracimy punkt za każde niespełnione zlecenie oraz za każdy nadmiarowy chodnik po którejś ze stron (musimy mieć na koniec gry równą liczbę żetonów po obu stronach, aby nie dostać ujemnych punktów). Wygrywa osoba mająca najwięcej punktów. 
Ładujemy węgiel na furmankę
A ty sam marzysz o boskich rozkoszach sypialni
Gdy smutny i znużony trwasz na dnie kopalni
 Guillaume Apollinaire

 

Szczęść Boże nie jest grą rewolucyjną, właściwie najbardziej innowacyjnym mechanizmem w tej grze jest winda. Wszystkie inne elementy mechaniki gdzieś występowały w różnych tytułach. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z produktem wstecznym. Szczęść Boże nie jest ciężką, mózgożerną, grą optymalizacyjną, ale lekką przystawką w stylu euro.
Zacznę od skalowalności tytułu. Podejrzewałem, że dla dwóch osób partie będą przebiegać gorzej niż w przypadku innych wariantów osobowych. Okazuje się, że uzależnienie pól akcji i niektórych elementów przygotowania od liczby uczestników zabawy w pełni zapewnia dobrą skalowalność. Im więcej graczy, tym więcej pól mamy dostępnych, a zatem nie da się przez to zablokować wszystkich pól, zawsze będzie jakaś alternatywa.
 
Jak z regrywalnością? Tutaj nieco gorzej. Owszem, mechanika zapewnia dużą regrywalność tytułu, jednak wiele osób wykonywało te same ruchy podczas gry. Utarte w głowie pewne schematy to wina gry? Zawsze mam dylemat w tej kwestii. Wiadomo, że to gracz wykonuje te akcje, więc to on ułożył sobie wspomniany utarty schemat. Z drugiej strony mechanika jest tak skonstruowana, że trzeba wyszukać jak najlepszej metody do wygranej, zatem to ten schemat jest wymuszony. Z kolei, jeżeli gramy przeciw graczowi, którego taktykę już znamy mamy przewagę nad nim i będziemy blokować opłacalne jego mniemaniu pola.
Losowość w tej grze występuje, jednak w moim odczuciu nie ma znaczącego wpływu na rozgrywkę. Ten element głównej mierze dotyczy chodników i zamówień. I tutaj autor gry przewidział ewentualny zastój z powodu braku odpowiednich żetonów i kart. Te dwa elementy można pozyskać jawnie, ale również poprzez akcję, w której dobieramy pięć żetonów lub kart, wybieramy jeden z nich, a resztę w dowolnej kolejności odkładamy na spód lub wierzch talii. W ten sposób też możemy zrobić psikusa rywalom i odłożyć na spód poszukiwane przez nich chodniki lub zamówienia.
 
Z powodu niskiej regrywalności gra może nie przyspaść do gustu geekom. Jednak reguły nie są na tyle trudne, aby nie zagrali w nią niedzielni gracze. Szczęść Boże może stanowić furtkę do cięższych tytułów optymalizacyjnych.
Gry optymalizacyjne opierają się głównie na mechanice, więc fabuła jest minimalna. Klimat też jest najczęściej pomijany. Zatem nie każdy musi odnajdywać w grafice, czy elementach wspomnianą kopalnie. Tak naprawdę szyb i jazda szolą nadaję nam tę górniczą atmosferę. Jednak parę elementów tutaj mi nie pasuje. Wspomniałem o różnych kolorach węgla, do tej kwestii nie mam zamiaru wracać. Dostajemy jakieś punkty. I co to jest? Zazwyczaj w grach jak zdobywa się punkty, to wspominane jest, że to prestiż tego miejsca lub uznanie czy chwała, którą zebraliśmy. Tutaj ani słowo po co zbieramy te punkty. Dlaczego górnicy rywalizują między sobą? Mamy jedną kopalnię, bo idziemy przecież do tego samego warsztatu, przebywamy w tej samej stołówce, itp. Zatem skąd tutaj konkurencyjność?
Koniec szychty
Utrwalił się taki niedobry stereotyp regionu – biedy, bezrobocia, braku perspektyw.
Maciej Pieprzyca o Śląsku
Szczęść Boże to prosta gra, która może być bramą do cięższych tytułów dla niedzielnych graczy. Rozgrywka jest przyjemna i miła. Jednak w wykonaniu pojawiło się parę błędów. Jeżeli ktoś przymknie na nie oko, to Szczęść Boże okaże się całkiem dobrym tytułem.
Plusy:

  • ładna oprawa graficzna
  • dobre wykonanie
  • proste zasady, niedługi czas gry
  • planszetka gracza, absolutnie zdominowała wszystkie elementy w grze
  • bardzo dobra skalowalność
Minusy:

  • banknoty i wskazówka, to skaza na tle dobrego wykonania
  • niskie wyjaśnienie fabularne niektórych działań
  • mała regrywalność
Dziękuję wydawnictwu Lacerta oraz sklepowi REBEL.pl za egzemplarz

 

Informacje o grze
Tytuł: Szczęść Boże
Tytuł oryginalny: Glück auf
Projektant: Michael Kiesling
Wolfgang Kramer
Oprawa graficzna: Dennis Lohausen
Wydawca: Lacerta
Wydawca pierwotny: eggertspiele
Rok wydania (w Polsce): 2014
Rok wydania (oryginalny): 2013
Liczba graczy: 2 – 4
Wiek graczy: 10+
Czas rozgrywki: ok. 70 minut

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.

  • Jose Zuranthus

    „Już się bałem, że niemieccy autorzy gry zrobili grę o Śląsku.”? Czego się bałeś?