Skip to main content

Dinopody – Polowanie w epoce kamienia

Polowanie w czasach epoki kamienia musiało być bardzo trudne. Nie dość, że zwierzęta były dużo większe od człowieka, to jeszcze mogło się zdarzyć, że łowca chciał przechytrzyć innych podając ich złą liczbę, nie mówiąc już o przeszkadzających w polowaniu dinozaurach (no co, Flinstonów nie oglądaliście?). Zatem by przenieść się w te ciężkie czasy warto zagrać w Dinopody.

Wyruszamy na polowanie
Omawiania pozycja to mała karcianka, w pudełku zamknięte jest 49 kart i instrukcja. Okładka gry przedstawia zwierzęta prehistoryczne wraz z poukrywanymi wśród nich dinozaurami. 
Karty są ładne, kolorowe i czytelne. Dzieciaki na pewno się ucieszą, a starsi nie stwierdzą, że to tytuł tylko dla młodszych. Miałem pewne obawy przed cienkimi kartami, ale jak widać po dwudziestu rozgrywkach trzymają się świetnie. Wszystko to jest chyba spowodowane lakierowaniem kart. Co prawda moi znajomi grają zbyt agresywnie, więc po kilku rozgrywkach zakoszulkowałem je, z obawy o ich wytrzymałość.

 
Przygotowanie jest zależne od wariantu osobowego, w instrukcji jest tabelka, która uwzględnia jakie zwierzęta nie wchodzą w skład talii, ile należy wtasować dinopodów, ile powinno być kart oraz jaką ich liczbę dostaje gracz na rękę.


Osoba, która ostatnia widziała dinozaura jest pierwszym graczem (serio!), nazywanym w grze Naczelnym Łowcą. Gdy nie ma takiej osoby, zaczyna najstarszy. Wykłada on od jednej do czterech kart określając rodzaj wyłożonych zwierząt. Oczywiście niekoniecznie to jest prawda. Każda zwierzyna występuje w określonej liczbie, co wskazuje cyfra na karcie, np. 2 mamuty, 5 tygrysów, 7 wiewiórek, 9 myszy, itp. Następny gracz może dorzucić zwierzęta tego samego rodzaju lub sprawdzić, czy poprzednik mówi prawdę. Jeżeli dorzuca, to może zdeklarować więcej niż jest naprawdę tych zwierząt, np. poprzedni gracz rozpoczął stado z dwoma niedźwiedziami, a obecny dorzucił jeszcze dwa, a w stosie jest ich cztery, zaś wszystkich niedźwiedzi naprawdę jest trzy. Wtedy wiadomo, że ktoś kantuje, więc można brnąć dalej w blefie. Jednak po pewnym czasie któryś gracz uzna, że ktoś przesadza, zatem musi go sprawdzić. W tym celu odkrywa jedną z kart, które wyłożył rywal. Jeżeli sprawdzający nie miał racji i jest to zwierzę zdeklarowane przez poprzedniego łowcę, to cały stos wyłożonych kart zabiera na rękę. Jeżeli nakrył go na kłamstwie, to stado trafia do gracza, który skłamał. Osoba, która wzięła karty jest nowym Naczelnym Łowcą i rozpoczyna nowe stado łowne.

Zdarzyć się może, że zamiast zwierza zostanie odkryty dinopod. Nie można rozpoczynać stada dinopodów, więc podszywają się one za inne zwierzęta. Po odkryciu wprowadzają one inny sposób zabierania stada. Zawsze osoba, która odkryła dinozaura bierze go na rękę i wprowadza jego efekt. Brontozaur powoduje, że poprzednik zabiera stado, ale osoba, która odkryła dinopoda zaczyna nowe stado. Pterodaktyl jest najlepszą podpuchą, bo uczestnik zabawy, który go odkrył, bierze całe stado na rękę (mimo, że nakrył przeciwnika na pomyłce). Triceratops każe wybrać osobę, która weźmie stos kart na rękę. Stegozaur powoduje podział stada między graczy (każdy po kolei bierze kartę aż do wyczerpania). Plezjozaur zwiększa stado, udajemy że nic się nie stało i zaczynamy polować na inny rodzaj zwierzęcia, osoba, która skłamie, bierze zdecydowanie więcej.

Gdy gracz zorientuje się, że ma na ręce wszystkie zwierzęta jednego gatunku odrzuca je ogłaszając, że właśnie on wymarł, np. jakby ktoś posiadał osiem susłów, to odkłada je mówiąc: “Susły wymarły”. Gdy ktoś wykłada ostatnie karty jakie ma, to następna osoba musi sprawdzić, czy poprzednik nie blefuje. Jeżeli mówił prawdę, to wygrał grę. Jeżeli nie, to cóż… gra toczy się w normalny sposób. Zatem celem gry jest pozbycie się wszystkich kart.


