Skip to main content

Pierwsza krew – Chłopska Szkoła Biznesu

Chłop potęgą jest i basta.
Stanisław Wyspiański, Wesele


W 25 czerwca 2013 r. w Liceum Ogólnokształcące nr VII im. Zofii Nałkowskiej w Krakowie byłem wraz kolegą Lindalem miałem przyjemność spędzić dwie godziny z uczniami tej szkoły. Naszym zadaniem było zorganizowanie im czasu z grami planszowymi, ale głównym daniem była Chłopska Szkoła Biznesu.

O tej grze słyszałem parę dni temu od samego Lindala, ale jak to wygląda i działa dowiedziałem się podczas tej “imprezy”. Pudło gry jest spore i ciężkie. Tytuł jest przeznaczony dla dużej liczby osób, według opakowania od 12 do 30. Tak, tak. W innych tytułach liczba dwunastu graczy jest co najwyżej górną granicą, a i to bywa rzadkie. Do gry jest potrzebna spora przestrzeń, my mieliśmy klasę, a ławki ustawiliśmy na boki, by swobodnie się poruszać.

Uczestnicy zabawy wcielają się w rolę z jednej trzech grup rzemieślników: Kowali, Piekarzy lub Tkaczy. Należy podzielić się tak, aby liczba członków każdego zawodu była równa. Twórcy gry zaprojektowali karty graczy w formie identyfikatorów zawieszonych za rzemykach. Jest to fajne rozwiązanie, bo od razu widać kto jest kim.

 

Gracze będą produkować przedmioty, uczestniczyć w wyprawach handlowych oraz wymieniać towary na jarmarku. Walutą w tej grze są Złote Górskie, ale także równowartość pieniężna z produktów. Głównie w tej grze chodzi się po sali i handluje z innymi uczestnikami. Celem jest zdobycie jak największej liczby punktów.
Wrażenia?
Niestety, ja nie byłem uczestnikiem zabawy. Stałem z boku, ponieważ ze względu na dużą liczbę osób uznaliśmy, że jest przypisana jedna rolę na parę, a ja nie miałem nikogo do pary. Za to chodziłem i robiłem zdjęcia. Przez pierwsze kilka minut nie bardzo orientowałem się o co chodzi, bo w tą grę nie grałem,  ani w ogóle nie znałem. W pewnym momencie Lindal uświadomił mnie, że duża grupa uczniów z tyłu, to nie kolejka do bankiera, ale wymieniający się towarami ludzie. Jako fotograf chodziłem przysłuchując się jak siedemnastoletnia młodzież silnymi argumentami i dobrą dyskusją stara się ubić korzystny dla nich interes. Takie podejście tych młodych osób mogło wynikać, że ta gra jest im znana, a może dobrych postaw edukacyjnych? W każdym razie radzili sobie świetnie.
W połowie gry już zrozumiałem zasady. Rzemieślniczy produkują przedmioty, wymieniają się na targu, by mieć możliwość wyjazdu handlowego w celu zarobku. Niektóre akcje wymagają poświęcenia karty, która jest jednostką czasu. Tak mniej więcej, w skrócie. Jak ktoś chce zapoznać się dokładniej o co chodzi w tej grze, niech się zapozna z instrukcją.

 

Ze względu na dużą liczbę graczy, ten tytuł raczej się nie sprawdzi w celach prywatnych (o ile wiem, to na razie nie ma go w sklepach, ale to może się zmienić). Jednak ta gra POWINNA być w każdej szkole, która posiada profil klasy związany z przedsiębiorczością. Byłem pod wrażeniem, gdy widziałem jak te osoby się wymieniają, handlują i robią interesy. Można wykorzystać w praktyce zdobytą na lekcjach wiedzę. Gra do 30 osób, to przecież tyle posiada klasa. W dodatku twórcy gry nie kryją się, jaka główna idea im przyświecała, ponieważ piszą, że “Celem podejmowanych działań było przede wszystkim tworzenie i promowanie edukacyjnych standardów kształcenia dla przedsiębiorczości z przywracaniem pamięci lokalnej historii”. Gra Chłopska Szkoła Biznesu to idealny przykład edukacji poprzez gry planszowe. Jak mnie czyta jakiś dyrektor, to już wie w co ma inwestować ;)
Informacje o grze
Tytuł: Chłopska szkoła biznesu
Projektant: Piotr Idziak
Sebastian Wacięga
Oprawa graficzna: Agnieszka Buława-Orłowska
Stefan Hamiga
Wydawca: Małopolski Instytut Kultury w Krakowie
Rok wydania: 2010
Liczba graczy: 12 – 30
Wiek graczy: 12+
Czas rozgrywki: ok. 45 – 60 minut

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.