Skip to main content

Zombicide – Gdy horda puka do drzwi…

Zombie to bardzo modny temat, sporo książek, gier wideo, komiksów, filmów, a nawet piosenek nawiązuje do ożywieńców. Dziwne, że jeszcze one chcą jeść mózgi, mi by się przejadły. Według mnie to dość mocno wyeksplorowana tematyka, ale powinno dziwić nikogo, że wkroczyła ona w planszówki. Tytułów z żywymi trupami jest dużo, zaczynając od rodzimych Zombiaków, przechodząc przez Zombi: Ratuj się kto może, a kończąc na City of Horror. Dlatego jak usłyszałem o Zombicide, nie bardzo zainteresowałem się grą, a gdy zobaczyłem cenę polskiej edycji (odpowiedzialne za nią jest wydawnictwo Black Monk, które jest znane przede wszystkim z serii Munchkin), to już w ogóle chciałem zapomnieć o tym tytule. Na szczęście moje zdanie zmieniło się po pierwszej rozgrywce. Szybko nabyłem swój egzemplarz i po zagraniu paru partii napisałem tę oto recenzję.

Jaki zombie jest, każdy widzi
Okładka przedstawia grupę ocalałych, która jest stoczona w jedną kupę siecze hordę zombie próbującą ich dopaść. Dominującym kolorem danej ilustracji jest czerwony, który bardzo fajnie do niej pasuje.
Gra bardzo dużo kosztuje, a to wszystko za sprawą komponentów. Pudełko zawiera bardzo dużo figurek (łącznie 71), w których można znaleźć ocalałych i 4 rodzaje zombie: Szwendacz, Łowca, Spaślak i Plugastwo. Warto dodać, że zombie każdego rodzaju ma kilka „modeli postaci” różniących się płcią, postawą i ogólnym wyglądem. Mimo tego łatwo ich odróżnić (przede wszystkim po wielkości figurki). Cóż jeszcze mamy w pudełku? 9 dwustronnych kafli planszy, każdy scenariusz ma przypisaną planszę, która jest „modułowa”. Dużo kart: przedmiotów, rany, namnażania zombiaków. Planszetki postaci wraz znacznikiem doświadczenia. Trochę znaczników: hałasu, celu, drzwi, namnażania zombie, pierwszego gracza i wyjścia. Jak widać trochę tego jest i mimo sporej ceny, to jednak nikt tutaj nie daje jej nad wyrost. Trochę może urazić nasze estetyczne uczucie, że polskie pudełko to angielskie z odpowiednimi naklejkami.
Wszystko jest wykonane bardzo starannie, zatem jakość oraz trwałość elementów nie ma co się martwić. Karty dobrej jakości, żetony dostatecznie grube, a figurki wytrzymałe.
Cel: przetrwać!
Zombicide to kooperacyjna gra, w której wykonujemy określony scenariusz. Gracze przegrywają, gdy wszyscy zostaną wyeliminowani, a wygrywają od razu gdy spełnią warunki scenariusza. Runda jest podzielona na dwie fazy: graczy i zombie. W pierwszej z nich każdy gracz po kolei wykonuje do trzech akcji. Jako, że to gra kooperacyjna warto swój ruch skonsultować ze współtowarzyszami. Każdy może wykonać kilka czynności.
Podstawową akcją jest przemieszczanie się z strefy do strefy. W budynku za strefę uznaje się pokój, zaś na zewnątrz jest to obszar pomiędzy pasami. Nie jest możliwe poruszanie się na ukos. Jeżeli chcemy przejść przez obszar, w której znajdują się zombie, to tracimy jedną akcję za każdego zombiaka. Zatem ucieczka z strefy mająca 3 lub więcej zombie oznacza jedno: śmierć.
Inną czynnością jaką można wykonać to przeszukiwanie. Można to zrobić tylko w budynku, pod warunkiem, że w pokoju nie ma zombie. Przeszukiwanie można zrobić tylko raz na turę. Poza ciekawymi przedmiotami, broniami czy ulepszeniem broni możemy znaleźć również  zombiaka…
