Skip to main content

Pierwsza krew: Speed Cups

 Mój znajomy Grzegorz pracuje w krakowskim Dragonusie. Czekałem z moją znajomą Asią aż skończy pracę, bo zbliżał się koniec jego zmiany. By umilić czas oczekiwania zaproponował byśmy pograli Speed Cups. Szczerze mówiąc byłem zmęczony i dość sceptycznie nastawiony do rozgrywki… ale szybko się to zmieniło.

Parę sekund czytania instrukcji i zasady są jasne. Każdy dostaje zestaw pięciu kolorowych kubeczków. Na środek wystawia się dzwonek, zaś potasowane karty układa się zakryte blisko graczy. Na początku rundy wystawia się kartę, na której jest pokazany jakiś układ kolorystyczny. Należy tak właśnie ułożyć kubki, kto pierwszy to zrobi, ten naciska dzwonek i zabiera kartę. Gdy stos się skończy należy policzyć zdobyte karty. Osoba mająca ich najwięcej wygrywa. Warto nadmienić fakt, że ułożenie kubków może być poziome (wszystkie obok siebie) lub pionowe (kubek na kubku).
Bardzo proste zasady. Jako, że byłem nieco zmęczony reagowałem wolniej. Asia radziła sobie całkiem nieźle, zatem jej refleks zmusił moje szare komórki do rozruchu. Lecz to mi nie pomogło, Asia wygrała. Do drugiej partii już dosiadł do nas Grzegorz, którego refleks i szybkość zawstydziła zarówno mnie, jak i Asię. Grzegorz w końcu był niegdyś barmanen.

Ogółem to gra prosta, ciekawa i dobrze umilająca czas. Jest to raczej tytuł dla dzieci lub familijna, jednak jak sam się przekonałem, dorośli też mogą przy niej wytężyć umysł. Polecam fanom Jungle Speeda, Halli Galli i wszelkim maniakom gier zręcznościowych, gdzie ważny jest refleks.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.