Skip to main content

Pierwsza krew – Świat Dysku: Ankh Morpork

Tysiąc lat temu sądziliśmy, że świat jest misą. Pięćset lat temu myśleliśmy, że jest kulą. Dzisiaj wiemy, że jest płaski, okrągły i płynie przez kosmos na grzbiecie żółwia.
Terry Pratchett, Prawda
Terry Pratchett i jego opowiadania o dziwnym świecie będącym dyskiem usytuowanym na grzbietach czterech słoni, które stoją na skorupie wielkiego żółwia przemierzającego kosmos jest tak charakterystyczny i rozpoznawalny, że nie musiałem czytać ani jednej książki, by wiedzieć o nim sporo rzeczy. Serio! Nie trzymałem w ręku żadnego tomu, nie przeczytałem ani zdania o Świecie Dysku. Ale ja nie o tym…

W grze Świat Dysku: Ankh Morpork wcielamy się w rolę postaci związaną z tym uniwersum. Tożsamość jest ukryta, ponieważ jest to tak naprawdę ukryty cel, który staramy się wypełniać. Na początku naszej tury, gdy wypełnimy cel, to się ujawniamy i możemy ogłosić się zwycięzcą.
Gracz w swej turze zagrywa kartę, wprowadza związane z nią efekty i dobiera karty by mieć pięć na ręce (zatem oczywiste jest, że nie robi tego jak ma więcej). Możliwe efekty to wystawienie agenta, wtedy kładzie się pionek na dzielnicy której ma się agenta lub sąsiadującej (po setupie każdy ma po trzech agentów w różnych dzielnicach). Kiedy dokładamy pionek do dzielnicy, w której jest już jakiś agent, kładziemy znacznik niepokoju. Analogicznie możemy komuś zabić agenta, wtedy usuwa się znacznik niepokoju, również jest osobna akcja usuwająca niepokój. Można też stawiać swoje budynki w dzielnicach, o ile nie ma tam innego budynku oraz znacznika niepokoju. Powoduje to, że możemy korzystać z bonusu przypisanego do dzielnicy. Do karty też jest przypisana jakaś akcja, np. po wyrzucie jakiejś wartości na kości dostaje się dodatkowe pieniądze. Sam przychód gotówki jest też jako osobna czynność. Czasem zagranie karty pozwala na użycie innej, więc tworzą się niemałe kombinacje.Wszystkie akcje, które wymieniłem łatwo zapamiętać, są opisane na arkuszu pomocy i zaznaczone prostą ikonka. Jednak wśród tych czynności najwięcej emocji wzbudza zawsze wydarzenie. Nigdy nie wiadomo co to będzie, może to być coś dobrego dla zagrywającego, może katastrofa albo neutralna rzecz. Przed zagraniem karty, która każe rozpatrzyć wydarzenie miałem obawy. Wiedziałem, że powinna mnie przybliżyć do zwycięstwa, ale czy skutki wydarzenia mnie nie pogrążą?Jedno z wydarzeń to zamieszki, wtedy gdy na planszy jest co najmniej osiem znaczników niepokoju kończy się gra i podliczane są punkty. Tak własne nasza rozgrywka się zakończyła. Grałem Chryzopazem, czyli moim celem było uzbieranie 50$, szło mi kiepsko, więc liczyłem na zwycięstwo punktowe. Pozostała dwójka graczy grała Vestinarim (w zależności od liczby graczy musi umieścić co najmniej jednego agenta w odpowiedniej liczbie dzielnic), a drugi jednym z Lordów (jest ich trzech, każdy ma ten sam cel – zdobyć dominację, czyli mieć więcej pionków niż inni gracze, w iluś dzielnicach). Wygrałem paroma punktami przewagi.

Wygląd i szata graficzna jest specyficzna, nie wiem czy to jest związane z nawiązaniem do Świata Dysku, podejrzewam, że tak. Mnie jednak estetyka planszy nie zachwyciła. Karty natomiast przedstawiają bliżej mi nie znane postacie, ale przynajmniej mają ładną kreskę. Sama okładka też wydaje się niezbyt przyciągająca. Jednak na jakość wydania nie mam co narzekać, pionki to dobre drewno, karty są grube, ikony czytelne, a karta pomocy dostarcza wszystkich (no większość) zasad potrzebnych do gry. Kombinowanie, blef, domyślanie się kto jest kim, psucie planów i wypełnianie własnego celu przy dawce niepewności związanej z wydarzeniami bardzo mi się spodobało.

Pisząc wczorajszą Pierwszą Krew spostrzegłem jedną rzecz – czytelnik, który chce na szybko poznać moje wrażenia z gry, nie wie gdzie ma szukać odpowiedniego akapitu. Zatem wprowadziłem nową, pięcostopniową skalę, którą będę używał przy Pierwszej Krwi. Określa ona czy po pierwszej rozgrywce mam ochotę na następną. Więcej o punktowaniu możecie przeczytać na tej stronie.

A zatem mój werdykt to: 5 – Chce zagrać już teraz!

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.