Skip to main content

Niedzielne przemyślenia – Nie jestem recenzentem

Tekst miał się ukazać wczoraj, ale wiele rzeczy na głowie (w tym testy różnych gier) nie pozwoliły mi na dokończenie artykułu. Dlatego wpis figuruje jako “Niedzielne przemyślenia”.

Ostatnio na platformie blogowej ZnadPlanszy odbyła się dość ciekawa rozmowa na temat recenzji, recenzentów i wydawców. Każdy zainteresowany powinien ją wysłuchać. Ta dyskusja skłoniła mnie do tego napisania tych przemyśleń.
Otóż publicznie oświadczam wszem i wobec, że NIE JESTEM RECENZENTEM. Wiele osób może się teraz oburzyć. Jednak to prawda. No, ale jak? Przecież mam coś, co określam mianem “recenzja” i jest tego ponad 100 na tym blogu. Owszem, niektóre artykuły są nazywane recenzją z powodu braku lepszego terminu. No, to kim jestem? Jestem blogerem. Po prostu. Ten blog składa się z dużej liczby rodzajów artykułów: Pierwsza krew, Wyjęte z pudełka, felietony, cykle tematyczne (swoją drogą dawno nie było…), itp. Cały ten blog jest zlepkiem wielu pomysłów, które formuje w jakiś rodzaj wpisu.No dobra, ale czy bloger nie może recenzować? No pewnie może, ale zacznijmy może kim jest recenzent. Na moje recenzja powinna być pisana po dużej liczbie partii, w możliwie różnych warunkach, z różnymi grupami. Polecam poczytać wybrane recenzje Artura Tojzy, który zrobi świetne “przekrojówki”. Zdradzę wam pewną rzecz. Mam taką umowę z wydawcą, że od momentu otrzymania gry mam 30 dni na napisanie recenzji + 5 dni na korektę. Czasem nawet w jednym tygodniu dostaję 2-3 gry. Jeżeli widzę, że nie zdążę, to najpóźniej 10 dni przed planowaną publikacją o tym informuję. To wbrew pozorom mało. Dlatego gry z kolekcji prywatnej są nieco lepiej opisane, bo nie mam “pręgierza” nad sobą. Gram z dwoma, trzeba grupami, minimum 5-10 razy (w zależności od rodzaju gry) i napisanie recenzji zajmuje godzinę, półtorej. Przy kilku grach w miesiącu nie dam rady ograć tytułu, w sposób w jaki opisywałem. Owszem, czasem uzgadniam z wydawcą, że ogram dobrze i będzie później niż w zaplanowanym czasie, ale to wyjątki. Zatem najczęściej skupiam się na targecie konkretnej pozycji, czy trafia czy nie trafia do nich ta gra. Skupiam się na mechanice, staram się wychwycić elementy, które są wadami, itp. Jeżeli jakiś wydawca czyta ten fragment i chce zrezygnować z współpracy, bo czuje się oszukany – nie będę miał nic przeciwko.No, ale… to w takim razie kim jestem? Szczerze mówiąc nie wiem jak określić… Entuzjasta? Popularyzator? Jestem kolesiem, który lubi poznawać nowe tytuły, grać i to opisywać. Tak naprawdę jestem zwykłym gościem, który prowadzi bloga. Jednak moje zamiłowane do analizy (jak czytaliście moje felietony, w którym rozkładałem na części pierwsze rzeczy oczywiste, to odkryliście, że lubię analizować) oraz ścisły umysł w połączeniu z hobby jakim są gry planszowe powodują, że mocno zgłębiam temat. No, cóż lubię planszówki i tyle. Jeżeli gdzieś nazwałem się recenzentem, to znaczy, że kłamałem i oszukiwałem. Jestem blogerem i tyle. :)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.