Skip to main content

Pierwsza krew – Summoner wars: Mistrzowie przywołań

Summoner wars: Mistrzowie przywołań to ostatnia nowa gra, którą zagrałem na zjAvie. Dokładniej to był zestaw Elfy Feniksa vs. Tundrowe Orki.

Każdy z nas wciela się Mistrza Przywołań i naszym celem jest wyeliminowane przeciwnika. W swojej turze robimy parę niezbyt skomplikowanych akcji. Wpierw dobieramy karty na rękę, by mieć ich zawsze pięć.
Następnie możemy przywołać dowolną liczbę jednostek. Szkopuł jest taki, że pojawiają się nam się koło naszego muru, a również by ich przywołać należy opłacić pewną liczbę punktów magii.
Później rozgrywają się wydarzenia: to specjalny typ kart wprowadzający stałe efekty (np. zamrożenie przeciwnika) lub tymczasowe bonusy. Karta Muru też jest traktowana jako wydarzenie. Następnie możemy wykonać ruch, maksymalnie do trzech jednostek o co najwyżej dwa pola (nie po skosie!).
Kolejną akcją jest atak, również maksymalnie trzy oddziały mogą go wykonać. W zależności czy mamy jednostkę atakującą wręcz czy na dystans możemy zaatakować wroga z którym sąsiadujemy albo oddalonego do trzech pól (zawsze atakuje się w linii prostej). Nasi wojownicy mają wartość ataku, tyloma kośćmi rzucamy, jeżeli na którejś wypadło 3 lub więcej, zadaliśmy obrażenia. Gdy rany są równie wytrzymałości – przeciwnik ginie.
Ostatnią możliwą rzeczą do wykonania jest budowa magii – odrzucamy dowolną liczbę kart, aby stworzyć stos magii. Każda zabita jednostka przeciwnika również okłada się magię.
Tyle z zasad. Nie są one jakoś trudne. Należy się zastanowić chwilę nad ruchem, możliwością kart, itp. Jedna partia to za mało, by poznać grę. Na pewno ma wiele możliwości taktycznych i kombinacyjnych, co bardzo w grach lubię. Jest też niesymetryczność stron, czyli inny element, który uwielbiam. Kolega świetnie określił planszę: “Gra się na plakacie”. Składana “plakatowa” plansza nie wygląda zbyt elegancko, ale inne elementy gry nadrabiają. Grałem orkami, w pewnym momencie elfy wytrzebiły mi wszystkie przywołane jednostki. Nie mając wystarczającej liczby punktów magii starałem się Mistrzem Przywołań uciekać od otaczających mnie oddziałów. Gdy miałem okazję używałem zdolności specjalnej Mistrza (mury zadają sąsiadującym jednostką obrażenia) lub przyzywałem jednostkę, aby zwolnić wyścig. Wreszcie udało mi się podejść pod Elfiego Mistrza i zaatakowałem go. W jednym rzucie udało mi się go powalić.

Pewno to była mało finezyjna metoda na wygraną, dlatego Summoner Wars odebrałem jako prostą grę. Jednak przy braku jednostek i magii było to możliwe najlepsze rozwiązanie. Z chęcią też bym poznał jak się gra elfami, bo tamta strona wydawała się być mocno obfita w ciekawe wydarzenia, zaś orki to typowe jednostki brnące naprzód. Również bym z chęcią poznał inne frakcje. Też ciekaw jestem, czy można mieszać je, czy orkowie mogą stanąć naprzeciw goblinom, czy jednak specjalnie są pary tych armii, bo ktoś wykalkulował sobie taki balans. Jak pisałem, gra wydaje się być mocno kombinacyjna, więc trzeba dużej liczby partii, bym napisał coś konkretniejszego. W skrócie: chcę więcej, przy możliwej okazji bym pograł.

Mój werdykt: 4 – Z chęcią spróbuje jeszcze raz

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.