Skip to main content

Jungle Speed Safari – głodujące zwierzęta w dżungli

Wszyscy lubią szybkie działanie systemu – zwłaszcza ja. Szybkość, szybkość, szybkość.
 Steve Ballmer
Jungle Speed Safari to nowa gra z serii Jungle Speed, która różni się dość mocno od innych tytułów spod tego znaku (bowiem były to tak naprawdę inne modyfikacje graficzne i tematyczne). Zmienia się mechanika dość interesująco: bowiem zbieramy teraz karty oraz mamy aż 5 totemów. Zaintrygowani? No to zapraszam na safari!

 

Welcome to the Jungle
Jungle Speed Safari, podobnie jak starsza gra z tej serii jest zapakowane w pudełko dość wątpliwej jakości. Po prostu tektura jest za cienka i ulega łatwej deformacji. Na okładce jest ładna i kolorowa grafika przedstawiająca dżunglę oraz żyrafę i papugę. Zaciekawi ona dzieci, a nie jest też zbyt cukierkowa dla starszych. Elementy gry możecie zobaczyć w unboxingu: karty, totemy, instrukcja i woreczek. Wszystko wykonane na ogółem dobrym poziomie. Choć wydawca zmienił nazwę z totem na djembe (jest to owy totem ścięty w połowie, przez co przypomina słynny afrykański instrument), to ja zostaję przy starym nazewnictwie.
Łap żarcie!
No, ale o co chodzi? Na początku trzeba rozdzielić stos kart pomiędzy graczy. W grze mamy kilka rodzajów kart, z czego większość z nich zawiera zwierzęta, każdy rodzaj kart ma przypisaną jakąś akcję. Gracze po kolei wyciągają ze swojej talii wierzchnią kartę i obracają kładąc ją przed siebie (jak w tradycyjnym Jungle Speed). Stos odwróconych kart nazywa się stosem zdobyczy, trzeba ich mieć jak najwięcej. Według instrukcji zaczyna osoba najlepiej udająca obieranie banana. Gdy pojawi się zwierzę na białym tle, to nic się nie dzieje, po prostu zdobyliśmy tę kartę.

Jeżeli zwierzak jest zaś na niebieskim tle, to jest ono głodne i trzeba je nakarmić, każdy z graczy łapie totem z symbolem pożywienia przypisanego do danego zwierzęcia (Żyrafa – liście, małpa – banan, tygrys – mięso, pelikan – ryba, mrówkojad – mrówka). Przy czym te totemy są tak sprytnie pomieszane kolorystycznie, że często wyciągając pelikana będziemy łapać mięso (pelikan je ryby, ryby żyją w wodzie, więc niebieski, a tu mamy mięso) lub zamiast bananem będziemy karmić małpę mrówkami (totem mrówki jest żółty niczym banan). Osoba, która jako pierwsza złapała odpowiedni totem dołącza kartę głodnego zwierzęcia do zdobyczy. W porównaniu z tradycyjną wersją tej gry, nie ma kar za zły ruch.

Karta z czerwonym tłem przedstawia wściekłe zwierzę, więc musimy je odegrać za pomocą gestów i odgłosów, by się uspokoiło. Osoba, która zrobiła to najpóźniej oddaje swoją kartę zdobyczy na środek, pomiędzy totemy. Wściekłe zwierzę zabrało zdobycz i staje się ona padliną (usuwana jest karta z gry).

 

Pojawić też się może kameleon, który jest kartą na tyle specjalną, że ma dwa warianty. Pierwszy z nich (dziki kameleon) mówi, że trzeba dotknąć cokolwiek w koloru kameleona, ale pod warunkiem, że nie jest to część garderoby innego gracza oraz element związany z grą. W drugim zaś (szybki kameleon) należy złapać totem koloru kameleona. Niezależnie od wariantu, pierwsza osoba, która spełniła warunek zadania otrzymuje tę kartę jako zdobycz.
Pora, gdy zwierzęta idą na żer sprzyja polowaniu, więc pojawia się czasem również łowca. Osoba, która wyciągnęła tę kartę próbuje dotknąć czyjegoś stosu zdobyczy i w ten sposób zgarnia wierzchnią kartę do siebie. Pozostali gracze chronią swoją zdobycz poprzez zasłonięcie talii ręką, więc może się zdarzyć, że łowca nic nie upoluje. Może wystąpić też sytuacja, gdzie łowca dotknie swojego stosu zdobyczy i wtedy strzela sobie stopę, kartę łowcy trzeba dać na środek.
Karty ze środka z góry są skazane na stratę, ale również są kartęy z hieną (z czego co rozumiem jest to promo pack, ale skoro go dostałem wraz z grą i również o tym wspomnę w recenzji). Gdy ta karta się pojawi, wszyscy starają się dotknąć środkowego stosu, osoba która to zrobi jako pierwsza dołącza go do zdobyczy.
W momencie, gdy któremuś graczy kończy się talia następuje koniec gry. Należy wtedy przeliczyć stos zdobyczy, posiadacz największej liczby kart w tej talii wygrywa.
Hieną nie jestem, padliny jest nie będę
Nie można powiedzieć czy Jungle Speed Safari jest lepsze lub gorsze od swojego poprzednika. Jest inny. Zmiany mechaniczne są bardzo interesujące, każda osoba, która w to grała była zadowolona z rozgrywki. Plusem tego tytułu jest na pewno fakt, że jest świetny przy mniejszej liczbie graczy. Tak, tak! Już od dwóch osób jest bardzo interesująca partia, a zwykły Jungle Speed dla dwóch był naprawdę słaby. Do gry przy kameralnym gronie polecam wersję ze zwierzakami, a na większe imprezy zwykłą. Dodatkowo zwierzęta według mnie są przystępniejsze do gry dla dzieci niż jakieś wzorki czy symbole.
Wadą tej gry jest niesamowicie niska liczba kart. Przy trzech osobach bardzo szybko te karty znikały, nie mówię już o innych wariantach osobowych. Przez co partia trwała mniej niż pięć minut. Nie wiem czy przez co nie była wymuszany syndrom każdej dobrej gry imprezowej, czyli “jeszcze jedna partia”. Nie jest to pewno wadą, ale cechą gry: z powodu dużej liczby totemów i ich niewielkiego rozmiaru podczas szybkich ruchów często są one strącane.
Nie przedłużając bardziej tego tekstu: Jungle Speed Safari to bardzo fajna gra na mniejsze imprezy. Fani poprzedniej części się nie zawiodą, a nieznający tegoż tytułu (a są tacy?) również się ucieszą. To pozycja wzbudzająca śmiech i radość podczas rozgrywki.
Grę przekazało wydawnictwo REBEL.pl
Tytuł: Jungle Speed Safari
Projektant: Thomas Vuarchex
Pierrick Yakovenko
Oprawa graficzna: Thomas Vuarchex
Wydawca: REBEL.pl
Wydawca pierwotny: Asmodee
Rok wydania (w Polsce): 2013
Rok wydania (oryginalny): 2013
Liczba graczy: 2 – 6
Wiek graczy: 5+
Czas rozgrywki: ok. 15 minut

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.