Skip to main content

Slang planszówkowiczów – To, co trzeba dopowiedzieć

[Artykuł pierwotnie ukazał się w serwisie Poltergeist]
W jednym z pierwszych felietonów poruszyłem temat języka, którym posługują się planszówkowicze. Tekst różnie został odebrany w świecie miłośników gier planszowych, ale niemalże wszystkie wypowiedzi miały wspólny mianownik: ograniczyłem artykuł tylko do kalek z języka angielskiego. To rzeczywiście krzywdzące działanie, ponieważ żargon używany przy planszy jest znacznie bogatszy.

Podejrzewam, że ciężko mi było odizolować słowa slangu ze względu na to, że sam jestem przesiąknięty danym słownictwem. Jednak, gdy uznałem, że trzeba zrobić kontynuację tego felietonu zacząłem na to zwracać uwagę. Teraz mogę oddać pełniejszy obraz słownictwa boardgamerów.
Zacznę od neologizmów ze słowem “mózg”. Otóż nigdzie nie spotkałem się z określeniem “mózgożerność” jak przy planszy. To słowo jest używane przy definiowaniu trudności gry. Im większa mózgożerność, tym cięższa gra, a zatem jest przeznaczona dla bardziej zaawansowanych graczy. Oczywiście od czasownika powstał przymiotnik, więc tytuł może być (lub nie być) mózgożerny. Dość ciężkie pozycje optymalizacyjne typu euro są określane mianem “mózgożerów” lub “mózgotrzepów”. Tego słowa używa się również przy grach logicznych wymagających intensywnego wysiłku umysłowego. Zatem takie określenia padają przy produkcjach, które są nastawione na kombinację, taktykę i myślenie. Widzę tutaj analogię do języka komputerowego, bowiem gdy mamy jakiś program lub proces, który zużywa dużo pamięci mówimy, że jest zasobożerny, czyli “pożera” dużo zasobów komputera. Największym zasobem człowieka jest jego umysł, czyli mózg, zatem gry “pożerają” mózg. To określenie przypadło mi do gustu.
W niektórych recenzjach używam sformułowania, że podczas partii jakiegoś tytułu “każdy układa swój pasjans”. Obeznani z planszówkami wiedzą doskonale, że w ten sposób określa się gry (najczęściej karcianki) z niską interakcją. Rozgrywka przypomina wtedy pasjansa, bowiem układa się swoje karty i ruch przeciwnika jest mało istotny. Zbieramy zasoby dla siebie, zdobywamy karty dla siebie, układamy je przed sobą i niewiele interesuje nas co rywal robi.
Z systemów fabularnych przyjęło się słowo fluff. To określenie oznacza część niezwiązaną z mechaniką i funkcjonowaniem gry planszowej. Ogólnie jest to historia świata przedstawionego w planszówce, tematyka, opisy fabularne w instrukcji, czy inne klimatyczne wstawki. Buduje to wszystko pewną otoczkę wokół gry, aby pokazać, że dany tytuł to coś więcej niż zagrywanie kart czy przesuwanie pionka. Jeżeli dana pozycja opowiada o bitwie magów, to fluff zawierać będzie jak do niej doszło, możliwe że niektóre karty będą miały swój opis fabularny, a nie tylko mechaniczny (takie zagranie jest w Horror w Arkham).
W środowisku graczy dość często określa się kogoś mianem geeka. Z angielskiego to słowo oznacza “maniak” i używa się go do opisania osoby zafascynowanej jakimś tematem, znającym go na wylot. Kiedyś było to określeniem prześmiewczym, obecnie jest synonimem eksperta. Jak jest geek, to musi być jakieś przeciwieństwo. Jest nim casual (często spotykam się w zapisie z polską wymową, czyli każual lub żargonowym “krasula”), którego najprościej określić jako “niedzielnego gracza”. Po planszówki sięga od czasu do czasu, lubi tę formę zabawy, a cięższe tytuły nie są raczej w jego guście.
Najpewniej to jeszcze nie całe bogactwo planszowego slangu. Osoba siedząca przy planszówkach prędzej czy później się z nim zetknie. Rozwijanie żargonu przez graczy nie jest tylko dowodem na rozrost tego środowiska, ale na dynamizm naszego języka. Podobnie jak w zakończeniu pierwszej części zwrócę uwagę, że nie należy przesadzać z “żargonowaniem”, by nie zamienił się on w niepotrzebny bełkot.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.