Skip to main content

28. Noc Planszówek w Bydgoszczy – Relacja

Już jest po. Po tej nocy. Po całonocnym obcowaniu z grami planszowymi. Wpierw sprawdzenie listy oczekiwań i zestawienie z rzeczywistością:

  1. Kręcenie beki z Pawła – było
  2. Spotkania ze znajomymi – było. Pogadałem trochę z Mateuszem i Rafałem. Oczywiście byli Fleschu i BeeRee z Poltera. Był też Mariusz wyjaśniający nam zasady Suburbii.
  3. Wystartowanie w Turnieju – nie było. Za bardzo wkręciłem się w granie.
  4. Wygranie gry w loterii. – nie było :-(
  5. Zagranie w prototyp Slaviki 2 – było
  6. Poznanie nowych tytułów – było
Czyli bilans raczej na plus. Byłem o 18:50 na miejscu imprezy. Nie było wiele osób, a poza przedstawicielami Pegaza nikogo nie znałem (no może z twarzy…). Zatem zająłem miejsce, wyjąłem aparat i zrobiłem parę zdjęć. Wydaje mi się, że nowe miejsce do rozgrywek jest zdecydowanie mniejsze niż poprzednie. Jednak przestrzeni nikomu nie brakowało, bo gdzieniegdzie były puste stoliki. Na pewno jest wyższe, więc każdy może złapać więcej powietrza.
W międzyczasie pojawiło się paru ludzi, których znam i porozmawiałem z nimi. 19.30. Przyszedł BeeRee z narzeczoną. I pierwsze pytanie: “W co gramy?”. Na zdjęciach widać, że wybór gier jest spory. Jednak my chcieliśmy coś nowego. Optowałem za Panic Lab, chciałem też ich poduczyć w Gwiazdy są w porządku. Jednak inne gry trafiły na stół. Loch Ness od Granny i Suburbia od Planszóweczka.pl. Obie gry są interesujące.
Loch Ness był dla mnie całkowitą nowością i gra jest dość pomysłowa, opiszę ją pewno niedługo w Pierwszej Krwi. Suburbię grałem już wcześniej, ale nie pamiętałem zasad. Na szczęście dołączył do nas Mariusz i nie musiałem wyjaśniać zasad. A zrobił to bardzo dobrze.
Jak nie mieliście okazji rozegrać żadnej partii tego tytułu, to żałujcie. Generalnie w pozycji tej rozbudowujemy jedną wielką metropolię, każdy swoje osiedle (albo jakąś część, nie ważne jak to nazwiemy), w grze jest mało interakcji, więc należy uważać, bo niektóre kafelki działają na wszystkie obiekty (licząc te u przeciwników) i jak ktoś przegapi, to może nie otrzymać dodatkowych punktów. Kupując odpowiednie sześcioboczne kafelki, które symbolizują jakiś budynek lub obiekt w mieście (np. Park Miejski, Liceum, Wysypisko) należy tak je łączyć ze sobą, aby dawały największe bonusy, co prowadzi do wzrostu populacji. Oczywiście wygrywa osoba mająca najwięcej ludzi w swojej dzielnicy, jednak nie jest takie proste, bo po przekroczeniu pola oznaczonego czerwoną linią spadają natychmiastowo dwie ważne statystyki: przychód i reputacja. Pierwsza określa ile pieniędzy na koniec tury dostaniesz, druga zaś o ile powiększy się twoja populacja. Mogą być wartości minusowe.
Kiedy radośnie pogrywaliśmy w Suburbię odbyła się loteria gier. Każdy bilet jest losem. Zaczynając od gier o małych gabarytach do coraz większych wylosowuje się osobę, która dostaje dany tytuł. Niestety, w nowym miejscu imprezy jest bardzo kiepska akustyka, więc nie słyszałem jakie numery padały, ani jakie gry były w puli, a zatem nie wiem nawet ile ich było. Mogłem nawet zostać wylosowany, chociaż myślę, że moi znajomi z nieco lepszym słuchem, by powiedzieli, że coś wygrałem.
Po skończonych rozgrywkach obu tytułów padło tradycyjne pytanie: “Co dalej?”. Chcieliśmy poznać Slavikę 2. Paweł Kurnatowski był zajęty, bo akurat odbywał się turniej Jungle Speed Safari. Nieco pochodziliśmy, rozglądaliśmy się jak się ludzie bawią, a ja postanowiłem to uwiecznić moim aparatem. Jakiś czas później postanowiliśmy zagrać w Hanabi. Szybki rzut okiem na instrukcję i już pamiętam jak się w to grało. Szło nam źle, w pewnym momencie zepsułem sprawę, bo myślałem, że BeeRee wie jaki kolor ma jego karta. Druga rozgrywka została przerwana przez Pawła, który przyszedł z prototypem. Pokazał nam, powiedział jak w to się gra i co? Rozegraliśmy partię. Oczywiście w Pierwszej Krwi będzie.
Po rozgrywce wyraziliśmy opinię o grze, porozmawialiśmy z Pawłem, powiedział nieco o planach wydawniczych (ale w sumie nic ponadto, co już wiadomo), przedstawił śmieszne anegdoty z swojego życia, mówił też o pracy w wydawnictwie. Ogółem dość ciekawe i śmieszne były te opowieści. Dołączył się też do nas Jabbas, czyli właściciel Pegaza. Również dodał parę słów do naszej rozmowy. Ogółem w radosnym tonie trwaliśmy, kiedy BeeRee i Fleschu stwierdzili, że muszą iść. 20 minut po północy, jeszcze ok. 2h imprezy. Ale samemu? Bez sensu. Postanowiłem też pójść do domu.
Ogólne wnioski i konkluzje? Dużo osób, dużo zabawy, dużo gier, dużo śmiechu. Absolutnie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Gry rodzinne, imprezowe, fillery, a także ciężkie mózgożery. Na sali było dużo osób z dziećmi, a na pewno nikt nie przyszedł tutaj sam. Wspaniała impreza na nocne granie, w sam raz dla planszówkomaniaka. Zatem, do następnego! :)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.