Możemy także otworzyć drzwi. Oczywiście wpierw muszą być zamknięte i musimy mieć odpowiedni sprzęt, by to uczynić. Otwarte drzwi są rozwalone, więc nie da się je ponownie zamknąć. Niestety, zawsze w budynku czają się umarlaki, więc do każdego pokoju losuje się kartę namnażania, a potem umieszcza się figurkę odpowiedniego stwora.
Skoro trwa zombie-apokalipsa, to logiczne, że będziemy zabijać ożywieńców. Możemy to zrobić dzięki broni dystansowej lub służącej do walki w zwarciu. Zombiak może otrzymywać obrażenia jedynie od broni zadającą konkretną liczbę ran. W innym wypadku ignoruje rany. W przypadku broni dystansowej nie można wybierać celu, ale rany zadawane są w następującej kolejności: współtowarzysze, szwendacze, spaślaki lub plugastwo i łowcy. Za zabijanie zombie dostaje się odpowiednie doświadczenie, które po przekroczeniu pewnego progu pozwala na uzyskanie dodatkowych zdolności.
Jeżeli znajdujemy się w jednej strefie z innym bohaterem, możemy poświęcić akcję na wymianę. Według instrukcji można wymienić się dowolną liczbą kart oraz za darmo przeorganizować ekwipunek. Normalnie reorganizacja ekwipunku wymaga również akcji. Za darmo możemy zrobić porządek w naszym inwentarzu również, gdy znaleźliśmy przedmiot korzystając z przeszukiwania
Następną akcją jest zebranie znacznika celu. W zależności od scenariusza będzie on miał różne funkcje,  np. może dawać punkty doświadczenia. Niektóre z naszych akcji generują hałas, ale jeżeli chcemy przyciągnąć gdzieś zombiaki, to możemy narobić hałasu, wtedy kładziemy również znacznik hałasu. Rzadko kiedy możemy pozwolić sobie na taki luksus, ale czasem musimy spasować, wtedy automatycznie kończymy rundę, a nasze pozostałe akcje przepadają.
Inne akcje związane są z samochodami, które czasem występują w grze. Wóz możemy przeszukiwać, prowadzić, zamienić się miejscami podczas jazdy, a także wejść lub wyjść z samochodu.
Niestety, zombie nie pozostaje w tyle i również ma swoją turę. Wpierw wykonują atak, jeżeli co najmniej jeden zombiak jest na polu wraz z graczem, to za każdego zombiaka postać dostaje ranę. Karta rany zastępuje dowolny przedmiot ekwipunku, tym samym zmniejszając maksymalną liczbę posiadanych przedmiotów. Kiedy mamy dostać drugą ranę, postać została wyeliminowana. Zatem w praktyce gdy jesteśmy na polu z dwoma zombie oznacza to dla nas śmierć. Wszystkie zombie z pola atakują, więc one uczestniczą w uczcie.
Jeżeli zombie nie atakował (lub nie ogarnął go „głód krwi”) to wykonuje ruch. Umarlaki zawsze idą najkrótszą drogą do bohatera, którego widzą. Jeżeli nie mają nikogo w zasięgu wzroku, to kierują się do miejsca, z którego dobiega największy hałas. Gdy do danego miejsca prowadzi więcej niż jedna droga (zakładając, że każda jest tak samo długa), to grupa zombie się rozdziela. Czasem należy dostawić figurki, aby grupy były równe.
Następnie należy ożywieńców namnożyć. Każdy scenariusz ma punkty, z którego wyłażą monstra, dla każdej strefy (zaczynając od losowo wybranej, a każdą następną w kolejności ruchów zegara) ciągnie się kartę namnażania. Sprawdzamy na jakiej strefie zagrożenia znajduje się znacznik doświadczenia osoby, która ma go najwięcej (niebieski, zółty, pomarańczowy lub czerwony) i z tej części na karcie bierzemy odpowiednią liczbę i rodzaj przychodzących zombie. W szczególnym przypadkiem jest jak zombie dostaną dodatkową turę lub wychodzą z studzienek.
Wielka siekanina zombiaków