A co upolowaliśmy?

Zacznę nieco niestandardowo. Cechą tej karcianki jest, że jak skończymy grać i rozpoczniemy od razu następną partię, to po kilku rozegraniach będą nas boleć brzuchy ze śmiechu i stwierdzimy, że na dziś kończymy. Przy pierwszym zetknięciu z tą grą (a właściwie polską wersją gry) zagraliśmy około sześć partii.  Zatem regrywalność jest dobra, wszak to prosta imprezówka.

Zawsze po regrywalności poruszam temat skalowalności. No i to też zrobię. Fakt, że każdy wariant osobowy określa liczbę zwierząt w talii i kart na ręce oznacza, że została pod pewnym kątem zbalansowana. I to prawda, im mniej graczy tym mniej zwierząt, ale poziom blefowania ten sam, czasem dla określonej liczby osób wskazuje się, ile dinopodów wchodzi w skład talii, co daje pewne poczucie niepewności i każdy zastanawia się, co może się teraz wydarzyć. Jeżeli gracze nie mają czasu na rozdzielanie talii, mogą grać wszystkimi kartami. Jak się ta forma sprawdza? Również dobrze, co prawda nie zawsze każdy dostanie równą liczbę kart, ale może mieć dużo kart jednego zwierzęcia, więc szanse się wyrównują. Również gra jest wtedy nieznacznie dłuższa, co akurat uważam za plus :). Jedynie grę dwuosobową uznaję za nieco gorszą, zdecydowanie lepiej gra się już od trzech osób.

Oprawa graficzna jest całkiem miła, o czym wspominałem wcześniej. Trochę drażni fakt, że karty są tak cienkie, ale również pisałem, że mimo tego po ok. 20. rozgrywkach wygląda dobrze (dwie karty mają tylko lekko nagięte rogi). Zakoszulkowałem wszystkie karty, bałem się, że nie zmieszczą się one do pudełka. Obawa była nieuzasadniona. Co prawda miałem problem z włożeniem instrukcji, więc pudełko jest lekko wypchane, ale za to twardsze, więc wydaje się, że zawartość jest solidniejsza. W końcu koszulki chronią przed zniszczeniem.

A co do samej rozgrywki? To wspaniały blef i kant. Zmylanie przeciwnika jest na porządku dziennym. Ktoś dał 2 misie, następny 3, a kolejny jednego, a przecież są ich tylko 3. No to ktoś kantuje, trzeba sprawdzić. A okazuje się, że akurat poprzednik mówił prawdę. Czasem wiemy, że kłamał, ale akurat trafimy na zwierzę, które deklarował lub na dinopoda. Te ostatnie wywołują różne efekty, które są nieco niezbalansowane. Tych stworzeń ciężko się pozbyć, zwłaszcza jeśli mamy wszystkie na ręce.  Śmiech i blef, tak można zdefiniować grę. Można ją wykorzystać do różnych okazji, spotkanie rodzinne, impreza u znajomych, wyjazd na wakacje, czy po prostu filler na rozluźnienie.

Jakieś wady? Poza cienkimi kartami i różnymi stopniami efektów dinopodów? Nie stwierdziłem.

No to uczta!

Dinopody to gra blefu, która może służyć jako gra dla dzieci, filler czy też tytuł do rozgrywek rodzinnych. Mała karcianka kosztująca ok. 30 zł, przy której się mocno uśmiejemy. Polecam!

Plusy:
  • ładna oprawa graficzna
  • duża regrywalność
  • dobra skalowalność
  • wywołuje dużo śmiechu
  • niby prosty pomysł, a daje sporo zabawy
  • BLEF!!!
Minusy:
  • bardzo cienkie karty, które sprawiają wrażenie nietrwałych
  • niektóre dinopody wydają się zbyt mocne
Dziękuję wydawnictwu Cube – Factory of Ideas za egzemplarz recenzencki
http://www.factorycube.com/
 
Informacje o grze
Tytuł: Dinopody
Tytuł oryginalny: Sauries
Projektant: Nikolay Pegasov
Oprawa graficzna: Ilya Komarov
Wydawca: Cube – Factory of ideas
Wydawca pierwotny: Hobby World
Rok wydania (w Polsce): 2014
Rok wydania (oryginalny): 2013
Liczba graczy: 2 – 7
Wiek graczy: 5+
Czas rozgrywki: ok. 15 minut

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.