Skip to main content

Pierwsza krew: 7 dni Westerplatte

Ostatnio coraz częściej gry planszowe nawiązują do historii. Nic w tym zatem dziwnego, że polscy projektanci tworzą tytuły, które są związane z historią naszego kraju. Wiele z nich opowiada o trudnym okresie dla naszego państwa, czyli o II Wojnie Światowej. Nie inaczej jest z grą 7 dni Westerplatte. Na targach w Essen została zaprezentowana przez wydawnictwo G3. Bardzo mnie to zdziwiło i zachwyciło. Niemcom pokazywać pozycję o Polakach zwalczających niemiecki najazd. Niedawno miałem okazję zagrać w tę grę kooperacyjną.

Gracze wcielają się w rolę oficerów Wojska Polskiego. Podstawową czynnością jest ruch. Możemy poruszać się po drodze, która prowadzi pod mur lub do budynków. Spod muru możemy strzelać (żołnierz zawsze trafia), a każdy budynek daje jakąś akcję, np. oddalenie wojsk niemieckich, atak z moździerza, czy ustawienie miny. Po każdej turze każdego gracza sprawdza się odpowiedź Niemców. Wyciąga się kartę, może to być atak natychmiastowy (bombardowanie przez samolot) lub wystawienie nowej jednostki. Każdy żołnierz III Rzeszy ma informację na jaki tor się go wystawia (tylko jeden na torze, więc wystawia się na najbliższy wolny), jakie jednostki idą do przodu, ile ma obrażeń oraz jaką ma wytrzymałość. Niemcy niszczą mur, następnie budynki, gdy dwa zostaną zrujnowane, to Polska przegrała. Jeżeli jednak Niemcy nie zniszczyli budynków, a skończyła się siódma runda, to wszyscy wygrali (runda kończy się po zniszczeniu ośmiu niemieckich oddziałów).
Ta gra wzbudziła we mnie nieco mieszane uczucia. Moi znajomi grali na najłatwiejszym poziomie, więc uznałem, aby w trójkę zagrać na średnim. Partia została przez nas wygrana. No i co? Westerplatte przetrwało 7 dni i się poddało. I nie wiedzieć w sumie czemu. Zapas amunicji jest, cegły do odbudowywania muru są, sam mur nawet w połowie nie został zniszczony, jakaś mina się znajdzie, a nawet to zawsze można podwyższać morale (nie wspomniałem o torze morale, który w zależności gdzie znajduje się znacznik dzieje się coś złego lub dobrego) lub odpychać Niemców. Odpieramy atak bardzo dobrze i co? Po siedmiu dniach biała flaga. To bardzo kuło mnie w oczy.
Poza tym każda gra kooperacyjna kopie nas jak może. Skoro udało nam się wygrać przy pierwszej partii, to nie wiem czy będzie dalej ta gra przyciągać do następnej rozgrywki. Jeszcze jedna rzecz, do której mogę się przyczepić to podobieństwo oddziałów niemieckich. Przez to nikt nie widział, że od 2-3 tur stała w jednym miejscu haubica (to nie miało wpływu na wygraną) czy na jednym z pól stoi jednostka, co się porusza o trzy pola do przodu. Jakby karty różniły się jakimś detalem, np. kolorem tekstu czy ramki, to by uniknęłoby się tego problemu.
Reszta w tej grze jest bardzo dobra. Można dokopać Niemcom. Poza tym grafiki są naprawdę bardzo dobre. Są mroczne i przedstawiają prawdziwe oblicze wojny. Plansza jest bardzo dobrze zaprojektowana, nie ma na niej zbędnego miejsca czy zasłaniania ładnych ilustracji. Wykonanie też jest niczego sobie, karty dostatecznie grube, meeple przypominają żołnierzy z bronią, wszystko jest duże i czytelne, poza tym w grze zawarta jest doskonała wypraska, znana już z Enclave.  Mechanika jest bardzo prosta, więc warto zapamiętać zasady, dlatego sądzę, że to bardziej familijna gra, stąd też nietrudno wygrać. Z drugiej strony familijna gra o wojnie? Pewno ma ona w sobie jakąś edukacyjną wartość. Gra jest mechanicznie poprawna, nie widziałem w niej żadnych zgrzytów, poza tymi które wymieniłem. Miło jest wczuć się klimat w walki polskiego żołnierza przeciwko niemieckiemu. Wiadomo, że co-opy w większym lub mniejszym stopniu mają syndrom lidera, ale ja akurat przy tej jednej partii nie odczułem.
Pierwsza krew jest pierwszą krwią i rządzi się swoimi regułami, aby wydać osąd o tej grze bym musiał zagrać kilka(naście) partii więcej, a że nie mam tej gry w kolekcji (może będę miał), to przygodę kończę po pierwszej rozgrywce. Proponuję samemu zagrać w ten tytuł i wyrobić sobie o nim opinię.

mój werdykt: 3 – Przy okazji bym sobie pograł

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.