O jakości, oprawie graficznej i trwałości elementów wspomniałem. Jest to naprawdę wysoki poziom. Różnorodność i szczegółowość figurek jest absolutnie interesująca. Plansze są zrobione z równie ciekawą dbałością, mamy na podłodze krwawe ślady stóp, rozszarpane zwłoki czy ulotki informujące o zbliżającym się zagrożeniu.
Zasady są dość proste, da się je wyjaśnić w kilka minut. Parę akcji takie jak ruch, przeszukiwane czy atak. Część z czynności, np. reorganizacja ekwipunku czy przekazywanie przedmiotów jest intuicyjna. Po tym wszystkim następuje faza zombie: ich ruch lub atak, a następnie namnożenie. To wszystko bardzo proste i w większości logiczne. Bardzo podoba mi się mechanizm ruchu zombie, te stworzenia zawsze starają dojść do celu najkrótszą drogą. Co prawda podział zombie na grupy i dorzucenie figurki by drużyny były równe wydaje się mi mało sensowny (a broń Boże przed tym, że dołożona figurka będzie ostatnią…). Tak samo zasada, że strzelamy wpierw do swoich…
Mimo prostoty zasad nad wypełnieniem zadania scenariusza trzeba trochę pogłówkować. Jest to gra kooperacyjna, zatem przemyślcie dokładnie swój ruch. Wiem, że każdy ma swoje indywidualne tury, w której porusza swoją postać, jednak gracie jako grupa, więc się naradzajcie. Nie może być tak, że ktoś powie „Ja mam wasze rady gdzieś i zrobię po swojemu”, z drugiej strony nie może być też tak, że jedna osoba dyktuje co macie robić. Wiem, że w kooperacji często można napotkać na problem lidera, ale warto go niwelować poprzez wspólne narady.
Niestety, zombie apokalipsa jest bardzo nieprzewidywalna i mimo najlepszego planu nie da się przewidzieć wszystkiego. Dlatego bardzo często losowość będzie dawać w kość. Owszem, po jakimś czasie będziemy pamiętać, że umarlaki mogą wyjść ze studzienek czy niektóre rodzaje mają dodatkową turę, ale grając zbyt ostrożnie może okazać się, że jesteśmy otoczeni i zablokowani przez zombie. Zresztą to nie jedyny problem losowości. Najbardziej drażniące jest poszukiwane upragnionego przedmiotu. Szukamy, a tu nic nie ma. A nie daj Boże podczas przeszukiwań znajdziemy przyczajonego szwendacza…
W pewnym momencie nasze postacie będą ginąć. I tutaj też Zombicide ma spory minus, Jedyne co może gracz zrobić po swojej śmierci to wpatrywać się jak inni grają lub dawać rady swoim współtowarzyszom. Niestety, nie jest to miłe uczucie być wykluczonym z rozgrywki. Podczas pierwszej gry ze znajomymi, gdy pewna osoba się poświęciła, aby reszta zdążyła zrobić zadanie ze scenariusza, była bardzo zaskoczona, że nic już jako postać nie może zrobić. Nawet postać nie wraca jako zombie, a nawet jeśli tak, to tylko należy już do anonimowej hordy.
Tematyka rzeczywiście jest już oklepana, ale to najlepsza gra z zombie w roli głównej, w którą grałem (nie było tego dużo). Tematyka jest jasna jak słońce: zombie. Nie jest to jakieś tło jak w serialu The Walking Dead, w którym mimo hord szwendaczy, głównym problemem są wewnętrzne spory, o nie! Jest zombie-apokalipsa, a waszym zadaniem jest przeżyć.

