Skip to main content

Pierwsza krew – Zamek Kasteliny

Zamek Kasteliny to nowa pozycja od G3, przeznaczona raczej dla dzieci. O bajkowej, kolorowej i bardzo fajnej szacie graficznej oraz jakości wydania wspominałem w unboxingu.

Zasady są bardzo banalne, każdy ma jakiś tam kolor gracza, musi zebrać 10 klejnotów (czyli drewienek imitujących błyskotki) swojego koloru. W swojej turze gracz patrzy przez 10 sekund na ułożenie klejnotów, następnie zamek jest obracany w kierunku osoby rozgrywającej aktualnie rundę, wkłada rękę do otworu zamku i wyciąga jeden kamień. Jeżeli jest on koloru gracza, odkładana jest ona na planszetkę, w przeciwnym przypadku oddaje go prawowitemu właścicielowi. Nieco inaczej jest w przypadku białych kamieni – to podróbki, gdy ktoś zbierze ich trzy odpada z gry. I tyle.
Pierwsza rozgrywka odbywała się w gronie osób dorosłych, więc niestety target się nie zgadzał. Pozwoliliśmy zatem na nieco luzu i podpuszczaliśmy się wzajemnie, by przeciwnik brał złe drewienko. Oczywiście, że nikt nie był na tyle naiwny by słuchać rad rywali, ale przynajmniej mieliśmy frajdę. Trójwymiarowy zamek na pewno jest spektakularny i będzie budził zainteresowanie dzieci. Obecnie mam już za sobą rozgrywki testowe, więc recenzja ukaże się niedługo w serwisie Poltergeist. A cóż my jako dorośli uznaliśmy? Że to śmieszna, świetna zabawa, która na pewno zachęci dzieci, nieco wyczuli ich zmysł dotyku i zmusi do zapamiętania ułożenia. Mnie osobiście szło dość słabo, ale nie zmienia to faktu, że grę uznałem za ciekawą. Tyle z wrażeń, czuwajcie, bo recenzja pojawi się na dniach, dam znać oczywiście gdy tak się stanie.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.