Skip to main content

Wyjęte z pudełka: Chaos w Starym Świecie

A mury runą, runą, runą, i pogrzebią stary świat.
Jacek Kaczmarski, Mury

Uważam się za fana Warhammera i dziwi mnie fakt, że dopiero wczoraj zdobyłem grę Chaos w Starym Świecie. Nie miałem wcześniej do czynienia z grami wydawnictwa Fantasy Flight Games (no dobra, miałem z Talismanem, ale nie mam swojego egzemplarza, więc nie rozpakowywałem), zatem nie wiem czy do wszystkich gier podchodzą jak do tego tytułu. Rozpakowywanie zrobiło na mnie tak spore wrażenie, że postanowiłem z wami się podzielić z przeżyciami.

Zmieniona okładka?

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to zmieniona grafika na okładce. Kiedy czytałem recenzje lub oglądałem videocasty angielskiego wydania każdy zachwalał niepozorną ilustrację na okładce, która przypomina spaloną skórę. Nie wiem co kierowało Galaktą na taką zmianę. Czyżby uznano, że poziom brutalności w tym tytule jest tak spory, że nie warto zachować oryginalnej okładki? Jednak spalona skóra z znakiem Chaosu namalowanym za pomocą krwi jest bardziej klimatyczna niż horda przebrzydłych demonów Nurgle’a (jeden z Mrocznych Panów). Z chęcią się dowiem czemu wypalona skóra jest zła, a grupa demonów już spoko :) [Edit: już wiem, zmieniona okładka to II wydanie, czyli międzynarodowe]

Największy woreczek strunowy jaki widziałem

Pudełko baaaaaaaardzo nie chciało się otworzyć. Po chwilowej męczarni ujrzałem zawartość gry. Myślałem, że chociaż na instrukcji uświadczę tę spaloną skórę, ale niestety nie… zatem już ten temat zostawię w spokoju. Pozytywnego “szoku” doznałem, gdy ujrzałem planszę w bardzo dużym “worku” strunowym. Z ciekawości wyjąłem planszę z tego worka (małe opory, ale znośne) i rozłożyłem. Jest tak duża, że nawet mój kot się nią zainteresował. W zdumienie wprawił mnie również fakt, że wypraski były zafoliowane. Muszę przyznać, że to genialny pomysł, ponieważ zdarzyło mi się, że elementy były już poza wypraską, a dopiero co rozpakowałem pudło. Dalej znalazłem w niesamowicie wąskiej przegródce parę kart, kości i figurki (wszystko we woreczkach strunowych).

Klimatyczna wytłoczka i wąska przegródka

Nie czekając długo zabrałem się za demontaż. Jestem osobą, która lubi mieć wszystko odpowiednio popakowane, dlatego karty mam w koszulkach, a wszystkie inne elementy w woreczkach. Pierwsze co zrobiłem, to wyjąłem cztery kółka, które się montuje na planszy. Zapinki do nich były w osobnym woreczku. Miałem podobne doświadczenie w montowaniu kółek podczas rozpakowywania gry Tzolk’in: Kalendarz Majów. Nie było żadnych problemów z montażem tych kółek. Po ich umieszczeniu w odpowiednie miejsca sprawdziłem jak chodzą, wszystko sprawowało się dobrze (choć test chodu nie dawał takiej frajdy jak w przypadku Tzolk’ina).

W prawym górnym rogu znajduje się kod wypraski

Po zamontowaniu kółek wziąłem wypraskę i zauważyłem, że są one znaczone. Przyjrzałem się każdej z nich i rzeczywiście widnieje na nich kod wypraski. Widać, że FFG poważnie podchodzi do sprawy. Nie spotkałem się nigdy z kodowaniem wyprasek (być może, że nie zwróciłem uwagi). Zacząłem wypychać resztę żetonów. Szło, aż miło i nawet żaden żeton nie spadł mi na podłogę. Gdy przyszedł czas na wypychanie elementów z trzeciej wypraski zwróciłem uwagę na biały żeton z napisem Proof of purchase (Dowód zakupu). Ciekaw jestem jaką to ma moc prawną, nie mniej jednak taki żeton był kolejnym zaskoczeniem od strony wydawnictwa.

Dowód zakupu

Dalej wziąłem woreczek strunowy z figurkami. Dopiero wtedy zauważyłem, że są one znaczone. No, naprawdę? Słyszałem, że Fantasy Flight Games to solidna firma, ale żeby aż tak? Wyjąłem figurki i posegregowałem je według Mrocznych Potęg. Niektóre figurki mają bardzo cienkie elementy, więc obawiam się o ich trwałość (jednak ten element już opiszę w recenzji). Dalej nie było większych niespodzianek. Karty wyjąłem i posegregowałem według Bóstw (nie miałem odpowiedniego rozmiaru koszulek, więc zostawiłem nie okoszulkowane). Wszystko popakowałem w odpowiednie woreczki strunowe, włożyłem do pudełka (jako, że wytłoczka ma bardzo wąską przegródkę część rzeczy schowałem pod nią). I zamknąłem toporne pudełko. To by było na tyle.

Hologramowy fioletowy znaczek na woreczku strunowym

Krótkie podsumowanie tego, co mnie zaskoczyło:

  • Zmieniona okładka co do oryginału
  • Toporne otwieranie pudełka
  • Plansza w worku strunowym
  • Zafoliowane wypraski
  • Wąska przegródka
  • Znakowane wypraski
  • Żeton “Proof of purchase”
  • Znaczone woreczki strunowe

Zapraszam serdecznie do komentowania, polubienia profilu na Facebooku i dzielenia się tym linkiem ze znajomymi.

Jeżeli wam się unboxing podobał, napiszcie to w komentarzu i udostępnijcie. Jeżeli nie, też to zróbcie. Czy ma być więcej takich tekstów? Też to napisz. Pamiętaj, że każda twoja uwaga jest dla mnie cenna i mobilizuje mnie do działania.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.