Gra zachwyciła mnie swoją modułowością, możemy sami wymyślać scenariusze. W instrukcji mamy ich dziesięć oraz sporą liczbę oficjalnych scenariuszy internetowych, nie mówiąc już o wersjach fanowskich. Każdy scenariusz to inna plansza, inne ułożenie elementów, inna lokalizacja początkowa, inne miejsca wychodzenia ożywieńców, wreszcie inne zadanie. Za każdym razem wybieramy inną postać, planujemy inaczej swoje działania, inaczej też będą się pojawiać zombiaki. Zatem regrywalność jest niemalże nieskończona. A co ze skalowalnością? A ma się dobrze. Scenariusz jest pod konkretną liczbę osób, więc ewentualne problemy ze skalowalnością pominięto przez takie zagranie. Jednak i tak w obrębie scenariusza jest ona dobra.
Giń, wredny ożywieńcu!
Zombicide jest bardzo ciekawą grą kooperacyjną. Proste zasady, wysoka jakość wydania, ciekawy klimat… To wszystko przyciąga do tej gry. Jednak odstrasza losowość i cena. Decyzję zostawiam wam, poznajcie grę. Ja się skusiłem i mimo wysokiej ceny zakupiłem grę. Nie żałuję, bo przekłada się ona świetnie na dawaną frajdę.
Plusy:
  • klimat gry
  • mroczna oprawa graficzna
  • bardzo dobra jakość produktu
  • mechanika (szczególnie ruch zombie)
  • proste zasady
  • dostarcza dużo zabawy oraz trzeba chwilę nad ruchem pomyśleć
  • dobra regrywalność i skalowalność
Minusy:
  • losowość
  • wykluczenie z rozgrywki po śmierci
  • zasada, że wpierw strzelamy do swoich…
Ocena: 9/10

Informacje o grze
Tytuł: Zombicide
Projektant: Raphaël Guiton
Jean-Baptiste Lullien
Nicolas Raoult
Oprawa graficzna: Édouard Guiton
Mathieu Harlaut
Eric Nouhaut
Wydawca: Black Monk
Wydawca pierwotny: Cool Mini Or Not
Rok wydania (w Polsce): 2013
Rok wydania (oryginalny): 2012
Liczba graczy: 1 – 6
Wiek graczy: 13+
Czas rozgrywki: ok. 60 minut

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.

  • wyzimir

    Jak duże są figurki i jaką mają średnicę podstawki?

  • Marek Adamczyk

    A grałeś w Last Night on Earth? Jest dużo lepsze od Zombicide.

    Jeśli chodzi o Zombicide… Kontrolowanie
    tylu zombiaków (nawet automatycznie, według instrukcji) jest uciążliwe,
    przy czym łatwo popełnić błąd i wtedy cała rozgrywka idzie się paść.

    Spaślaki
    się rozdzielają jeśli dwie ścieżki mają tą samą długość – co to ma być?
    Nie dość, że tego gościa trudno załatwić, to jeszcze się klonuje na
    zakrętach…

    W dodatku gra bardzo droga. Pewnie przez mnogość figurek.

    Także
    prędzej na kompa z taką grą, niż na planszę. Na kompie można za darmo
    stworzyć tyle figurek ile trzeba oraz ruchów zombie nie musi przeliczać
    człowiek.

    • Zauważ, że pisałem tę recenzję 4 lata temu :). Nie grałem Last Night on Earth, to jest tytuł Flying Froga, o ile się nie mylę? Jakoś ich gry, poza Shadows of Brimstone, do mnie nie trafiają.

      Jakoś kontrolowanie zombiaków nie sprawiało mi problemów, robi ich się za dużo dopiero pod koniec gry, jeżeli przeszukiwaliśmy dużo i nie mieliśmy czasu czyścić planszy, wtedy nawet może zabraknąć figurek. Nie mniej klonowanie jest wkurzające.

      Osobiście polecam Black Plague, poprawiono niektóre drażniące elementy i wprowadzono ciekawe niuanse dające lepsze wrażenia z gry.