Skip to main content

Kochaś – miłość wśród planszy

Gry planszowe są dość zaraźliwe, nie spotkałem się z sytuacją, gdzie tylko jedna osoba z pary posiada to hobby. Prędzej czy później partner zainteresuje się planszówkami. To bardzo miłe dzielić wspólnie swoje zainteresowania z osobą, którą się kocha. Jednak nie zawsze może wyjść z tego coś wspaniałego. Co jeśli ktoś za nic w świecie nie da przegrać swojej drugiej połowie? Oto moje rozważania o kolejnym typie gracza.

Na BoardGameGeeku jest odznaka, która informuje “gram tak, by mój ukochany wygrał”. Są takie osoby, które od początku ewidentnie grają pod partnera. Każdy ruch tej osoby ma w najmniejszym stopniu zaszkodzić ukochanej osobie. Często się zdarza, że akcje są konsultowane. Intrygujące są reakcje drugiej strony. Mężczyzna najczęściej jest nieczuły na takie zagrania, aż do końca partii, po której dziękuje (najczęściej namiętnym pocałunkiem). Kobieta zaś wydaje okrzyk radości i słowa dziękczynienia za każdym razem, gdy jej mężczyzna swoim ruchem przybliżył jej wygraną. Oczywiście nie zawsze tak jest, mówię o sytuacji typowej.
Najbardziej bawi mnie postawa mesjańska. Partner specjalnie się “podkłada” drugiej połówce, aby wygrała. Od samego początku. Decyzje, które podejmuje zawsze pomagają ukochanej osobie kosztem swojego zysku. Trochę mnie to przeraża. Planszówki mają dać zabawę i radość niezależnie kto wygrywa. A tutaj ktoś specjalnie powoduje swoją przegraną, by ktoś inny wygrał…Inną ciekawą postawą jest granie przeciw wszystkim graczom, tylko nie przeciwko “kochasiowi”. Mówiąc prościej: w grach z negatywną interakcją druga połówka nie będzie atakowana. Tworzy się taki niepisany sojusz. Gdy nie ma negatywnej interakcji, to rzecz jasna w inny sposób nie zagraża się partnerowi.Jeszcze inną ciekawą sytuacją jest gdy para sobie pomaga. Naprzemiennie się podkładają, przez co raz jedna, raz druga jest liderem. Ostatnim intrygującym zachowaniem jakie zaobserwowałem, to pomoc w końcówce partii. Ten typ gracza interesuje się intensywniej tym, co się dzieje na planszy, gdy zbliża się koniec rozgrywki, a jego ukochany prowadzi. Wtedy, rzecz jasna, robi wszystko co możliwe, aby wygrał. Innym podrodzajem takiego zachowania jest pomaganie partnerowi, gdy jest liderem rozgrywki.

Myślę, że wielu z was rozumie, że można z miłości zrobić wszystko. Jednak niektóre zachowania są niemalże masochistyczne. A na pewno wszystkie psują dobrą rozrywkę (bo jak się bawić, skoro jedna osoba będzie dążyła do wygrania drugiej?). Zatem jak poradzić sobie z takim typem gracza? Uważam, że jednym ze sposobów są gry kooperacyjne. W takich tytułach wszyscy grają jako drużyna, więc każdy każdemu musi pomagać. Skupienie się na pomocy tylko i wyłącznie drugiej połówki będzie w takich grach bardziej akceptowalne. Jeżeli jednak nawet i tutaj taka sytuacja jest drażniąca, polecam jakiś tytuł z ukrytą tożsamością: Avalon, Bang!, Sabotażysta, nawet Pędzące żółwie. Teraz nie wiadomo kto jest kim i po jakiej stronie gra ukochana osoba, więc nie można jej pomagać.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.