Skip to main content

W warsztacie – Odbudowa Warszawy

Jak wcześniej pisałem, nie dokończyłem partii, więc zastanawiałem się czy opisywać ten tytuł. Jednak inną grą Fabryki Gier Historycznych – Cywilizację również nie było mi dane rozegrać do końca, a opisałem. Zasady znam, mechanikę widziałem. Zatem cóż stoi na przeszkodzie, bym wspomniał o Odbudowie Warszawy?

Jak już wspomniałem ten tytuł wyda Fabryka Gier Historycznych, ale ciekawostką jest fakt, że autorami nie jest duet Adam Kwapiński i Michał Sieńko, ale Piotr Grzymisławski i Łukasz Szopka. Gra ta ma ukazać się na Essen. Ale dosyć, czas przybliżyć mechanikę.
W grze wcielamy się w architektów, którzy będą odbudowywać Warszawę (co nawet sugeruje tytuł). W swojej turze gracze zarządzają czterema pionkami i decydują się czy umieścić je na polu z akcją lub budować lokację z karty. Jeżeli zarządzają budowanie, to pokazują kartę i umieszczają odpowiedni heksagon na planszy wraz pionkiem budowniczego. Plansza przedstawia schematyczny plan Warszawy, który został podzielony na strefę I (czerwoną) i II (zieloną). W strefie II można dowolnie budować, zaś w I tylko jeżeli mamy odgruzowane pole (odpowiednia akcja, gruz można wykorzystać jako budulec). Budynki oznaczone kolorem pomarańczowym są miejscami historycznymi, więc w I etapie muszą być wybudowane w konkretnych miejscach. Po rozdysponowaniu pionków przechodzi się do budowania zaplanowanych fragmentów miasta. Każdy rodzaj budynku jest odpowiednio punktowy, a dodatkowo za sąsiedztwo może dawać więcej punktów. Jeżeli chcemy maksymalnie wycisnąć punktowo dany budynek, warto zwrócić uwagę na cele urbanistyczne, każdy ma tajny cel, a dodatkowo trzy są jawne. Po spełnieniu warunku na karcie celu, czyli budowa w odpowiedniej kolejności (Np. R -> U, wybaczcie, nie pamiętam już co to za rodzaje budynków) dostajemy punkty. Możemy spełnić na raz więcej niż jedno zadanie urbanistyczne. Zatem jak widzimy kombinowania jest co nie miara. Ale co więcej, możemy budować nawet metro i mosty! Z tym drugim wiąże się ciekawy mechanizm. W pewnym miejscu na mapie jest Wisła, budynki nie sąsiadują ze sobą jeżeli oddziela ich rzeka, chyba, że łączy te pola most. Dla utrudnienia mamy “zasadę trzech”, czyli kart projektu, funduszy, betonu, czy gruzu możemy mieć co najwyżej trzy na ręce. Na koniec gry jest również punktacja (w której nie uczestniczyłem, więc nie wiem jak się odbywa).
Kiedy tak mi autorzy wyjaśniali grę, to stwierdziłem: “No kurde, fajna!”. Chciałem grać, widziałem potencjał kombinacyjny, morze możliwości. Miałem zaplanowane dwa ruchy przed i ewentualny plan awaryjny (tutaj jak w typowym worker placemencie gdy ktoś zajmuje pole, to nie można go wybrać, ale też są pola wielokrotnego użytku). Ogrom działania, dróg do wygranej. Gdy nagle jeden z autorów uświadomił mi jedną rzecz: postawiłem Dworzec Wschodni na południu. Trochę poczułem się jak w komputerowej grze Sid Meier’s Civilization, gdy jako Aztecy osiedliłem się w Afryce i zacząłem budować Stone Hedge. Postawiłem coś, co w rzeczywistości się nie znajduje w tym miejscu. W ogóle budowanie całej sieci metra też jest w tym klimacie. Ja, jako Bydgoszczanin, całkowicie nie miałem satysfakcji, że postawiłem Pałac Kultury i Nauki gdzieś zupełnie indziej, nie maiłem z tego frajdy. Jednak czułem w czym rzecz.
Podsumowując, ja na ten tytuł czekam, jako geek bawiłem się świetnie (choć krótko), nie mogłem się potem dokopać, by spróbować jeszcze raz, ale zagrać do końca. Czekam na wydanie finalne, bo chcę wypróbować w rodzinnym gronie. Dlaczego? Bo gra ma niesamowicie proste zasady i chcę sprawdzić, czy być może ktoś, kto słabiej zna planszówki również dostrzeże możliwości kombinacyjne oraz będzie miała satysfakcję z budowania Warszawy z alternatywną wizją. Na moje warto czekać na ten tytuł, więc wyczekujcie i wy.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.